Tak sobie czytam dyskusję pod ostatnią notką, która zboczyła na kwestie definiowania czym jest a czym nie jest prawica. Co mi z niej wychodzi?
Oczywiście można definiować prawicę skrajnie tylko wtedy (np. po przeczytaniu manifestu amerykańskiej partii komunistycznej z przed stu lat) okaże się, że prawicy po prostu nie ma - wszystkie partie uważane zazwyczaj za prawicowe mają program, który z znacznym stopniu opiera się na redystybucji dochodu, na różnych opiekach, zasiłkach, zapomogach, koncesjach - jest to więc lewactwo czystej wody. Choćby partia republikańska, która dopiero co znacjonalizowała rynek finansowy i machnęła lekką ręką miliardy dolarów na zapomogi nie może być przecież uważana za prawicę. Komunizm czystej wody. I nawet w krajach, gdzie wszystkie ideały prawicowe były respektowane, jak w Chile za Pinoczeta też nie można mówić o prawicy bo "prawica" i "lewica" to w końcu pojęcia parlamentarne - kompletnie nie przydatne do opisywania takiej czy innej dyktatury.
Prawica i lewica wzięły swoją nazwę od stanów generalnych - szlachta i ci co byli w łasakach zasiadali tam po prawej stronie tronu a stan trzeci - po lewej. Jak łatwo się domyślić, wraz ze zmianami społecznymi pojęcia te ewoluowały od kryteriów związanych z urodzeniem, przez kwestie ekonomiczne (posiadacze kontra biedota) aż do XX wieku kiedy w podziale na prawicę i lewicę górę wzięły kwestie narodowe i stosunek do państwa. Tak te sprawy były widziane przed wojną i spory kawałek czasu po niej.
Kwestie ekonomiczne wróciły na dobre za Regana, głównie dzięki sukcesowi jaki odniósł w zimnej wojnie. Jako człowiek sukcesu stał się dla części prawicy talizmanem mimo, że technicznie rzecz biorąc też był socjalistą - ale mniejszym niż cała reszta. Obecnie kiedy zachłyśnięcie się końcem zimnej wojny mija ekonomia przy podziale na prawicę i lewicę traci na znaczeniu - zwłaszcza że nowa lewica bez oporów posługuje się wolnym rynkiem czy prywatyzacją uważanymi do tej pory za dziedzinę prawicy. Doszło do tego, że "lewicowy Clinton" kładł nacisk na kwestie ekonomiczne i zostawił gospodarkę kwitnącą a "prawicowy Busz" wzniósł rozdawnictwo na niespotykaną dotąd skalę i zostawia za sobą największy od lat kryzys.
Gdy prawica i lewica coraz mniej różni się w kwestiach ekonomicznych do głosu znowu dochodzą kwestie narodowe (głównie chyba w Europie), światopoglądowe i obyczajowe. Prawicowość i lewicowość wyznacza więc stosunek do Europy federacyjnej, aborcji, homoseksualizmu, rasizmu, ekologii, korporacjonizmu, religii. I ten trend będzie się w najbliższych latach zapewne wzmacniał.
* * *
Jest jednak pewna niewielka grupa na prawicy, która udaje, że ewolucja ta zatrzymała się gdzieś w połowie XIX wieku. Wyznacznikiem prawicowości nie jest więc już urodzenie ale też wszelkie pomysły XX wieczne, które prawica przyjęła za swoje zdają się dla tej grupy nie istnieć. Taka prawica w systemie parlamentarnym nie ma oczywiście racji bytu - bo rozszerzenie praw obywatelskich na szerokie warstwy społeczne wymusiło na prawicy zmianę oferty i głoszonych poglądów, mówiąc brutalnie - zaoferowanie biedocie niewielkiej przynajmniej rekompensaty za to, że się ją doi. Wbrew pozorom jest to wygodniejsze i dla bogaczy bo wszelkiego rodzaju rewolucje i bunty zawsze są bardzo kosztowne. A tak można można doić trochę mniej, za to bez regresów...
Bycie na marginesie ma swoje plusy:
- można obnosić się ze sztandarem prawdziwego prawicowca w odróżnieniu od całej reszty, która w tym czy innym sensie jest na lewo od nas,
- można się odcinać od wszystkiego co najgorsze (bo przecież jak ktoś rządził to szedł na kompromisy a więc już nie może być "prawdziwą prawicą"),
- za nic się nie odpowiada, bo przecież nikt cię nie bieże poważnie.
Bycie na marginesie ma w zasadzie tylko jedną wadę:
- nigdy nie osiągnie się żadnych celów bo nie ma żadnych szans na dojście do władzy.
Ale to nie jest takie złe, zwłaszcza że jak ktoś na prawdę chce coś zrobić to nie gada tylko po prostu robi, Obama świadkiem.
e.140700


Komentarze
Pokaż komentarze (30)