Idąc do kina na „Katyń” miałem uczucia ambiwalentne. Z jednej strony znałem przeszłość Wajdy, jego prl-owską karierę, pustkę twórczą, schematyzm reżyserski, kiczowatość oraz „różową wizję świata”, nie miałem zbyt wielkich nadziei na rzetelne kino lub błyskotliwą myśl. I niestety...miałem rację. Co prawda film jest zrobiony poprawnie lecz niesłychanie tchórzliwie. Wajda dzisiaj przypomina strachliwego kundelka szczekającego pod płotem nie lubianego sąsiada. Niestety po raz kolejny potwierdziło się przysłowie, że "Żyd nie robi dobrych filmów". Nie będzie to jednak tekst o „spiskowej wizji dziejów”, o tym, że rosyjska agentura wybrała „mniejsze zło” i doprowadziła do realizacji tego tematu przez zaufanego człowieka. Nie będzie o tym, ponieważ niewtajemniczony czytelnik mógłby tego nie zrozumieć. Skupię się na faktach. Faktach, których nie można ukryć.
Zarzut śmiertelny...Z jednej strony w filmie przedstawione jest wszystko poprawnie, dużo dat, udane sceny, patetyczny ton ale przez cały film przetacza się coś niesłychanie niebezpiecznego, coś co dla Wajdy było najważniejsze. Nie chodziło bowiem o przedstawienie tematu Katynia i wyjaśnieniu wpływu tej tragedii na losy współczesnego Polaka, pokazaniu, kto zajął miejsca pomordowanych jakie zacne jednostki z "wysokim IQ". Wajda stchórzył bo musiałby skrytykować siebie.
O co zatem chodziło Wajdzie? O ojca, którego miał tam rzekomo stracić? O prawdę, miłość do Ojczyzny? Nieee głupcze! Najważniejsza myśl, która przebija się między wierszami to idea "mniejszego zła". Tłumaczenie zdrady w różnych scenach filmu przypomina do złudzenia liczne teksty Michinka lub Urbana, bo przecież "jakoś trzeba było żyć", „każdy się ześwinił”. Dla przykładu filmowy zdrajca popełnia samobójstwo co może dowodzić, że „bardzo cierpiał”.
Żydzi jak zawsze w swoich filmach skupiają się na tym co niszowe. W swojej podświadomości uważają bowiem, że każda mniejszość musi narzucać zdanie każdej większości. Ilu bowiem PZPR-owców chciało wolnej Polski? 3 na 2 mln? No to mamy ich w filmie. Ilu żołnierzy zdradziło szeregi WP, 100 na 15 tysięcy? No to mamy i ich tutaj. Ilu radzieckich żołnierzy Armii Czerwonej było dobrymi ludźmi? 3 na 100 mln? Mamy i ich. Ilu Judaszy czuło wyrzuty sumienia i popełniło samobójstwo? 1 na 10000...
Wajda myli proporcje. I robi to świadomie, bo między kadrami swojego „wielkiego filmu” widzi swoją przeszłość....Zwykły śmiertelnik może tego nie wyłapać, ale uważny widz i "fan" talentu Andrzeja Wajdy, w każdej sekundzie widzi rozrachunek reżysera z własną agenturalną przeszłością. Może i byłoby w tej historii coś fascynującego, może gdyby autor wzniósł się ponad swój żywot, swoje błędy... Niestety nie stać go na to, i dostaliśmy film z serii, tłumaczenia współpracy. A co z patriotami idącymi "pod prąd"? Wszyscy giną...I znów zapytałbym o proporcje!
Nie chcę jednak odbierać wszystkiego Wajdzie. Swoim „gniotem” udowodnił jedno, że prawdziwą inteligencję wymordowano w Katyniu...



Komentarze
Pokaż komentarze (7)