Wydaje się z pozoru dziwne, że świat, w którym dorastałem, był światem zasad. Dzieciństwo kojarzy mi się z Gomułką. To były czasy podstawówki - okres w którym kształtują się ważne cechy charakteru, poglądy itd. To był świat od kilkunastu lat rządzony przez sowietów, ale obowiązywały w nim wartości sprzeczne z obowiązującymi wartościami sowieckimi. Polacy czasów Gomułki byli ukształtowani przez wychowanie przedwojenne, więc miałem w dzieciństwie do czynienia z dwoma różnymi światami równoległymi.
Świat bliski - dom, rodzina, podwórko, koledzy, ulica... - to był świat przedwojenny (z czego wtedy nie zdawałem sobie sprawy), w którym obowiązywały zasady, np. zasada fair play. Podczas zabawy w chowanego nie wolno było podglądać. Podczas gry w kapsle nie wolno było pchać ani rzucać kapsli. Nie wolno było zaglądać w karty. Nie wolno było grać w szachy z kimś słabym bez handicapu. Nie wolno było znęcać się nad młodszymi i słabszymi. Nie wolno było uderzyć dziewczynki itd.
Czasem wychodziło się z tego świata i zaglądało się i wkraczało się do świata zewnętrznego - do szkoły (ale nie klasy - dzieci były jeszcze przedwojenne, nauczyciele byli już sowietami), telewizji, dalszej rodziny... Zresztą rodzina, jak to rodzina, sama była oknem na ten inny świat, gdyż rodzice wychodzili do pracy i wracali, a ta praca czasem ich zmienia na członków nowego świata - świata nauczycieli - świata sowietów.
Nawet jako człowiek dorosły bardzo długo nie rozumiałem jasno, że zmiany tego rodzaju zachodzą wolniej niż się wydaje. Zaskakująco późno zrozumiałem jasno, że za czasów Gomułki mieliśmy wciąż Polskę przedwojenną i Polaków przedwojennych - szlachetnych patriotów, wychowanych zgodnie z zasadami. Rządzący sowieci dopiero za Gierka zaczęli zyskiwać przewagę nad przedwojennymi. Podwórka opanowali gitowcy, nauczyciele zaczęli w szkołach wspierać knajackie wartości, w sierocińcach i poprawczakach władzę nad dziećmi przekazali starszym chłopcom zgodnie z nową stalinowską pedagogiką socjalizacji poprzez wspieranie hierarchii wewnętrznej powstającej w społeczności dzieci. Wpływy wymierających Polaków przedwojennych zaczęły maleć.
Kiedy w latach 90-tych naród polski pokazał, że w większości jest narodem sowieckim, nadal nie byłem w stanie zrozumieć, dlaczego lud, który obalił socjalizm,, teraz nagle oddaje z powrotem władzę ludziom z PZPR. Teraz to rozumiem, dzięki szerszej i dłuższej perspektywie czasowej - teraz rozumiem, że potrzeba 50 lat, aby nowe wartości zastąpiły stare - aby ludzie wychowani na starych wartościach wymarli lub utracili wpływy wskutek demencji itp. I właśnie akurat wtedy, kiedy wypędziliśmy rosyjskie wojska okupacyjne, był ten czas, kiedy naród polski już był odmieniony i już zapragnął powrotu sowietów.
Nie tylko Polska się zsowietyzowała przez te 50 lat. Cały świat się zmienił. Przedwojenne wartości zaczęły ustępować pod naporem rosyjskiej propagandy. Ze sportu zaczęły znikać zasady fair play. Ruch olimpijski jeszcze w czasach Gomułki był moralnie przedwojenny, ale w latach 80-tych zasady fair play zaczęły zanikać. Kto poznał z grubsza zasady golfa, ten wie, że w innych sportach nie ma już fair play, nie ma sportu amatorskiego. Olimpiady stały się żenującym pobojowiskiem po zniszczeniu sportu przez politykę. Najpierw wpuścili zawodowców, a oni bezwstydnie walczyli przeciwko amatorom bez handicapu. Potem pozbyli się amatorów, żeby nie zaniżali poziomu. W golfie jest wciąż nie do pomyślenia, żeby zawodowiec grał w turnieju dla amatorów. Warto poznać zasady golfa choćby po to, żeby zrozumieć ducha olimpijskiego i ducha fair play (w innych sportach tego nie ma). W moim odczuciu hańbą jest dla takich sportowców, jak Iga, granie w turnieju olimpijskim.
Zresztą każdy kibic tenisa zauważył, jak fair play znikło z kortów. Wszystko stało się na kortach sowieckie i amoralne. Atakowanie przeciwniczek wrzaskiem, serwowanie asów, granie "świń" (teraz to się nazywa "dropszot")... Tenis przestał być sportem, stał się wojną, w której wszystkie chwyty są dozwolone - manipulowanie czasem w przerwach między piłkami, rozpraszanie przeciwnika, symulowanie kontuzji. Rozmiary kortu i siatki nie zmieniły się od czasów, kiedy tenis był grą towarzyską. Teraz tenis męski wygląda kuriozalnie z tą niską siateczką i morderczymi asami serwisowymi. Dawniej nazywano te uderzenia "podaniami", które się powtarzało, jeśli były zepsute lub za mocne. Piłka się liczył dopiero wtedy, gdy po udanym returnie gra mogła być kontynuowana. Kiedy po podaniu returnujący zagrał piłeczkę poza zasięg przeciwnika, punkt był powtarzany. Dzisiaj powtarzanie punktu po necie ma zupełnie inną funkcję - jest absurdem pozwalającym tenisistom serwować jeszcze więcej asów.
Nie mam nic przeciwko sportowi zawodowemu, ale tylko dopóty, dopóki zawodowcy grają fair i nie wykorzystują swojej przewagi nad amatorami. W golfie widzimy ten świat zasad fair play. W golfie mówi się amatorom: "Chcesz grać w turniejach dla zawodowców? Proszę bardzo, ale skończą się stypendia, bezpłatna pomoc itp. - za wszystko będziesz musiał płacić sam". Wielu amatorów woli pozostawać w świecie amatorów, mimo że są lepsi od większości zawodowców. Dzięki nim świat zawodowych golfistów nie stoczył się tak, jak świat zawodowych tenisistów.
Na koniec konstruktywna rada, jak naprawić tenis, aby przepisy sprzyjały fair play:
1. Wyższa siatka dla mężczyzn, tak jak jest w siatkówce. W ogóle siatka jest za niska, nawet dla kobiet. Twórcy tenisa i przepisów nie przewidzieli, że będzie można zdobywać punkty asami serwisowymi. Nie przewidzieli też, że ludzie w przyszłości będą wyżsi. Wysokość siatki ustalono w 1882 r. Ludzie są dzisiaj średnio 15 cm wyżsi. Trzeba więc podwyższyć siatkę dla kobiet o 13 cm, a dla mężczyzn o 25 cm.
2. Nie powtarzać nieudanego serwisu, tak jak jest w siatkówce - nie powtarzać netów - to zresztą poprawi też atrakcyjność tenisa kobiecego


Komentarze
Pokaż komentarze (1)