Ebook Bronisława Sroki - Harnaś
Ebook Bronisława Sroki - Harnaś
ebooki ebooki
137
BLOG

Rozmowa B. Fryś-Dzikowskiej z autorem "Harnasia"

ebooki ebooki Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 0

Bronisław Sroka mieszka w Gilowicach w rodzinnym, wielopokoleniowym domu. W sierpniowe, słoneczne przedpołudnie zastaję pana Bronisława Srokę przy komputerze. W niedużym pomieszczeniu spełniającym funkcję "pracowni intelektualnej", otoczony książkami, spędza wolny czas. Na honorowym miejscu - dyplom za udział w Konkursie Kronik Rodzinnych.

Dlaczego o rozmowę poprosiłam p. Bronisława? Zainteresowały mnie jego niecodzienne pasje. Droga zawodowa, niezwykle urozmaicona, wpłynęła na jego mentalność, ukształtowała osobowość, poszerzyła horyzonty. Na jej starcie pracował w Zarządzie Dróg Wodnych, w latach następnych na tartaku. Walcownia Metali w Czechowicach-Dziedzicach plasuje się przed

powołaniem do wojska w 1950 r., gdzie otrzymał przydział do Pierwszego Warszawskiego Pułku Piechoty im. T. Kościuszki. Po powrocie do Gilowic podejmuje pracę w GSSCH, aby po dwóch latach znowu opuścić rodzinne strony i zatrudnić się w kopalni "Wesoła" k.Tychów. W 1959 wraca w rodzinne strony. Wiąże się z PZGS w Żywcu (31 lat) do chwili przejścia na emeryturę. Po przeczytaniu powieści pt. "Harnaś" (3 lata temu) miałam nieodpartą potrzebę poznania autora. Sprzyjająca okoliczność spowodowała realizację mojego zamierzenia.

B. Dzikowska - Nazwano Pana gilowickim ewenementem. Niewątpliwie jest Pan sensacją, nietuzinkową osobą. Były pracownik GSS, zapuszczony korzeniami w ziemię żywiecką, pisze powieść. Co spowodowało, zainspirowało, kiedy zrodziła się myśl, aby sięgnąć po "pióro"?
B. Sroka - Żyłkę pisarską poczułem w wieku 20 lat. Pracowałem wtedy w tartaku. Trudno wtedy było o papier, więc na odwrocie afiszy różne rzeczy pisałem, ale to nie było nic ważnego, nic konkretnego. Później zarzuciłem pisanie. Pracując zawodowo nie miałem czasu. Pracując w kopalni zaocznie zrobiłem kurs dla redaktorów w Poznaniu (nie pamiętam w tej chwili nazwy). Był to rok 1957 lub 1958. W rok później zwolniłem się z kopalni i podjąłem pracę w PZGS.
Jestem ekonomistą, a z zamiłowania historykiem. Mój ojciec (były sołtys Gilowic) bardzo dobrze znał się z dyr. Muzeum - Janem Studenckim. Pożyczył mi wydany I tom "Dziejopisu Żywieckiego". To mnie zainteresowało, szczególnie historia Talika z Gilowic. Z opowiadań starszych ludzi poznałem zgrzyty pomiędzy ówczesnymi właścicielami na Okrajniku, Michałowskimi, a ludźmi miejscowymi. Opowiadali, że jakiś furman zdzielił batem pana Michałowskiego. To się kształtowało u mnie w głowie przez szereg lat. Z inicjatywy redaktora "Źródła" i naszego proboszcza powstał dodatek "Gilowicka Wspólnota". Mnie mianowano redaktorem naczelnym. Udało nam się. Pisałem żartobliwe felietony gwarą, m.in. "Pogodki ciotki Korduli". Ludziom się to podobało. Nikt nie wiedział, że ja jestem autorem.
B. Dzikowska - Jak długo rodziła się powieść "Harnaś"? Pisał Pan jednym tchem, czy z przerwami?
B. Sroka - Pisałem przez półtora roku w odcinkach i ukazywały się one w dodatku "Gilowicka Wspólnota". Było to surowe, czasami z błędami, musiałem się spieszyć, gdyż czytelnicy czekali na kolejne dzieje Harnasia.
Chciałem to wydać. Starałem się w Krakowie, bez skutku. W rezultacie książkę wydała Drukarnia Diecezjalna w Sandomierzu. Okładkę zaprojektowała moja córka Alicja Dyduch. Obecnie czynię starania, aby ponownie książkę wydrukować. Wynotowałem błędy na zeszyt 16-kartkowy. Oprócz moich pewnych niekonsekwencji, jest masa błędów drukarskich. Są pominięte całe zdania. Na okładce napisali Towarzystwo Miłośników Gilowa. Zdzierali okładki i na wskutek tego, po pierwszym czytaniu książka się rozsypuje. Jestem niezadowolony. Nawiązałem kontakt z wydawnictwem w Gdańsku. Książka będzie poszerzona o 20 stron (obecnie ma 335 ze słownikiem określeń gwarowych).
B. Dzikowska - Stworzył Pan rysunek głównej postaci - Jaśka, postaci pełnej sprzeczności i wewnętrznych przemian. Wierzenia i zabobony były wszechobecne na polskiej wsi w XVII w. Jest wiele określeń gwarowych. Czy te zwyczaje, obyczaje przedstawione w Harnasiu, można spotkać na dzisiejszej wsi?
B. Sroka - Zmieniło się wszystko. Przemiany zaczęły się pod koniec XIX w., kiedy rozpoczęły się wyjazdy na roboty do Prus, wyjazdy do kopalń na Śląsk. Moja mama opowiadała, że jak dziewczęta powiesiły firany w oknach, aby było ładniej, to przychodziły kobiety ze wsi i zdzierały je z okien, bo kto to widział szmaty wieszać - dziwiły się (śmiech). W latach 30. przed wojną były takie trzy, które stały pod kościołem z grzebieniem. Każdej, która miała fryzurę - rozczesywały ją tym grzebieniem. Tak było. Mój dziadek ciągle powtarzał: "Jak się ktoś pod ławą urodzi, to na ławę nie wylezie".
B. Dzikowska - Jest Pan współautorem monografii Gilowic. Czytałam również wywiad przeprowadzony z Tomaszem Adamkiem. Ma Pan polot do pisania.
B. Sroka - Mam niedosyt, jeżeli chodzi o monografię Gilowic. Mógłbym dużo więcej skorzystać, gdybym zajął się tym 20 lat temu. Ludzie, którzy mieli wartościowe dla monografii dokumenty, różne materiały, odeszli.
Rozmowę z Adamkiem przeprowadziłem w 2006 r. Kilkakrotnie spotykaliśmy się w jego domu. Teraz mieszka z żoną i dziećmi na stałe w Stanach Zjednoczonych - mówi, "że nie ma tu pieniędzy". Wydałem również broszurkę "Szkody wojenne mieszkańców Gilowic".
B. Dzikowska - Jak rodzina zapatruje się na te Pana pasje? Po kim są odziedziczone?
B. Sroka - Żona początkowo sceptycznie podchodziła do mojego pisania. Konkretnego wsparcia nie miałem, ale prawdą jest, że z moimi przemyśleniami nie dzieliłem się z nikim i nie rozmawiałem o tym. Nie widzę wzorca w swojej rodzinie, po nikim nie odziedziczyłem.
B. Dzikowska - Na Konferencji Regionalistów w Gilowicach pełnił Pan rolę przewodnika po drewnianej architekturze sakralnej - kościoła w Gilowicach p.w. św. Andrzeja Apostoła. Skąd ta znajomość tematu?
B. Sroka - Mówiłem, bardzo interesuje mnie historia.
B. Dzikowska - Czym obecnie się Pan zajmuje? Najbliższe twórcze plany?
B. Sroka - Piszę kronikę Straży Pożarnej w Gilowicach. Chcę wydać słownik gwary gilowickiej, a są aż cztery wersje. Nikt nie potrafi zrobić korekty gwary. A co do planów? Proszę Pani, a jakie ja mogę mieć? Mam dużo zajęć przy chorej żonie. Wymaga całodobowej opieki.
B. Dzikowska - Czego Panu życzyć?
B. Sroka - Zdrowia i cierpliwości.
B. Dzikowska - Dziękuję za rozmowę i z okazji zbliżających się okrągłych urodzin (8 września), proszę przyjąć życzenia - co piękne jest dla Pana i radosne, niech będzie spełnione.

źródło: nsik.com.pl

Trochę o książce Bronisława Sroki

„Harnaś” to powieść o krótkim i jakże nieszczęśliwym żywocie Talika Majcherka, który według wszelkiego prawdopodobieństwa, miał niespełna dwadzieścia dwa lata, gdy został oskarżony na podstawie fałszywych pomówień i stracony w tak okrutny sposób. Pozostały jednak po nim materialne pamiątki, istniejące do dziś i choć przechodzimy obok nich niemal codziennie, ani na myśl nikomu nie przyjdzie, że to zbójnickie pamiątki.

Ciekawostką jest, iż dawny kościół rychwałdzki, w którym rozegrały się dramatyczne sceny w roku 1756, będące osnową ósmego rozdziału, został przeniesiony do Gilowic. Tam też w 1885 roku przebudowano strop a w roku 1934 wydłużono nawy i funkcjonuje do dziś. Natomiast mały, drewniany kościółek z Gilowic przeniesiono do Rychwału i ustawiono na dawnym placu kościelnym, jako kaplicę „Najświętszego Serca Pana Jezusa”. Natomiast Obraz Matki Boskiej Samotrzeciej znajdujący się na zasuwie ołtarza głównego w tym kościele został ofiarowany w 1708 roku przez Annę Komecką, burgrabiny krakowskiej i żony ślemieńskiego podstarościego Jana Komeckiego jako zadośćuczynienie za krzywdy, jakie jej mąż wyrządził matce Majcherka, Hance Talikównie, a po części także i jemu samemu.

Data publikacji 27 marzec 2013
Język polski
Ilość stron 826
Wydawca Psychoskok
ISBN 97-8837-900-0

 

 

ebooki
O mnie ebooki

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura