Wojsko postawione na nogi. To nie był dron ani balon

Redakcja Redakcja Wojsko Obserwuj temat Obserwuj notkę 9
Wojsko sprawdzało w niedzielę sygnały o możliwym naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej z kierunku Białorusi. Działania prowadziło Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych. Według oficjalnego komunikatu DORSZ, w rejon potencjalnego zdarzenia wysłano śmigłowiec bojowy, a procedury objęły także czasowe ograniczenie ruchu cywilnego. Sytuacja wymagała pełnej weryfikacji ze strony wojskowych specjalistów. Powodem alertu było stado ptaków.

Z artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego wojsko skierowało do akcji dyżurny śmigłowiec Mi-24
  • Gdzie wprowadzono czasowe ograniczenia dla lotnictwa cywilnego
  • Co wykazała szczegółowa weryfikacja systemów radiolokacyjnych
  • Jak incydent podsumował rzecznik Dowództwa Operacyjnego RSZ

Pilny komunikat wojska w niedzielne popołudnie

Niedzielne wydarzenia rozpoczęły się od oficjalnego ostrzeżenia wydanego przez polskie dowództwo. O godzinie 13:28 Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych opublikowało komunikat o podejrzeniu naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej przez niezidentyfikowany obiekt nadlatujący od strony Białorusi.

Działania koncentrowały się w rejonie trójstyku granic Polski, Ukrainy i Białorusi, w okolicach Zamościa. To obszar, w którym służby obserwują przestrzeń powietrzną ze szczególną uwagą.

"W związku z podejrzeniem naruszenia przestrzeni powietrznej Rzeczypospolitej Polskiej przez niezidentyfikowany obiekt nadlatujący z kierunku Białorusi, Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych, poprzez Centrum Operacji Powietrznych - Dowództwo Komponentu Powietrznego, prowadzi czynności sprawdzające" - poinformowało wojsko w oficjalnym komunikacie.

Centrum Operacji Powietrznych - Dowództwo Komponentu Powietrznego natychmiast przystąpiło do realizacji procedur bezpieczeństwa. Wszystkie działania prowadzono na rzecz Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych. 


Śmigłowiec Mi-24 w powietrzu i myśliwce w gotowości

W ramach podjętych kroków zapobiegawczych w rejon potencjalnego incydentu skierowano dyżurny śmigłowiec wojskowy Mi-24. Załoga maszyny otrzymała zadanie przeprowadzenia bezpośredniej weryfikacji sytuacji w wyznaczonym sektorze. Systemy radiolokacyjne zarejestrowały sygnał obiektu nadlatującego z kierunku Białorusi, co stało się podstawą do wszczęcia weryfikacji. Dlatego też równolegle dowództwo podjęło decyzję o podniesieniu gotowości bojowej myśliwców Sił Powietrznych.

Skrócono czas niezbędny do ich ewentualnego poderwania w powietrze. Dzięki temu polskie siły miały gwarancję błyskawicznej reakcji na wypadek potwierdzenia realnego zagrożenia.

Ograniczenia dla lotnictwa cywilnego nad Lubelszczyzną

Operacja wojskowa wymusiła natychmiastowe zmiany w organizacji ruchu powietrznego. Wojsko czasowo wyłączyło część przestrzeni powietrznej dla maszyn cywilnych. Ograniczenia wprowadzono na obszarze na wschód od Lublina aż do granicy państwa. Decyzja o zamknięciu tego sektora miała na celu zapewnienie swobody manewru dla działających maszyn wojskowych.

Po godzinie 14, czyli około godzinę po opublikowaniu pierwszego komunikatu, Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych wydało kolejną informację. Wojsko ogłosiło zakończenie prowadzonych czynności sprawdzających.

Dokładna analiza odczytów z radarów przyniosła jednoznaczne rozstrzygnięcie. Ustalono, że przyczyną wskazań aparatury było naturalne zjawisko - przelot licznej grupy ptaków. Do żadnego naruszenia granicy państwowej nie doszło.

"W wyniku przeprowadzonej weryfikacji ustalono, że zarejestrowane przez systemy radiolokacyjne wskazania nie były związane z naruszeniem polskiej przestrzeni powietrznej. Ich przyczyną było duże stado ptaków, którego przelot został zarejestrowany przez systemy obserwacji przestrzeni powietrznej" - wyjaśniło Dowództwo Operacyjne RSZ.

W tym samym komunikacie wojsko nadmieniło, że w trakcie trwania incydentu nie zaobserwowano aktywności rosyjskiego lotnictwa dalekiego zasięgu. Nie było więc żadnych przesłanek łączących niedzielne wskazania radarów z działaniami na terytorium Ukrainy. 


Do sprawy odniósł się również rzecznik prasowy Dowództwa Operacyjnego RSZ ppłk Jacek Goryszewski. W rozmowie na antenie stacji TVN24 przedstawił szczegóły przeprowadzonej weryfikacji. - Zweryfikowaliśmy dokładnie zapisy naszych systemów radiolokacyjnych, śmigłowiec operował we wskazanym rejonie. Zaprzeczę podejrzeniu naruszenia naszej przestrzeni powietrznej. Przyczyną wskazań systemów radiolokacyjnych było duże stado ptaków, które uchwyciły nasze radary. Jasno można stwierdzić, że nie odnotowano zagrożenia dla bezpieczeństwa naszej przestrzeni - uspokoił.  


Fot. Wojsko Polskie/East News 

Red. 

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj9 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo