Michał Jarocki Michał Jarocki
344
BLOG

To nie koniec walki o Turcję

Michał Jarocki Michał Jarocki Polityka Obserwuj notkę 2

 Gdy Turcja uruchomiła w 2007 program T-LORAMIDS (Turkish Long Range Air and Missile Defense System), dla wielu wydawało się oczywiste, że zwycięzcą związanego z nim przetargu będzie USA lubEuropa. Wspomniany program zakłada wybór dostawcy 12 systemów (baterii) przeciwlotniczych i przeciwrakietowych, mających chronić terytorium państwa przed ewentualnym atakiem lotniczym lub rakietowym. W wyścigu o tureckie zlecenie stanęły USA (kombinacja zestawów Patriot PAC-2 i PAC-3) europejskie konsorcjum Eurosam (SAMP/T Aster 30), Rosjanie (S-300) oraz ChRL (FD-2000).

Od samego początku na korzyść Amerykanów i Europejczyków przemawiał fakt, że poza zaawansowaniem technologicznym oferowanych przez nich rozwiązań, ich wybór wpisywałby się w szeroko pojętą definicję sojuszniczej solidarności. Ostatecznie zakup przez Turków Patriotów lub SAMP/T oznaczałby, że wszystko zostanie w jednej wielkiej natowskiej rodzinie.

Tym większym zaskoczeniem dla wszystkich była ogłoszona pod koniec września decyzja władz w Ankarze o wyborze oferty ChRL, a wiec zestawów FD-2000 (warto zaznaczyć, że jest to tylko eksportowe oznaczenie zestawów HQ-9, będących kopią rosyjskiego S-300).

Jak grom z jasnego nieba (chociaż może to zbyt przesadne określenie) spadła na Turków fala krytyki ze strony państw członkowskich NATO. Oskarżeniom o brak sojuszniczej solidarności towarzyszyły mocniejsze zarzuty zdrady.

Co ciekawe, krytyka wyboru FD-2000 jest w tym przypadku uzasadniona. Pomijając bowiem pretensje pewnych kolejnego sukcesu handlowego Amerykanów (oraz mających podobne ambicje Europejczyków), zakup chińskich zestawów przeciwlotniczych to bowiem duże zagrożenie dla bezpieczeństwa Sojuszu.

Wiąże się ono bowiem z koniecznością integracji chińskich zestawów z tymi, które użytkowane są już przez pozostałe państwa NATO. I o ile sam proces jest możliwy od strony technicznej i nie powinien też przysparzać zbyt wielu kłopotów, o tyle grozi on zdradzeniem Pekinowi zbyt wielu informacji dotyczących natowskiej obrony przeciwlotniczej.

Sami Turcy nic sobie nie robili z powyżej krytyki. Ankara co chwilę zapewniała, że wybór chińskich zestawów nie jest równoznaczny z ich ostatecznym zakupem. Oskarżenia o brak sojuszniczej solidarności odbijano z kolei argumentami o pełnej swobodzie (wynikającej z suwerenności) Turcji w kwestii wyboru tak kluczowego dla bezpieczeństwa państwa uzbrojenia.

Warto zaznaczyć, że zdaniem wielu komentatorów, postawa Turków w sprawie T-LORAMIDS nie jest jednoznaczna i żeby ją zrozumieć, należy dostrzec jej drugie dno. Jak się bowiem okazało (wraz z informacjami przekazywanymi w ostatnich dniach przez przedstawicieli władz w Ankarze), wybór zestawów FD-2000 w żaden sposób nie oznacza tego, że gra o tureckie zlecenie została zakończona.

W miniony weekend Ankara ogłosiła bowiem, że jest gotowa ponownie rozpatrzeć propozycje wybranych (mówi się o USA i Eurosam) oferentów. Warunkiem ma być jednak lepsza z perspektywy Turcji oferta handlowa, niż te przedstawiane dotychczas. Okazuje się więc, że Turcy nie przekreślili szans na wybór Patriotów lub SAMP/T. Co więcej, nieoficjalnie mówi się, że z chęcią zdecydowaliby się na któryś z nich. Problem w tym, że nie na warunkach proponowanych obecnie.

Jak więc interpretować wspomnianą wrześniową decyzję o wyborze FD-2000? Interpretacji może być do woli. Najbliżej prawdy zdaje się jednak być ta mówiąca, że faworyzowanie oferty ChRL było jedynie blefem, zwykłą zagrywką mierzoną w uzyskanie przez Turków lepszej pozycji negocjacyjnej, a także zmuszenie pozostałych oferentów do większych, niżby chcieli, ustępstw. W meczu do jednej bramki jest póki co 1:0 dla Turcji. ;-)

Ekspert Centrum Studiów Polska-Azja, Fundacji Amicus Europae i Instytutu Jagiellońskiego. Szef działu "Bezpieczeństwo Międzynarodowe" magazynu "Stosunki Międzynarodowe" (www.stosunki.pl). Redaktor Agencji Lotniczej ALTAIR.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka