Z artykułu dowiesz się:
- Dlaczego urzędnicy wyborczy uznali tylko 2950 podpisów złożonych przez sztab kandydata Konfederacji
- Jakie radykalne decyzje personalne podjął lider ugrupowania wobec krakowskich działaczy
- Co zadecydowało o odrzuceniu ponad 2 tysięcy złożonych przez komitet arkuszy
- Jak wewnętrzne spory i postawa koalicjantów wpłynęły na fiasko zbiórki
Na nic prekampania w Krakowie
Grillowanie przy Rondzie Mogilskim, rozdawanie czekolad i precli, festyny - wydatki Konfederacji okazały się przedwczesne w prekampanii krakowskiej. Bartosz Bocheńczak nie zostanie zarejestrowany jako kandydat na prezydenta miasta. Choć sondaże nie dawały mu żadnych szans nawet na wejście do drugiej tury, partia Sławomira Mentzena liczyła na sensację oraz przede wszystkim prześcignięcie Michała Drewnickiego z PiS. Nadzieje zostały rozwiane po tym, jak komisja wyborcza zakwestionowała ponad 2 tys. podpisów z uzbieranych 5 tysięcy. Do pełni szczęścia Bocheńczakowi zabrakło 50. Ostateczny wynik weryfikacji przekreślił szanse przedsiębiorcy na start w przedterminowych wyborach samorządowych.
Jak informował sztab oraz liderzy ugrupowania, problem nie wynikał z ogólnego braku zainteresowania zbiórką. Spośród około 5000 podpisów zebranych przez komitet ponad 2000 okazało się wadliwych. Główną przyczyną odrzucenia tak dużej liczby arkuszy było nagminne mylenie przez podpisujących adresu zamieszkania z adresem zameldowania.
Bocheńczak nie jest jedynym głośnym nazwiskiem poza listą. Komisja nie zarejestrowała również kandydatury Mariana Banasia - w jego przypadku na 5648 sprawdzonych podpisów aż 3096 uznano za nieprawidłowe. Były szef NIk również nie powalczy o fotel prezydenta Krakowa.
Kandydat bije się w pierś. "Zawaliłem"
Sam polityk nie szukał usprawiedliwień i publicznie odniósł się do zaistniałej sytuacji w mediach społecznościowych. We wpisie opublikowanym we wrześniu 2026 roku Bocheńczak wziął na siebie pełną odpowiedzialność za niedopełnienie wymogów formalnych.
- System jest, jaki jest. Zasady były znane, a naszym obowiązkiem było zebrać większą liczbę podpisów i jeszcze dokładniej zweryfikować je przed złożeniem. Powinniśmy byli poświęcić temu więcej uwagi. Jako kandydat ponoszę za to pełną odpowiedzialność. Zawaliłem - przekazał Bartosz Bocheńczak.
W tym samym komunikacie przyznał, że sztab powinien przygotować znacznie większą nadwyżkę podpisów, aby zabezpieczyć się przed błędami weryfikacyjnymi. Jednym słowem "zawaliłem" podsumował tygodnie pracy nad rejestracją w jednym z najważniejszych miast w kraju.
Radykalna reakcja Mentzena. Dymisje i sąd partyjny
Wydarzenia w Krakowie wywołały błyskawiczną i bezwzględną reakcję władz krajowych ugrupowania. Sławomir Mentzen podjął zdecydowane kroki dyscyplinarne, o czym poinformował we wpisie na platformie X. Lider odwołał Bartosza Bocheńczaka z funkcji prezesa krakowskiego okręgu oraz zawiesił wszystkie osoby pełniące funkcje w tamtejszych strukturach.
Sprawy zawieszonych działaczy zostały natychmiast przekazane do rozpoznania przez Sąd Partyjny. Organ ten, odpowiedzialny za rozstrzyganie sporów wewnętrznych i egzekwowanie dyscypliny partyjnej, ma teraz ocenić odpowiedzialność poszczególnych osób za organizacyjną porażkę.
Mentzen nie krył wściekłości skalą kompromitacji w jednym z najważniejszych miast w Polsce. Napisał jednocześnie, że z formalnego obowiązku nie może pozostawić spraw bez konsekwencji.
- Przy całej mojej sympatii do Bartosza Bocheńczaka, podziwie dla wielkiego zaangażowania w kampanię w Krakowie, oraz wdzięczności za perfekcyjne wykonywanie funkcji szefa sztabu mojej kampanii prezydenckiej, nie mogę nie wyciągnąć konsekwencji z tej kompromitacji - napisał Sławomir Mentzen.
Cios wizerunkowy dla Konfederacji
Bocheńczak to ważna postać dla Mentzena. Jako szef sztabu prezydenckiego odpowiadał za logistykę i strategię ogólnopolskiej kampanii wyborczej w 2025 roku lidera Konfederacji. Jego porażka na lokalnym gruncie w Krakowie jest więc odczytywana nie tylko jako błąd organizacyjny, ale jako potężny cios wizerunkowy dla samego kierownictwa formacji.
To właśnie ten personalny kontekst sprawia, że sprawa wykracza daleko poza rutynowe problemy z rejestracją. Osoba, która jeszcze niedawno dowodziła najważniejszą kampanią w historii ugrupowania, nie zdołała zapewnić startu nawet własnej kandydaturze w wyborach samorządowych. Kto zyska na braku Konfederacji w wyścigu? Wszystko wskazuje na to, że Michał Drewnicki z PiS. Poparcie dla partii Jarosława Kaczyńskiego w mieście oscylowało wokół 20-25 proc. w ostatnich latach. Radny miał nieco gorszy wynik w sondażach, ok. 12 proc., ze względu na niską rozpoznawalność. Jednak to właśnie on może być beneficjentem wielu wyborców Konfederacji, którzy rozważali poparcie dla Bocheńczaka.
Wewnętrzne tarcia w Konfederacji
Kulisy zbiórki podpisów wskazują na głębokie podziały panujące wewnątrz małopolskich struktur formacji. Część mediów donosi, że w zbiórkę podpisów dla Konfederacji nie chcieli angażować się działacze skupieni wokół posła Konrada Berkowicza. Osoby z jego najbliższego otoczenia obawiały się utraty wpływów oraz pozycji na krakowskiej liście wyborczej w przypadku sukcesu rywala. Polityczne kalkulacje wzięły więc górę nad partyjną solidarnością - słychać w krakowskich strukturach formacji Mentzena.
Dodatkowym ciosem okazała się postawa koalicjantów z Ruchu Narodowego. Narodowcy odmówili jakiejkolwiek pomocy w zbieraniu podpisów i zastosowali cichy bojkot pretendenta, nie angażując w zbiórkę ani swoich struktur, ani zaplecza sympatyków. Ten brak współpracy pomiędzy frakcjami przesądził o tym, że komitetowi zabrakło skromnych pięćdziesięciu prawidłowo złożonych parafek.
Fot. Bartosz Bocheńczak z Konfederacji/East News
Red.




Komentarze
Pokaż komentarze (91)