Wyglądało na to, że Giertych z Lepperem podzielili się robotą. Pierwszy postanowił dyskredytować Kaczyńskiego, drugi – Ziobrę. Sęk w tym, że już na początku chłopcy się pogubili. Lepper przeszarżował, kłamiąc, że Ziobro go ostrzegał przed akcją CBA. Giertych, plotąc o totalitaryzmie, okropnościach haków i spadających butach tak naprawdę nie powiedział nic konkretnego. I mam jakieś dziwne przeczucie, że nie ma nic do powiedzenia. Gdyby miał to już mielibyśmy jakiś „przeciek”. No i jeszcze Kaczmarek. Słynny „kandydat”, który miał porażać, ale napięcia mu nie starczyło. Zobaczymy. Może się jeszcze napnie.
Kropkę nad „i” postawili dyżurni idioci naszych mediów. Posłanka Hojarska stwierdziła w rozmowie z dziennikarzami „Wprost”, że Tusk „bił żonę i wjechał w drzewo”. Inny wesołek – poseł Wierzejski – właśnie ogłosił, że CBA „podsłuchiwało rozmowy Romana Giertycha z Ojcem Rydzykiem”. Ani chybi naruszono tajemnice spowiedzi. Podobno stenogramy podsłuchów lądowały na biurku Kaczyńskiego. Tylko po co?
Pozdrawiam


Komentarze
Pokaż komentarze (4)