289 obserwujących
1723 notki
11644k odsłony
  980   0

Przesłuchanie raz jeszcze...

 

Nie komisji Millera ani żadnej innej. Mnie, osobiście...

Kolejna sprawa prowadzona przez IPN, i tym razem dotycząca internowań w stanie wojennym,  a ja znowu w charakterze świadka/pokrzywdzonej. Tym razem przesłuchanie nie w siedzibie IPN, gdzie prowadzą sprawy prokuratorzy znający temat, tylko na komendzie policji – prokuratura jak się okazało, zleca takie przesłuchania zwykłym policjantom.

No może nie takim zwykłym - pani sierżant, która mnie odpytywała, okazała się być przemiłą, kulturalną osobą. Do tego znakomitą w swoim zawodzie.

Miała zestaw pytań, które winna była zadać i je zadała – ale ona widać chciała zrozumieć, a nie tylko uzyskać zdawkowe odpowiedzi. Chciała również, żebym sobie przypomniała rzeczy, które już mi wypadły z pamięci. I osiągnęła to – rozmowa/przesłuchanie świadka/ trwała ponad dwie godziny. Pani sierżant nie okazując grama zniecierpliwienia, wręcz odwrotnie – wysłuchiwała różnych dygresji z mojej strony, opowieści obok tematu, w końcu osiągnęła sukces.

Bo jej podstawowe pytanie brzmiało, czym nas wtedy tak naprawdę zastraszano.

I oto w końcu przypomniałam sobie tamten strach i jego źródła, tamto nieustające poczucie, że skoro złamano wszelkie zasady, to w każdej chwili mogą zrobić z nami co zechcą i nikt za to nie odpowie. Te różne, z pozoru mało istotne sytuacje, które miały nas ciągle w tym strachu utwierdzać.

Przypomniałam sobie tamten strach i całe lata jeszcze tego strachu potem, właściwie do 86 roku, do pierwszej dużej amnestii, kiedy nagle stało się jasne, że chyba coś się zmienia.

To był strach przed władzą, która może wszystko – a jeśli akurat tego nie robi, to dlatego, że chwilowo jej „nie pasują” takie czy inne zdarzenia. Ale jak będzie pasowało, to popełni każdą zbrodnię. Późniejsze mordy (w tym na księdzu Popiełuszce) to potwierdziły.

W pewnym momencie pani sierżant powiedziała – ja przecież pamiętam, byłam dzieckiem, ale pamiętam, że Solidarność była taka silna, a potem my tak strasznie baliśmy się tych czołgów.

Dziękuję, Pani Sierżant - za empatię – dziś tak niewielu młodych ludzi w ogóle rozumie, co nam wtedy zrobiono.


Wyszłam z komendy, dookoła było normalne życie, a ja szłam w bańce powietrza, a w środku był tamten strach. I znowu było mi niedobrze, bolał mnie żołądek i uważnie patrzyłam we wszystkie twarze, „nagrywałam” wszystko w głowie – jak wtedy, przez całe lata. Wróciłam do domu, napiłam się wódki, myślałam, że przejdzie.

Ale nie przeszło, pewnie będzie mnie trzęsło jeszcze przez parę dni.

Władza, która może zrobić z Tobą wszystko. I powinieneś być wdzięczny, jeśli łaskawie akurat zostawi Cię w spokoju.... Władza, która decyduje, co jest dobre, a co złe, a opozycję stara się zlikwidować, najpierw propagandowo, potem karnie, a potem już dosłownie...


Dziś żałuję tylko jednego - że nie wyjechałam wtedy z kraju, naprawdę. Wtedy nie wyobrażałam sobie, że mogłabym zostawić kolegów, przecież trzeba było dalej działać, nielegalnie, półlegalnie itd. I robiłam, co mogłam, mimo tamtego codziennego strachu. Wtedy „okrągły stół” wydawał się jakimś wyjściem, może nie za dobrym, ale uwalniającym od tego strachu, dającym szansę na oddech i pozbieranie się ludzi z biedy i beznadziei.

Te wszystkie wspomnienia i zeznania należało zebrać zaraz po 89-tym. Nie trzeba było do tego żadnych IPN-ów, wystarczyłaby komisja historyczna w Solidarności.  Ale nie zrobiono tego, za to rozpoczęto zakłamywanie historii Solidarności. A czym się skończyło?

Tamta władza utwierdzana w swojej bezkarności do dziś –podstawowa choroba III RP.

Zastraszanie, ośmieszanie, kłamstwa, cenzura sądowa, utrudnianie życia codziennego, w końcu "dożynanie watah" - niedoleczona choroba wraca.....

 

Lubię to! Skomentuj29 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale