Z artykułu dowiesz się:
- Poznasz kulisy rozmów trenera Siemieńca z arbitrem
- Jak wyglądała wymiana wiadomości tuż przed spotkaniem ligowym
- Dlaczego prokuratura bada sprawę mobbingu i gróźb w Kolegium Sędziów PZPN
- Jakie kary grożą trenerowi i arbitrom za złamanie przepisów związkowych
Kulisy wiadomości do arbitra
Według ustaleń wp.pl do wymiany korespondencji doszło w dniu meczu przedostatniej kolejki ostatniego sezonu ligowego PKO Ekstraklasy pomiędzy GKS-em Katowice a Jagiellonią Białystok. Szkoleniowiec Adrian Siemieniec skontaktował się SMS-owo z sędzią Arkadiuszem Kamilem Wójcikiem, który przebywał wówczas na wymianie sędziowskiej w Japonii. Tematem rozmowy była współpraca z arbitrem głównym spotkania, Pawłem Raczkowskim.
Trener Jagiellonii nie ukrywał intencji. Siemieniec pisał do arbitra: „Paweł dzisiaj nam sędziuje, nie wiem jak podejść do tego tematu. Chce po prostu żeby z nami w tym temacie współpracował”. W kolejnej wiadomości dodał: „Jeżeli nie będzie wyjść i kartka się należy to oczywiście mi nic do tego. Ale jeżeli może poczekać i nas uprzedzić, że ktoś jest blisko, to będę mógł zareagować”.
Odpowiedź arbitra nadeszła bardzo szybko. Wójcik poinstruował trenera, jak porozmawiać z sędzią zawodów. „Akurat on w takich »tematach« jest bardzo dobry” - zaczął.
Następnie doradził, aby wziąć sędziego na bok i przekazać mu, kto jest zagrożony, prosząc o wcześniejszą informację w razie odpuszczenia kartki, by móc zmienić takiego gracza lub nakazać mu szczególną ostrożność. Cztery godziny przed pierwszym gwizdkiem Wójcik przesłał zrzut ekranu całej konwersacji Pawłowi Raczkowskiemu. Według informacji WP SportoweFakty, arbiter przed meczem faktycznie podszedł do Adriana Siemieńca, by porozmawiać o kwestii kartek twarzą w twarz.
Sędzia potwierdza wymianę z trenerem
Sędzia Wójcik nagrał dziś wideo i zamieścił je w mediach społecznościowych, potwierdzając doniesienia o korespondowaniu z Siemieńcem. - Chciałem przeprosić trenera Siemieńca. To tylko i wyłącznie moja wina, że spotkało go to, co spotkało. Trener napisał do mnie zwykłą wiadomość, czy to jest normalne i czy mógłby porozmawiać z sędzią Raczkowskim o żółtych kartkach przed meczem? Czy to nie jest jakiś problem? Ja po prostu mu odpisałem, że tak, że to się dzieje - opowiedział.
- Zawsze pod koniec sezonu rozmawiamy z kierownikami, trenerami, piłkarzami. My, przygotowując się do meczu, patrzymy, kto te kartki ma, kto jest zagrożony, żeby zarządzać jakoś temperaturą meczu. Tak samo czasami kierownicy i trenerzy przychodzą do nas. Zawodnicy proszą o pokazanie żółtej kartki, żeby się "wyzerować". To normalne rzeczy, które działy się na przestrzeni sędziowania i piłki nożnej - dodał.
Jagiellonia obawiała się kartek
Kontekst sportowy tego meczu miał ogromne znaczenie dla układu tabeli. Jagiellonia walczyła o wicemistrzostwo Polski. Aż ośmiu zawodników zespołu było bezpośrednio zagrożonych pauzą za żółte kartki w ostatniej kolejce sezonu. Mecz zakończył się remisem 2:2. Paweł Raczkowski pokazał w tym starciu piłkarzom Jagiellonii tylko jedną żółtą kartkę zawodnikowi, któremu nie groziło zawieszenie. Żaden z ośmiu zagrożonych graczy, o których pisał Siemieniec, nie został wówczas ukarany.
Działania te stoją w sprzeczności z obowiązującymi regułami. Konwencja Sędziowska PZPN w paragrafie 32 wprowadza bezwzględny zakaz nieuprawnionego kontaktu. Dotyczy to kontaktu telefonicznego i osobistego sędziego ze stronami meczu oraz przedstawicielami klubów. Arbitrzy mają też obowiązek zgłaszania takich prób do struktur PZPN.
Prokuratura i mobbing w tle
Afera zyskała wymiar ogólnopolski dopiero kilkadziesiąt dni po spotkaniu. 9 lipca 2026 roku Marcin Szulc przekazał korespondencję rzecznikowi dyscyplinarnemu PZPN. Stało się to 53 dni po meczu w Katowicach.
Tego samego dnia Wójcik złożył zawiadomienie w Prokuraturze Regionalnej w Warszawie. Arbiter zarzucił Szulcowi oraz członkowi zarządu Kolegium Sędziów mobbing, groźby karalne i zniesławienie. Śledztwo przejęła następnie Prokuratura Okręgowa w Warszawie.
Paweł Raczkowski przedstawia zupełnie inną wersję wydarzeń. Arbiter utrzymuje, że zgłosił sprawę kontaktu swojemu przełożonemu w Kolegium Sędziów zaraz po meczu. Tłumaczy również, że sędziował zgodnie z przepisami. Mimo trwającego postępowania od początku sezonu 2026/27 nadal prowadzi mecze PKO Ekstraklasy.
Wokół sprawy pojawiły się doniesienia dotyczące prezesa federacji. Związek wydał oficjalny komunikat w tej sprawie. - Dementujemy twierdzenie, jakoby Prezes PZPN Cezary Kulesza proponował Wójcikowi jakiekolwiek korzyści, działania lub rozwiązania w zamian za odstąpienie od złożenia zawiadomienia do prokuratury. Taka propozycja ze strony Prezesa PZPN nie padła - poinformował PZPN.
Surowe kary na horyzoncie
Na przełomie sierpnia i września Komisja Dyscyplinarna PZPN przekazała sprawy Adriana Siemieńca, Pawła Raczkowskiego oraz Wójcika do rozpatrzenia przez Komisję Ligi Ekstraklasy.
Uczestnicy procederu muszą liczyć się z poważnymi konsekwencjami. Zgodnie z Regulaminem Dyscyplinarnym PZPN trenerowi Jagiellonii grozi kara od 1 tysiąca złotych grzywny. Dalej w grę wchodzi dyskwalifikacja i zawieszenie licencji, aż po całkowite wykluczenie ze struktur federacji.
Konsekwencje mogą dosięgnąć także sędziów. Pawłowi Raczkowskiemu grozi dyskwalifikacja, skreślenie z listy sędziów lub wykluczenie z PZPN. Wójcikowi grożą sankcje na podstawie Konwencji Sędziowskiej oraz artykułu 110 Regulaminu Dyscyplinarnego.
Fot. Sędzia Kamil Wójcik i trener Jagiellonii Białystok, Adrian Siemieniec/zdjęcie wygenerowane przez AI
Red.





Komentarze
Pokaż komentarze (7)