0 obserwujących
22 notki
6024 odsłony
  176   0

Sadłocha: Eko-religia współczesnego świata

Przyglądając się obradom światowego szczytu klimatycznego w Kopenhadze, obserwując skalę zaangażowania mediów w przeciwdziałanie zmianom klimatycznym, a także przypatrując się działalności Unii Europejskiej w walkę z emisją CO2, łatwo dostrzec jak ważnym współcześnie tematem jest ekologia.

W państwach członkowskich Unii Europejskiej dominuje jedna wiodąca opinia dotycząca zmian klimatycznych. Dokonując dużego uproszczenia jej głównych założeń można stwierdzić, że w wyniku nadmiernej aktywności ludzkiej wzrasta poziom CO2 w atmosferze. Człowiek tym samym przyczynia powstawania efektu cieplarnianego, który z kolei prowadzi do globalnego wzrostu temperatury. Takie zmiany klimatyczne mają być główną przyczyną anomalii pogodowych, topnienia lodowców, wysychania niektórych jezior (np. jezioro Wiktorii w Afryce).
Wszystkie powyższe wnioski zostały bardzo silnie rozpropagowane w ciągu ostatnich kilkunastu lat w świece zachodnim. Duża w tym rola organizacji pozarządowych (np. Greenpeace), dojścia do władzy w europie zachodniej osób związanych z szeroko rozumiemy ruchem zielonym, a także intensywnej kampanii medialnej na rzecz ekologii.

Temat walki z efektem cieplarnianym staje się również tematem obiektem politycznej mody, co obrazuje przyznanie pokojowej nagrody nobla, którą otrzymał Al Gore, za wielomilionową kampanię mobilizującą Amerykanów do walki ze zmianami klimatu. Wpływa również bezpośrednio na politykę budżetową państw, czego przykładem jest pakiet klimatyczny UE, zobowiązujący 27 krajów członkowskich do ograniczenia emisji dwutlenku węgla. Trudno sobie wręcz wyobrazić współcześnie polityka europejskiego, który wyszedłby na np. szczyt w Brukseli i skrytykował zieloną politykę UE, nie będąc przy tym zmarginalizowanym za te poglądy(tak jak prezydent Czech Vaclav Klaus).

Dwutlenek węgla stał się na XXI wieku w Europe Zachodniej wręcz synonimem zła absolutnego. Natomiast alternatywne technologie energetyczne oraz cięcia w emisji CO2, choćby niewiadomo jak drogie - symbolem walki ze złem. Należy jednak zadać pytanie, czy wiara ta, jest oparta na niepodważalnych dowodach, czy jest tylko swoistym przekonaniem grupy, lub wręcz lobby mającego bardzo dużą siłę przebicia?

Zwolennicy przeciwdziałania zmianom klimatycznym powołują się m.in na badania naukowców z Międzynarodowego Zespołu do spraw Zmian Klimatu (IPCC) pracujący na zlecenie Organizacji Narodów Zjednoczonych. Zespół ten przyjął pewne teoretyczne modele na których oparł swoje prognozy zmian klimatycznych. W ich wyniku otrzymano prognozy szacujące wzrost temperatury na Ziemi od 2 do 6 stopni w ciągu najbliższych 100 lat. Spowodowałby to liczne anomalie pogodowe, topnienie lodowców itp. Jako jedną z przyczyn takich zmian IPCC uznał m.in. emisję CO2 wynikającą ludzkiej działalności gospodarczej. Jednak najeży z całą mocą podkreślić, ze prognozy te oparte są na subiektywnych parametrach podanych przez naukowców, które w żaden sposób nie można przyjąć za pewnik.

Na drugiej stornie barykady funkcjonuje tzw. lista Avery"ego. Jest to lista naukowców, zawierająca ponad 500 nazwisk badaczy z całego świata (większość z nich stanowią paleoklimatolodzy a także fizycy atmosfery), którzy kwestionują rolę czynnika ludzkiego, jako determinującą zmiany klimatyczne. W ich przekonaniu zmiany te wynikają z normalnych cykli klimatycznych, które funkcjonują od wieków. A dowodów na to nie trzeba szukać w dalekiej prehistorii. Przecież we wczesnym średniowieczu temperatura na obszarze ziem polskich była tak wysoka, że popularne były uprawy winorośli, które z kolei ciągu kolejnych wieków przestały funkcjonować z powodu ,,małego zlodowacenia” (patrz zamarzanie Bałtyku w czasach ,,potopu szweckiego”). W średniowiecznych kronikach możemy znaleźć również informację , że w Grenlandii jeszcze w XI-XII wieku było pełno łąk, pastwisk, bujnych lasów brzozowych itp. A więc to że dziś Grenlandia rozmarza nie jest w tego punktu widzenia czymś zadziwiającym. Oczywiście tak czy inaczej pozostaje problem wzrostu wód w oceanach z powodu topnienia lodowców, ale czy zamiast szukać dość wątpliwych metod zatrzymywania procesu klimatycznego, prawdopodobnie niezależnego od np. ilości fabryk na świecie, może lepiej skupić się na przeciwdziałaniu skutkom jakie mogą wywołać określone zmiany.

Jeżeli naukowcy z oby tych obozów twierdzą że znajdują naukowe dowody broniące słuszności swoich tez, wydaje się że tak naprawdę nie są to żadne dowody naukowe. Teoria którą nie da się sfalsyfikować, może stać się prawem. W tym przypadku jednak mamy do czynienia nie z niefalsyfikowanymi dowodami naukowymi, a jedynie poszlakami- z obu stron. Określenie Eko-religii jest o tyle zasadne, że podobnie jak w przypadku teologii, opiera się ona na dogmatach. Inną analogią do religii jest żarliwe lansowanie swoich poglądów, ocierające się wręcz o nieuznawanie innych opinii na ten temat. I na tym moglibyśmy zakończyć powyższy wywód. Jednakże kwestia walki ze zmianami klimatycznymi nie jest wyłącznie teoretycznym sporem o charakterze naukowym. Zmiany jakie chcą wprowadzić zwolennicy tego poglądu, wymagają olbrzymich kosztów finansowych, które ponieść musiałbym w zasadzie wszystkie państwa na świecie.

Aby osiągnąć planowane na szczycie w Kopenhadze obniżenie poziomu CO2 o 20%, konieczna są cięcia nie tylko w państwach Zachodnich, ale również w państwach rozwijających się. Nie dziwi więc opór dynamicznie rozwijających swój przemysł Chin i Indii, którym takie działania takie działania wyrazie stałby w sprzeczności z interesem narodowym. Kiedy Europa Zachodnia w latach 50 i 60 XX w. miała dynamiczny rozwój przemysłowy, nikt nie próbował go zatrzymywać. Powyższe spostrzeżenie w mniejszym stopniu odnosi się także do Polski. Obecnie Polska ma realizować wiele projektów w obszarze infrastruktury, do których potrzeba dużej ilości cementu. Produkując cement wydzielamy olbrzymie ilości CO2 do atmosfery. Czy więc powinniśmy ograniczyć modernizację państwa dla idei walki z dwutlenkiem węgla? Odpowiedź wydaje się jednoznaczna. CO więc w takim razie powinniśmy zrobić? Może zakupić cement z Chin lub Indii i w ten sposób przestrzegać limitów UE? Ale czy dla składu chemicznego naszej atmosfery jakieś znaczenia ma fakt, że CO2 emitowano z tego czy innego obszaru globu? Możemy także wykupić limity od innych państw. Tylko że byłoby to całkowicie nieopłacalne, a ponadto tego typu myślenie, byłoby swoistą hipokryzją.

Państwa rozwijające się, tworząc tzn. grupę 77 domagają się od Zachodów olbrzymich pieniędzy w zamian za swoje ograniczenia. W pierwszym dni szczytu klimatycznego mówiło się np. o 270 mld euro rocznie. Co więcej nastąpiłyby one dopiero w 2020 roku, a do tego czasu Zachód musiałby sam limitować swoją emisję aż o 40 %. Nietrudno się domyślić, że takie ustalenia są wręcz niewykonalne. Na koniec więc warto zadać pytanie, w imię czego jest ten cały spór? Czy w imię pewnego poglądu naukowego, bardzo intensywnie spopularyzowanego na Zachodzie, ale pozostającego tylko poglądem? Czy może w imię interesu jakiś grup lobbingowych? Pewnie można by do nich zaliczyć producentów ,,czystych” technologii energetycznych i ,,zielonych” organizacji pozarządowych. Mnie jednak najbardziej martwi dezinformacja opinii publicznej w tej sprawie, ocierającą się wręcz o indoktrynację. Może więc pora na przygotowanie kampanii społecznej, nastawionej na rzetelne przedstawienie wszystkich za i przeciw Eko-religii.

Jarosław Sadłocha

autor jest członkiem Zarządu DOSS, studentem V roku stosunków międzynarodowych i III roku historii na Uniwersytecie Wrocławskim, a także III roku Akademii Artes Liberales. Odbył staż w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale