www.rogala.pl
Pomocny Poprzez Edukowanie
6 obserwujących
380 notek
273k odsłony
  2151   0

PPK - demagogiczna krytyka programu przez profesor ekonomii z SGH

Dodajmy jeszcze, że aby zachować pełen obiektywizm depozytariusza w kontroli TFI, nie może być żadnych powiązań kapitałowych między kontrolującym (depozytariuszem), a kontrolowanym (TFI i PTE) – KNF zatwierdza depozytariusza.

PO TRZECIE: PPK są szkodliwe dla finansów publicznych i są skazane na upadek

Pani profesor stwierdza, że: „Systemy emerytur prywatnych, generujące ogromne koszty dla finansów publicznych, a nie dające bezpiecznych emerytur, są w istocie skazane na upadek. (…) Los OFE czy PPK może przypieczętować kolejny kryzys finansowy, który przecież kiedyś nastąpi. Ludzie zobaczą wtedy, że systemowe budowanie emerytury na ruchomych piaskach, jakimi są aktywa finansowe (akcje, obligacje i inne), jest bez sensu”.

Jak może odebrać przeciętny pracownik te wypowiedzi profesor ekonomii SGH, która w dodatku jest kierownikiem jednej z Katedr?

Uczestnicząc w PPK zwiększam obciążenia (ogromnie) finansów publicznych, czyli obciążam całe społeczeństwo, w tym np. moje dzieci

  • Nic na tym nie zyskuje i…
  • PPK czeka upadek…
  • …przy kolejnym kryzysie finansowym
  • Bez sensu jest zapisać się do PPK, bo nie tylko nic na tym nie skorzystam (wszystko stracę), ale też obciążam całe społeczeństwo

Co w tych wypowiedziach pani prof. Leokadii Oręziak odpowiada rzeczywistości?

Także nic. Jedynym kosztem PPK dla budżetu jest koszt opłaty powitalnej (250 zł) i dopłat rocznych w wysokości 240 zł, a także składek finansowanych przez pracodawców państwowych. To są minimalne koszty. Co więcej, przepisy PPK dają furtkę państwu, że ta dotacja wróci: jeżeli pracownik wycofa pieniądze przed 60 rokiem życia, to dopłata trafia z powrotem do budżetu wraz z całością zysków z inwestowania. Musimy także wiedzieć, że koszty budżetowe wynikające z dopłat z Funduszu Pracy są rekompensowane dodatkowymi wpływami do budżetu z opodatkowania podatkiem PIT składek pracodawców przekazywanych na rachunki pracowników.

Czy PPK są skazane na upadek, na przykład przy kolejnym kryzysie finansowym?

PPK już przeszły przez jeden bardzo głęboki kryzys na początku pandemii i skorzystały na nim (ze względu na systematyczność wpłat). Pokazuje to poniższy wykres notowań jednostek funduszu zdefiniowanej daty – pandemia stworzyła super okazję do nabycia jednostek po wyjątkowo niskiej cenie (przecenionych aż o 30 procent)!

image

Pokazany na wykresie zysk (10,52%) uwzględnia wszystkie opłaty, jakimi obciążane są środki uczestnika PPK; pani profesor powiedziała nieprawdę twierdząc, że instytucje finansowe „podają często osiągane przez siebie stopy zwrotu bez uwzględniania opłat i prowizji”. Warto też wiedzieć, że 10,52% zyskał nie tylko uczestnik tego funduszu (w stosunku do pierwszej wpłaty), ale też o tyle samo podniosło się wynagrodzenie TFI od tych pierwszych wpłat (bo wzrosła podstawa naliczenia bardzo niskiej opłaty – wynoszącej średnio 0,3%).

Natomiast znienawiodzone przez panią profesor OFE przeżyły aż trzy kryzysy: z 2001 roku – pęknięcie bańki internetowej, wielki kryzys z 2007-2008, a także kryzys z początku pandemii.

I co? W okresie ponad 20 lat jednostka rozrachunkowa OFE wzrosła przeciętnie o 350% średnio; po uwzględnieniu opłat manipulacyjnych stopa zwrotu dla członka OFE spada o zaledwie kilka procent.

image

Jak widać na zamieszczonym wykresie notowań jednostek przykładowego OFE od początku istnienia te kryzysy finansowe, które „na pewno” skazują także PPK na upadek, w rzeczywistości okazały się wyjątkowymi okazjami inwestycyjnymi, czyli momentami, w których członek OFE/uczestnik PPK kupił jednostki po wyjątkowo niskich cenach.

Podsumowanie

Podsumowując, pani profesor Leokadia Oręziak okazuje się nie tylko demagogiem, ale osobą, która myli instytucje finansowe. Z jednej strony mówi o tym, że banki i ubezpieczyciele mimo licznych oszust i defraudacji nie poniosły żadnych konsekwencji (cytat: „Mimo licznych oszustw niemal nikt z zarządzających bankami czy firmami ubezpieczeniowymi nie został skazany”), a drugiej strony zrównuje z tymi instytucjami PTE i TFI, w których takie oszustwa i defraudacje są tak mało prawdopodobne, że aż niemożliwe. Stwierdza, że PTE i TFI myślą wyłącznie o maksymalizacji własnych zysków, a to przecież nie jest możliwe w PTE i TFI, bo mają narzucony górny limit opłat.

Krytykuje zachęty podatkowe dla PPK, stwierdzając dodatkowo, że są skazane na upadek przy najbliższym kryzysie, a przecież OFE przetrwały aż 3 kryzysy, w tym kryzys stulecia z lat 2007-2008. Nie tylko w tym czasie nie upadły (bo upaść nie mogą – ponieważ fundusze inwestycyjne i fundusze emerytalne mają odrębny majątek od firm zarządzających), nie tylko nie zdefraudowały pieniędzy członków (bo w praktyce taka defraudacje jest niemożliwa), ale jeszcze przyniosły zyski netto dla członków OFE znacznie powyżej inflacji i znacznie powyżej stopy waloryzacji z ZUS.

Pani profesor Oręziak chwali, że koszty operacyjne w ZUS wynoszą mniej niż 2 proc. rocznie, a przecież w OFE i w PPK wynoszą dużo mniej niż 1 proc. Straszy uczestników PPK, że opłata za zarządzanie (czyli wynagrodzenie firmy zarządzającej) może być wyższa kilka od kosztów ZUS – kilka razy wyższa od 2 proc.!, a w rzeczywistość średnia opłata za zarządzanie wynosi ok. 0,3 proc, czyli jest niższa o prawie 7 razy od kosztów operacyjnych ZUS.

Pani profesor udowadnia w tym wywiadzie nie tylko to, że jest demagogiem, że nie zna zasad działania funduszy inwestycyjnych i emerytalnych, że nie ma pojęcia o roli depozytariusza, ale także pokazuje swoją nieodpowiedzialność za słowa. Nie zdaje sobie sprawy z tego, że wiele osób, być może liczonych w tysiące, za sprawą jej słów, na stałe zrezygnuje z PPK, czyli poniesie pewną stratę.

To jest jedyny powód, dla którego tak mocno krytykuję udzielony przez panią profesor wywiad.

Lubię to! Skomentuj39 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo