Jednym z najważniejszych elementów rywalizacji strategicznej mocarstw są prowokacje. Prowokacje natury politycznej, medialnej, czy też wojskowej. Ta ostatnia jest szczególnie interesująca, głównie ze względu jej rozmiary, efekt propagandowy a także rzeczywiste przełożenie na układ sił pomiędzy oponentami. Tak właśnie zdają się myśleć władze w New Delhi, które w toczonej rozgrywce z ChRL nie wahają się przed użyciem najnowocześniejszych i pozostawiających największy efekt narzędzi.
O rywalizacji pomiędzy Indiami i ChRL na wodach Oceanu Indyjskiego słyszał już chyba każdy. Jednym z jej założeń jest próba utrzymania przez New Delhi przewagi polityczno-wojskowej nad Pekinem w regionie. Przewagi, która słabnie wraz z każdym kolejnym chińskim okrętem wojennym dostrzeżonym na omawianym obszarze, bądź też uruchomionym przyczółkiem sił zbrojnych, w postaci stacji radiolokacyjnych, lotnisk bądź też instalacji portowych.
Teoretycznie Indie nie są w stanie nic zrobić, aby powstrzymać ten proces. Teoretycznie, bowiem New Delhi dzierży w dłoni narzędzie, które jeżeli odpowiednio użyte, może zagrozić chińskiej ekspansji wojskowej na wody Oceanu Indyjskiego, tym samym komplikując plany dalszego zaangażowania na tym akwenie. Narzędziem tym jest Dalekowschodnie Dowództwo Połączone (DDP) zlokalizowane na archipelagu Andamanów i Nikobarów.
Największą zaletą DDP jest jego położenie. Wspomniany archipelag leży bowiem na wschodnich krańcach Oceanu Indyjskiego, tuż przy strategicznie ważnej Cieśninie Malakka. O jej znaczeniu decyduje to, że przez wielu określana jest wręcz jako "morska brama na Pacyfik". To bowiem właśnie przez nią wiodą szlaki handlowe łączące porty wielu państw Azji Południowo-Wschodniej i Wschodniej z bogatą strefą euroatlantycką. Co więcej, to przez nią okręty wojenne ChRL wpływają na wody uważane jeszcze do niedawna za strefę wpływów Indii.
I to właśnie położenie DDP oraz fakt, że podlegają mu jednostki wojskowe wszystkich rodzajów indyjskich sił zbrojnych sprawia, że jest ono bardzo znaczącym, bardzo ważnym narzędziem w dłoniach New Delhi. Dzięki niemu strona indyjska dysponuje bowiem możliwością monitorowania aktywności chińskich okrętów wojennych (w tym okrętów podwodnych), wchodzących na wody Oceanu Indyjskiego. Co więcej, przy odrobinie "dobrej woli", Hindusi byliby także okręty te niszczyć. Nie wspominając już o tym, że przy użyciu odpowiednich sił morskich, Indie potrafiłyby nawet doprowadzić do blokady Cieśniny, co w dłuższej perspektywie czasowej stanowiłoby poważne zagrożenie nie tylko na chińskiego potencjału militarnego oraz interesów ekonomicznych państwa (szlaki handlowe).
Aby jednak DDP było w stanie wypełniać stawiane mu zadania, niezbędne jest zapewnienie mu kilku niezbędnych "argumentów" siłowych. Do tych najważniejszych zalicza się m.in. stałe dostawy wyposażenia wojskowego i zaopatrzenia, bez którego samoloty nie będą w stanie poderwać się w powietrze, a okręty wojenne nie wyjdą w może oraz zdolność do monitorowania aktywności chińskiej jednostek morskich na omawianym obszarze, a także ich niszczenia. Te ostatnie narzędzie postrzegane jest głównie z perspektywy statków powietrznych zdolnych do działań związanych ze zwalczaniem okrętów podwodnych (ZOP).
I to właśnie z tymi dwoma narzędziami, tak bardzo potrzebnymi DDP, wiąże się wątek indyjskich prowokacji w toczonej z ChRL rozgrywce. Bowiem jak inaczej wytłumaczyć fakt wysłania przez Indie pierwszego ciężkiego samolotu transportowego C-17 Globemaster III w debiutancki lot właśnie w kierunku archipelagu Andamanów i Nikobarów? Albo czymże innym był skierowanie pierwszego z indyjskich samolotów morskich ze zdolnością działań ZOP P-8I Neptun na lotnisko wojskowe w Port Blair, na terenie którego znajduje się siedziba główna Dowództwa?
Poprzez opisane powyżej działania, Indie wysłały ChRL bardzo wyraźny, bardzo ważny sygnał: pokazały, że dysponują już możliwością tworzenia stałego i niezwykle efektywnego mostu powietrznego, zaopatrującego DDP w niezbędne mu do działania środki, a także są w stanie skuteczniej niż do tej pory monitorować aktywność chińskich okrętów wojennych wchodzących na "indyjskie" wody, a w razie konieczności, także i je niszczyć.
ChRL z pewnością sygnał ten odebrała i należycie odczytała. Wątpliwe jest jednak, aby miał on wpływ na dalszą strategię Pekinu względem Oceanu Indyjskiego. Jeszcze mniej prawdopodobne jest, aby New Delhi zdecydowała się, w ramach toczonej rywalizacji, skorzystać z rosnącego potencjału DDP i zablokować lub chociaż mocno ograniczyć chińską ekspansję wojskową na omawianym akwenie. Taki ruch wiązałby się bowiem z możliwością wybuchu konfliktu zbrojnego, który nawet jeżeli zaistniałby jedynie w ograniczonej formie, byłby zjawiskiem mocno niepożądanym. Nie ulega jednak wątpliwości, że wprowadzenie do służby indyjskich C-17 i P-8I zmieni dotychczasowe reguły indyjsko-chińskiej gry.


Komentarze
Pokaż komentarze