8 obserwujących
87 notek
50k odsłon
  401   0

Skąd się biorą prawdy?

Dowiedziałem się po raz kolejny, że zamach był. To więcej niż pewne. Ślady trotylu i nitrogliceryny odkryte na wraku prezydenckiego samolotu świadczą o tym dobitnie. Dowiedziałem się, że zamach zrobili ruscy, zrobili to perfidnie  i wypierają się tego w żywe oczy,  wbrew oczywistym dowodom. Inaczej nie zamienialiby ciał poległych, Anny Walentynowicz, Ryszarda Kaczorowskiego i innych. Dowiedziałem się, że były i przyszły premier Polski, osoba wyznaczająca współczesne trendy polityczne jest już przekonana o tym, że to była "niesłychana zbrodnia" i w następstwie tego ma zamiar wyciągnąć karne konsekwencje, oczywiście na Polakach. Dowiedziałem się, że istnieje spora grupa konfidentów, których wyeliminowanie jest narodowym priorytetem. Dowiedziałem się, że za sąsiada Polska ma wrogie, bandyckie państwo. Dawno już nie miałem większej pewności względem tego, co się wydarzyło dwaipółroku temu pod Smoleńskiem.

Mniej więcej od czasu, kiedy Archimedes wychlapał wodę z pojemnika, w którym zażywał kąpieli, poszukiwanie i badanie optymalnych metod oraz reguł odnajdywania odpowiedzi na stawiane zapytania lub problemy, pisząc krótko - dociekane prawdy,  opiera się na tzw. naukowych dowodach. Tak się umówili ludzie, pomni boskiego przykazania danego pierwszy ludziom, żeby nie dotykać jabłek z drzewa prawdy - wiedzy o tym co jest dobre, co jest złe, co stanowi zgubę, a co zbawienie. Aby nie łamać pierwszych boskich przykazań  wymyślono pojęcie "hipoteza". Coś takiego nie wymaga uzasadnienia naukowego i  jest  prostą, niewymagającą drogą do poznania prawdy . Dzięki hipotezom człowiek  staje się równy Bogu, wie, gdzie jest czyste dobro i brudne zło, czuje się pewniej, bezpieczniej, może nazwać na swój sposób to, co boli, kontrolować swoje życie, oswajać to, co przychodzi z zewnątrz.

Kiedy przyjmuję hipotezę za prawdę, korzystam z trzech dróg.

Idę tą pierwszą. Uproszczam wszystkie dochodzące do mnie informacje na ile tylko jest to możliwe. Staram się przy tym nadać znaczenie i przyjąć za bardziej prawdopodobne zdarzenia, które łatwiej mi przywołać do świadomości. Łatwiej mi je przywołać, bo to czuję. Serce podpowiada mi, że skoro to naprawdę czuję, to na pewno jest to prawdą. W sercu niekoniecznie musi być miłość. Może być też inne uczucie - strach. Skoro więc się boję, to wiem. Boję się tych ruskich. Zawsze z nimi przegrywaliśmy. Rozbili nam Rzeczpospolitą w osiemnastym wieku, zdusili powstanie listopadowe, zdusili styczniowe, wysyłali kibitkami na sybir, torturowali, gwałcili za Stalina, założyli żelazną kurtynę, zostawiali nam tu namiestników rządzących tak, by żyło nam się podle. Zawsze knuli przeciwko mojemu narodowi,  uprzykrzali życie na każdym kroku. Jakże się cieszyłem, kiedy dwadzieścia lat temu padło rosyjskie imperium, podbite sąsiednie narody wybiły się na niepodległość. Rosja ostała się goła, brzydka i słaba. Dzisiaj znowu jest silna, zwarta i znowu robi to, co robiła zawsze. Wiem i czuję, a czuję strach, dlatego prawda może być tylko jedna ...

Idę tą drugą. To przecież jasne jak słońce, a słońce wszędzie jest jasne, w Polsce czy w Peru. Słońce jest wszędzie jasne, chociaż często dla niepoznaki, pada pod innym kątem. Cokolwiek by się nie zdarzyło, winny jest Tusk i ten rząd. Tak dużo już zrobiliśmy. Wspólnym wysiłkiem udało nam się usunąć już  natągwie, nupajki, nurkownice, nędzioły, nałuszki, niedostópki i nędasy, zlikwidowaliśmy dziobaki, komunizm i dziewczyny mówiące po starohebrajsku. Został nam jeszcze tylko Tusk. Jeśli on zniknie ze sceny politycznej, znikną też wszystkie nasze problemy - nędzna praca, głupi szef, jesienny wkurw i leń, bieda, niesmak, niepospolitość, niewiara, niedosyt, nienasycenie i niemoc.  Tusk wszędzie kopie doły. To on (razem z Arabskim) zmusił "naszego zabitego prezydenta" do wylotu, zabrał mu krzesło, wysłał Tupolewa na remont do Samary, ściskał się z Putinem, zamienił trumny, podłożył trotyl, nitroglicerynę i bombę barowo-baryczną, napluł do kaszy, nadmuchał helu, tyle obiecał i chociaż na niego nie głosowałem, uwierzyłem, a on nie spełnił. Odpowiedzi są takie proste. Sądy tak bezkompromisowe.

Idę trzecią drogą. Jestem człowiekiem posiadającym sztywne zasady etyczno-moralne. Wiem jak mam reagować. A mam to robić konsekwentnie. Skoro raz opowiedziałem sie za pewnym systemem wartości, muszę opowiadać się przeciwko niemu do końca życia. Wiem, że Polska, biało-czerwoni, Orzeł Biały, kara śmierci, śmierć aborcji, smierć in vitro, TVN kłamie. Więc skoro Polska, to precz z ruskimi, a skoro aborcja, to Michnik i Gazeta Wyborcza. Mój system wartości jest bezmyślnie uporzadkowany, a to co mnie spotyka jest nieważne i błahe lub łudząco podobne do przypadku typowego, charakterystycznego, reprezentatywnego, który już znam. Więc skoro w Katyniu zrobili nam Katyń, to w Smoleńsku postąpili podobnie. Wiem swoje. Reszta się nie liczy ...

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale