0 obserwujących
20 notek
17k odsłon
  75   0

Reaktory "modularne"

Opinia publiczna w USA była do niedawna ostro nastawiona przeciw energii jądrowej -- po Czarnobylu i nieco wceśniejszym wypadku w elektrowni "Three Mile Island" (w tej sotaniej nikt nie poniósł śmierci ani nawet nie został niebezpiecznie napromieniowany, ale powiało grozą i to wystarczyło). Teraz te nastroje sie szybko zmieniają. Jednak w rejonie Zachodniego Wybrzeża sa one nadal chłodny, bo wiadomo -- ten region geograficzny jest "sejsmicznie aktywny".

Ale też sie mysli o zaradzeniu temu kłopotowi. Jak przeczytałem w gazecie, w niewielkiej (na razie) wytwórni w Stanie Washington trwaja przygotowania do rozpoczacia serynej produkcji reaktorów "modularnych". Sa one stosunkowo niewielkiej mocy, 40 MW, ale mozna je łączyc w większe zespoły, az do 24 sztuk.

Zaszadniczą częścia  obecnie wytwarzanych typów reaktorów, które sa standardowo o mocy  o mocy 1000 MW lub zblizonej, jest ogromny baniak o średnicy mniej wiecej 30 m, wykonany ze stali o wysokiej wytrzymałoci. Poniewaz pełni on po prostu role kotła parowego (tzn. niezupełnie, bo pary nie bierze sie bezpośrednio z niego, tylko z wyminników ciepła, bo woda w "pierwszym obiegu"  jest mocno radioaktywna). Tak wielkich baniaków nie mozna dowieźć na miejsce budowy w całosci, więc dowozi sie w częściach i dopiero na miejscu sie je spaja.  A na dobra sprawe robi je jedynie jedna fabryka w Japonii, która ma portfel zamówień zapełniony na wiele następnych lat. W tych modularnych jednostkach baniak ma srednicę ponad dwukrotnie mniejszą. Będzie montowany w całosci w wytwórni i w takim juz stanie dowożony na miejsce. Na dodatek, taki reaktorek obywa sie bez pomp, wykorzystujac tylko zjawisko konwekcji. A awarie pomp to jedna z głownych przyczyn wypadków z reaktorami.

Ponoc zainteresowanie ze strony potencjalnych klientów jest olbrzymie -- powąznie zainteresowane sa np. stocznie budujące statki wycieczkowe typu "cruise".

Reaktory budowane w USA misza spełniac niezwykle wyśrubowane wymogo bezpieczeństwa i nad tym, czy spełniaja, czuwa rządowe "ciało" o nazwie Nuclear Regulatory Commission,  w skrócie NCR. Inspektorów NCR każdy reaktorowiec amerykański boi się jak ognia, bo oni są straszliwie czepialscy. Te reaktorki modularne jeszcze muszą uzysklac koncowy atest ze strony NCR -- ale nie oczekuja wiekszych trudności, bo znaja przepisy "od podszewki" i w teorii i w praktyce, poniewaz w zepole, który firme załozył, jest kilku byłych inspektorów NRC. NRC płaci nie specjanie wiele, w rzadowj siatce płac to takimoze wyciągnac góra $100 000 /rok (zazwyczaj jednak sporo mniej), czyli to jest mizerniutko płatna posada w porównaniu z praca w przemyśle (a co moga powiedziec pracownicy wyższych uczelni, to pomine juz milczeniem).

Obecnych i byłych pracowników NCR mozna rozpoznać m. in. po tym, ze słowo "nuclear" wymawiaja nie "niuklear", a "niukular"lub nawet "nukular". Taka mają maniere.

Skoro mowa o manierach pewnych grup zawodowych, czy innych -- w petersburskiej  akademii Marynarki Wojennej za cara była maniera mówienia przez zacisnięte zęby i wielu byłym kadetom ona pozostała na całe życie -- np. sławnemu polskiemu "Znaczy Kapitanowi", czyli Mamertowi Stankiewiczowi, który był absolwentem tej uczelni. Dobrze, ze w II RP nie wymyślono instytucji lustracji, bo z taka "przeszłoscią" kpt. Stankiewicz mogłby wtedy jedynie marzyc o kapitanacie Portu Gdynia, czy o dowództwie "sztandarowego" transatalntyka w II RP, czyli "MS Piłsudski". 

 

Lubię to! Skomentuj21 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale