Na Oceanie Indyjskim nie ma większej siły militarnej niż marynarka wojenna Indii. Zarówno pod względem liczbowym jak i zwykłej siły ognia morski komponent indyjskiej armii to bezdyskusyjnie regionalny mocarz. Jak się jednak okazuje mocarz ten nie jest doskonały, a jego funkcjonowanie naznaczone jest wieloma, delikatnie mówiąc, niedociągnięciami.
Przykładów potwierdzających tą tezę jest wiele. Warto jednak przyjrzeć się przede wszystkim temu najbardziej rzucającemu się w oczy (najbardziej, gdyż największemu). Chodzi o niespełnione (jeszcze) ambicje indyjskiej admiralicji związane z wdrożeniem do służby okrętów najbardziej chyba prestiżowej klasy: lotniskowców.
Dla rozjaśnienia sytuacji, Indie prowadzą aktualnie trzy programy lotniskowcowe mające docelowo dać marynarce wojennej tego państwa niesamowity skok jakościowym, zarówno pod względem potencjału operacyjnego, jak i przewagi strategicznej w regionie. Problem w tym, że wszystkie 3 odnotowują w ostatnim czasie kompromitujące problemy, zaliczając kolejne opóźnienia (w terminarzu), kłopoty techniczne oraz wzrost kosztów.
Na pierwszy ogień niech pójdzie najsłynniejszy ostatnio (jeszcze nie)indyjski lotniskowiec, przyszły INS Vikramaditya. Tak na dobrą sprawę okręt ten to dawny sowiecki krążownik lotniczy Admirał Gorszkow. W 2004 został on od Rosjan odkupiony. A raczej nie odkupiony, tylko przekazany za darmo. Warunkiem, które New Delhi musiało jedynie spełnić, było przeznaczenie około 700 mln USD na jego dozbrojenie oraz 900 mln USD na przebudowę konstrukcji.
Nie wdając się zbytnio w szczegóły, warto zaznaczyć że ostateczna cena modernizacji okrętu wzrosła przez lata do ponad 2 mld USD. Sam lotniskowiec miał zostać uroczyście przekazany Indiom 4 grudnia 2012. Miał, bowiem ostatecznie do tego nie doszło. W czasie jesiennych testów morskich realizowanych na północy Rosji, jednostka zaliczyła poważną awarię układu pędnego, który wymagał dość skomplikowanej i czasochłonnej naprawy.
Obecnie INS Vikramaditya oczekuje na ponowne wyjście w morze na terenie rosyjskiej stoczni Siewmasz. Wówczas też powróci do realizacji przerwanych przed rokiem prób na pełnym morzu. Ich zakończenie oraz ostateczne przekazanie okrętu przyszłemu użytkownikowi nastąpić ma w ostatnich miesiącach br. Czy tak się stanie... tego nie wie nikt.
Warto zaznaczyć, że samo przekazanie okrętu Indiom nie będzie równoznaczne z rozpoczęciem wykonywania przez niego działań operacyjnych. Jednostka będzie jeszcze musiała zostać poddana wewnętrznym indyjskim testom oraz ewaluacji jej rzeczywistego potencjału operacyjnego. A to może potrwać wiele miesięcy. Tak więc pomimo zawarcia pierwotnej umowy o „zakupie” Admirała Gorszkowa jeszcze w 2004, jego rzeczywiste wprowadzenie do służby w ramach marynarki wojennej Indii może nastąpić dopiero po upływie dekadyod tego wydarzenia.
Pozostałe programy lotniskowcowe tak naprawdę łączą się w jeden większy. Chodzi bowiem o dwa okręty tej samej klasy (Vikrant), przyszłe: INS Vikrant i INS Vishal. Po ich wprowadzeniu do służby (daj Boże) będą to pierwsze indyjskie lotniskowce bazujące na rodzimej konstrukcji. Problem w tym, że terminarz ich włączenia do składu floty jest niejasny i cechuje się dużą zmiennością.
Okręt(y) montowane są praktycznie od 2008. Liczne problemy konstrukcyjne, na jakie napotkała odpowiadająca za ich powstanie stocznia Cochin Shipyard Limited doprowadziły do tego, że według aktualnego terminarza prac, pierwszy z lotniskowców, INS Vikrant, wejdzie do służby dopiero w 2018 (wcześniej zakładano, że dojdzie do tego w 2015). Trzeba jednak przyznać, że także i ta data nie jest pewna.
Drugi z okrętów, INS Vishal znajduje się w chwili obecnej bardziej w fazie projektowania niż rzeczywistych prac montażowych. Jego budowa też się jednak opóźni ze względu na konieczność..zmodyfikowania – i to sporego - konstrukcji. Jest to wynik wspomnianych problemów technicznych, związanych głównie z układem pędnym, wykrytych w podczas prac prowadzonych nad INS Vikrant.
Na pierwszy rzut oka sprawa wygląda więc kiepsko. Opóźnienia w terminarzu, problemy techniczne, wzrost kosztów montażu.. Trzeba przyznać, że realizacji ambicji lotniskowcowych Indii nie przychodzi łatwo. Sprawy nie ułatwia nawet fakt, że Indie tak naprawdę dysponują już okrętem omawianej klasy, INS Viraat. Problem w tym, że jest on mocno zacofany technologicznie, a przez to nie jest w stanie odpowiadać wymogom współczesnego pola walki.
INS Viraat to bowiem tak naprawdę ex-brytyjski HMS Hermes. Przekazany Indiom w 1987, okręt ma już za sobą 54 lata służby. To z kolei przekłada się na konieczność jego częstych napraw i remontów. Od pół roku jednostka pozostaje wyłączona z czynnej służby i przechodzi - najprawdopodobniej ostatni w swym życiu - proces wydłużenia resursu. Jej wycofanie z linii ma nastąpić za 3 lata.
Oznacza to z kolei, że okręt będzie musiał zostać zastąpiony, przez któryś z wymienionej wcześniej trójki. Wobec przedłużających się prac montażowych nad jednostkami typu Vikrant, następcą Viraata będzie zatem INS Vikramaditya. Oczywiście, o ile New Delhi zdoła go do tego czasu przetestować, doposażyć i wdrożyć do aktywnej służby...
Ten jednak też już nie będzie najmłodszą jednostką, bowiem zbliżać się będzie do swojej "trzydziestki". O ile co prawda żywotność jednostek tej klasy szacuje się zwyczajowo na 50 lat (bazując na przykładzie lotniskowców US Navy), to należy pamiętać, że Gorszkow nie był projektowany do pełnienia roli, jaka teraz będzie mu przypisywana. Co więcej, za jego konstrukcję odpowiadali inżynierowie pracujący wobec zupełnie innych standardów niż w przypadku jednostek typu Nimitz.
Więcej na temat indyjskiej marynarki wojennej w kolejnej analizie Fundacji Amicus Europae pt. "POLICY PAPERS" nr 37/2012 "Indie – mocarstwo morskie in statu nascendi?", dostępnej przez: http://fae.pl/policy-papers-nr-37/2012-indie-mocarstwo-morskie-in-statu-nascendi


Komentarze
Pokaż komentarze