"
Hiszpańska prokuratura prowadzi postępowanie przeciwko zarządom co czwartego banku regionalnego. Pod okiem śledczych znalazło się 12 spośród 45 cajas, w tym utworzona w zeszłym roku z połączenia siedmiu z nich Bankia. Przecieki ze śledztwa ukazują obraz powszechnej korupcji, niekompetencji i patologicznego powiązania świata finansów z polityką. Pikanterii dodaje to, że właśnie banki, które znalazły się na celowniku hiszpańskiej prokuratury, objęte będą unijnym programem pomocowym opiewającym na sumę ponad 100 mld euro.
Za najgorszy z najgorszych prokuratura uznała bank regionalny z Walencji – Caja de Ahorros del Mediterraneo (CAM). W radzie nadzorczej banku, która miała kontrolować pracę zarządu, zasiadali m.in.: nauczyciel tańca, artysta malarz, socjolog i psycholog, których głównym atutem były bliskie kontakty z władzami regionu. – Ocena sprawozdania (z pracy banku – red.) wymagałaby wiedzy finansowej, prawnej i księgowej, której nie posiadam – przyznaje brytyjskiemu dziennikowi „Guardian” jeden z członków rady nadzorczej, Juan Pacheco. – Sprawozdanie z działalności banku widziałem tylko przez chwilę na ekranie komputera – dodaje jego kolega Jesus Navarro. Nawet dziś rada nie kryje, że nigdy nie była zainteresowana pełnieniem funkcji kontrolnej. A to dawało wolną rękę prezesowi CAM Modesto Crespo. I w ciągu sześciu lat członkowie zarządu banku i ich rodziny otrzymali aż 161 mln euro preferencyjnych kredytów. Prezes Crespo – bliski przyjaciel oskarżonego o korupcję przewodniczącego rządu autonomicznego Walencji Francisco Campsa – przyznał sobie ponad 7 mln euro kredytów. W tym samym okresie pensje zarządu zostały podwojone. Jak pisze dziennik „El Pais”, w hiszpańskim sektorze bankowym takie zachowania były normą. Mimo kryzysu od 2007 roku pensje zarządów cajas wzrosły średnio o 50 proc.
Crespo wraz z pięcioma innymi członkami zarządu wiedział, kiedy uciec z tonącego okrętu. Tuż przed przejęciem przez państwo upadającego banku przeszli na wcześniejszą emeryturę z łączną odprawą 10 mln euro. Ale do końca pozostali wierni swoim protektorom z władz regionalnych: na dwa dni przed odejściem, mimo kolosalnych strat, udzielili kredytu władzom Walencji na 200 mln euro.
W ubiegłym tygodniu hiszpański prokurator generalny wszczął śledztwo przeciwko szefom Bankii. Decyzja została podjęta pod naciskiem ruchu oburzonych (indignados). W ostatnich miesiącach 350 tys. drobnych ciułaczy straciło 75 proc. swoich oszczędności, bo posłuchały namów władz do zakupu akcji nowo tworzonego banku. Dziś, gdy się okazało, jak wiele funduszy Bankia straciła z powodu nieprzemyślanych kredytów na rynku hipotecznym, ceny tych walorów spadły poniżej 1 euro.
Agencja Bloomberg wskazuje, że śledztwo przeciw zarządowi banku, który na początku czerwca wystąpił o 19 mld euro pomocy państwa, miało być prowadzone przez specjalną komisję parlamentu. Sprzeciwiła się temu rządząca Partido Popular. Prezesem Bankii był bowiem Rodrigo Rato, były minister finansów i bliski współpracownik premiera Mariano Rajoya. Ale ujawnieniem prawdy o cajas nie są też zainteresowani socjaliści, pod których rządami powstała bańka nieruchomościowa. – Jeśli wszystko wyjdzie na jaw, dwie główne partie się rozpadną – napisał redaktor naczelny dziennika „20 minutos” Arsenio Escolar.
Zdaniem gazety kredyty udzielane przez siedem cajas, które dziś tworzą Bankię, służyły do finansowania lotnisk, z których dziś nie startuje żaden samolot, linii szybkich kolei, które są sporadycznie wykorzystywane, czy parków atrakcji, które nie potrafią utrzymać się bez dotacji państwa. Wszystko po to, aby politycy mogli przekonać wyborców, że robią co mogą dla rozwoju swojego regionu.
Klienci Bankii stracili 75 proc. swoich oszczędności.
itd.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)