9 obserwujących
56 notek
37k odsłon
282 odsłony

Odpowiadam Irlandczykom

Wykop Skomentuj9

Uzmysłówmy sobie przynajmniej jedno. Jakakolwiek ingerencja KE w wewnętrzne sprawy dotyczące sądownictwa byłaby dla nas wiążąca wyłącznie wtedy, gdyby Rada Europejska przyjęła rozwiązania obowiązujące we wszystkich krajach unijnych, a nie automatycznie, co wmawia ludziom totalna opozycja i środowisko związane z Michalkiewiczem i Mikke, tylko po to, żeby powiedzieć "a nie mówiliśmy, trzeba było nie przyjmować TL".

Jeżeli takich rozwiązań nie ma, to obowiązuje polska konstytucja, a o tym czy została naruszona decyduje TK i wyborcy w demokratycznych wyborach, którzy tych co łamią konstytucję mogą odsunąć od władzy.

Kontrowersje w tym zakresie są dwie. Pierwsza to wykorzystanie prerogatywy zaprzysięgania w oparciu o uchwały sejmu, do blokowania nominacji na sędziów TK, ponieważ zaprzysięganie sędziów czy rządu, miało nadawać prestiżu głowie państwa, a nie dawać prawo veta i nastąpił tu niebezpieczny precedens i w warunkach koabitacji możemy być pewni, że Prezydent wrogi wobec większości sejmowej nie będzie chciał zaprzysiąc rządu, bo nawet teraz niedawno pojawiały się takie głosy, co wcześniej było nie do pomyślenia, chociaż pierwszy raz z takimi groźbami wyszedł Komorowski przed wyborami 2011. Rząd powołuje sejm i Prezydent nie ma tu nic do gadania. Jednak problem polega na tym, że uchwały i niezaprzysięganie miały być jedynym sposobem na zablokowanie próby zamachu na władzę ustawodawczą dokonaną przez PO ustawą z czerwca 2015 r., kiedy sejmowi następnej kadencji oznajmiono, że będzie miał zbyt dużo pracy, żeby wybierać sędziów. I tutaj należałoby dać trzy wykrzykniki, bo to była hucpa niewyobrażalna, po to, żeby zdominować TK na całe cztery, a nie tylko dwa lata. Scenariusz był taki, że gdyby PiS tą ustawę w normalnym trybie zaskarżył, byłaby ona uznana za niezgodną z konstytucją, ale jej skutki zostałyby uznane, bo zaprzysiężonych sędziów już by PO-wski TK nie odwołał. Stąd PiS reagował w przekonaniu, że jest to jedyny sposób, żeby nie dopuścić do zaplanowanego paraliżu władzy, zamachu na władzę ustawodawczą i skoro i tak musiał się posunąć do niezaprzysięgania, więc nie zaprzysiągł wszystkich 5 sędziów, żeby od początku uniknąć z premedytacją zaplanowanego paraliżu swoich rządów.

Druga kontrowersja dotyczy wygaszania mandatów sędziom na podstawie zapisu w konstytucji, który mówi, że w razie reformy ustroju sądów może dojść do takiego wygaszania. I tutaj PiS wykorzystuje furtkę prawną, której być nie powinno, bo teraz można być pewnym, że każda nowa władza dokona reformy ustroju sądów, a w takiej sytuacji nie można mówić o konstytucyjnej niezależności władzy sądowniczej i tym razem usprawiedliwienie jest słabsze, mimo że jest nim chęć rozprawienia się z patologiami i próba oczyszczenia stajni Augiasza. Tylko, że ktoś tę furtkę do Konstytucji wstawił, tyle że na wypadek gdyby sędziowie nie podobali się elytom III RP i za bardzo przeszkadzali aferałom w kręceniu lodów, a nie w sytuacji kiedy uniewinniają Sawicką i skazują Kamińskiego. To nie znaczy, że ma nie być żadnego sposobu na rozprawianie się z patologiami w sądownictwie. Ja już tu pisałem, że uważam, że Należy w wyborach powszechnych, najlepiej połączonych z samorządowymi, wybrać trzech pretorów(przyjmijmy, że to nazwa robocza- może być inna), urzędników zajmujących się sądownictwem, których jedyną kompetencją będzie prawo do odwołania z funkcji sędziego na podstawie stwierdzenia rażącego sprzeniewierzenia się prawdzie i sprawiedliwości. Od tych decyzji przysługiwałoby odwołanie do SN, ale ponieważ byłoby tutaj zderzenie dwóch subiektywnych ocen pretorów z jednej i SN z drugiej strony, odsunięty sędzia nie mógłby wrócić do pełnienia funkcji sędziego wcześniej niż po roku i nie przysługiwałoby mu żadne odszkodowanie i nie byłby automatycznie przywrócony na wcześniejsze stanowisko, a zyskałby jedynie możliwość powrotu do zawodu, ale niekoniecznie w tym samym sądzie. O naruszeniu trójpodziału władzy nie byłoby mowy, bo wybrani przez suwerena pretorzy z władzą wykonawczą i ustawodawczą przynajmniej formalnie nie mieliby wiele wspólnego, największe szanse mieliby ludzie prawa, najczęściej zapewne sędziowie z największym doświadczeniem, a ze względu na ograniczoną rolę, narodowi łatwo byłoby ocenić, czy podejmowane przez nich decyzje były uzasadnione, czy zapadały pod naciskiem popierających partii i od tej oceny zależałby ich ponowny wybór. Gdyby w tej trójce, biorąc pod uwagę obecną sytuację na scenie politycznej, byli urzędnicy popierani przez PO i N sędziom skazującym Kamińskiego, uniewinniającym Sawicką i uznającym prawa osoby 130 letniej włos by z głowy nie spadł, gdyby wygrali popierani przez PiS I Kukiz15 przeciwnie, a naród co cztery lata decydowałby czy podejmowane przez nich decyzje były słuszne czy nie. Żadnego naruszenia niezależności władzy sądowniczej by nie było, bo najwyższym suwerenem jest naród, a sędziowie nie mogą być niezależni od prawa. Nie wiem czy to idealne rozwiązanie, ale z pewnością lepsze, niż wygaszanie mandatów sędziom przez władzę ustawodawczą i wykonawczą co cztery lata. Jeżeli chodzi o inne wątki, jak sposób wyłaniania KRS, to tam żadnych kontrowersji nie ma, bo mamy zapis, że decyduje ustawa.

W każdym razie rozstrzyganie tego typu problemów, to wewnętrzne sprawy Polski dopóki Rada Europejska nie przyjmie rozwiązań obowiązujących we wszystkich krajach unijnych, bo jeżeli chodzi o zasady ogólne, które już są zapisane, to przez osiem lat rządów PO były one zagrożone w o wiele większym stopniu, a żeby się o tym przekonać wystarczy odsłuchać losowe posiedzenie komisji Amber Gold czy reprywatyzacyjnej, a na komisję vatowską nie trzeba czekać, żeby wiedzieć co o sprawie myśleć, a dodając do tego szereg innych kwitnących patologii w czasie kiedy przez osiem lat ścigano Kamińskiego i szykowano TS dla Ziobry, możemy mówić o mafiokracji, więc niech nas Irlandczycy praworządności teraz nie uczą, a każdy niekorzystny dla nas wyrok europejskiego Trybunału będzie oznaczał, że zasiada tam kopia Rzeplińskiego, polityczny aparatczyk lewackiej międzynarodówki i nic więcej.

Ta interwencja Irlandczyków przypomina mi holenderskie referendum na temat Ukrainy. Oto wybuchła wojna o zablokowanie ukraińskich aspiracji akcesji do UE, po to, żeby zakończyć ją kapitulacją wypowiedzianą głosami holenderskiego ludu, bo przecież do takiej akcesji wymagana jest jednomyślność. Ale to inny temat.

Wykop Skomentuj9
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale