Nie interesuje mnie dosyć wściekły antygoizm syjonistów i neostalinistów, które to odmiany są nudne i przewidywalne, lecz jedynie ten najbardziej naiwny, tradycyjny, i zakodowany - wypływający z najgłębszych pokładów podświadomości - nazwijmy go niewinnie „rabinicznym”. Bez niego nie byłoby zapewne tych pierwszych.
Casus Josefa Owadi i jego niewinnej partii Szas jest w obecnej fazie jednym z najdobitniejszych odprysków tego zjawiska, które należy traktować, powtarzam, w wymiarze ogólnoświatowym. Najnowszym potwierdzeniem tej śmiałej tezy był show rabiego w izraelskim parlamencie.
Światowy Kongres Żydów odmówił stanowczo potępienia Jozefa Owadi i jego antygoiskich „przesłań” - stwierdzając, że jest to „wewnętrzna sprawa Izraela”. Wg mnie takie podejście świadczy dodatkowo o tym, że Izrael nadal nie jest gotowy do rozliczenia win judaizmu z odwiecznego „kultywowania” antygoizmu wśród Żydów.
Przypadek Owadi potwierdza raz jeszcze, że w judaizmie istnieją różne nurty, zaś ten konserwatywny, sprzeciwiający się racjonalnemu dialogowi z gojami - wcale nie zamierza ustępować. Nie ułatwi to Izraelowi forsowanej usilnie procedury wyniesienia Icchaka Rabina na ołtarze, wymagającej wstępnej debaty z gojami.
Goje najwyraźniej skłaniają się do kompromisu w tej sprawie i nie będą domagać się ujawnienia „wszystkich archiwów Izraela” z czasów wojen z Palestyńczykami. Przywódcy palestyńscy twierdzą jednak, że Rabin „milczał przez trzy dni w obliczu masakry w Sabrze i Szatili, a gdy wybuchła pierwsza intifada stwierdził „powinniśmy połamać ich ręce i nogi”.
Nie zdziwiłbym się zanadto, gdyby stanowisko Tel Avivu np. wobec... Rabina w najbliższych miesiącach miało jeszcze ulec przedefiniowaniu.*
*Parafraza tekstu Eli Barbura „Transakcja wiązana”,
http://prawdalezynawierzchu.salon24.pl/322237,transakcja-wiazana
Inne tematy w dziale Polityka