Pierwszego dnia, kiedy przyszedłem do francuskiej szkoły poza granicami Polski, na korytarzu usłyszałem nasz język. Podszedłem do nowego kolegi i po polsku zapytałem, jak się nazywa. Tak poznałem Mateusza.
Razem poszliśmy do klasy, siedliśmy obok siebie i, oczywiście, zaczęliśmy gadać. To takie fajne uczucie, kiedy rozmawiasz z kimś, a nikt dokoła nie rozumie.
Po dwóch latach, w czerwcu tego roku, Mateusz wyjechał na stałe do Polski. A ja na wakacje, tamże.
Właśnie wróciłem. W skrzynce e-mailowej znalazłem wiadomość od jednego z naszych wspólnych kolegów:
„Kurcze, czy wiesz, że Mateusz nie żyje? Zginął w wypadku samochodowym.”
To zdanie mnie zatkało. Wieczorem i w nocy tylko o tym myślałem.Z początku miałem nadzieję, że może to głupi żart; niestety wiadomość została potwierdzona przez dyrektora szkoły, zawiadomionego przez rodziców Mateusza.
Chciało mi się płakać.
Nie mogę, i nie chcę, zrozumieć, że to możliwe. Już dwa dni o tym wiem, ale to utkwi w mojej pamięcina całe życie.
To trafiło na niego, ale mogło i na Ciebie, i na mnie...


Komentarze
Pokaż komentarze (8)