0 obserwujących
83 notki
15k odsłon
15 odsłon

A dziad wiedział...

Wykop Skomentuj

 

A dziad wiedział, nie powiedział

 - czyli o powszechnym prawie do błędu

 

 

            Powszechnie wiadomo, że podobnie jak wszyscy Polacy są doskonałymi lekarzami, tak super znają się na polityce i zrobiliby wszystko jak należy, gdyby tylko mogli decydować.

Oczywiście, że ludowe lekarstwo na przeziębienie możemy zażyć bez obaw, ale już wyrywanie zęba za pomocą nitki, klamki i żagwi niekoniecznie musi się udać.

Problem jest z tym, że w polityce jak nawet „dziad wiedział” to bardzo często „nie powiedział”, bo mu się nie opłacało, a znowu cała masa amatorów frapujących dyskusji papla sobie bez żadnej żenady o skomplikowanej nieco materii, więc lepiej jak przynajmniej w końcu do wyborów nie idzie.

Bywa że nie dysponujący nawet rozumkiem potrzebnym do zarządzania gospodarstwem domowym rwą się bezczelnie do państwowej władzy, a pieniądze abstrakcyjnego zupełnie podatnika nie stanowią dla nich najmniejszego problemu.

Na szczęcie gospodarka sama nakłada w tym względzie pewne ograniczenia i polityczna pazerność często spełza na niczym (podobnie zresztą jak apetyty socjalne zawoalowanych leni i komuchów) co nie znaczy, że straty są małe.

Realizujący czynne prawo wyborcze o niebo bardziej byliby odporni na oszukańcze zabiegi zaopatrzonych w kasę partyjnych kup, gdyby choć posiadali minimum wiedzy dotyczącej przedmiotu, który chcą powierzyć upatrzonemu, lub w ostatniej chwili podsuniętemu kandydatowi.

To samo się tyczy chętnych do zajmowania eksponowanych stanowisk. Zanim zaczną uczestniczyć w sprawowaniu władzy, a zwłaszcza w stanowieniu prawa - dobrze by było, żeby mieli poza okazją do osobistych wygłupów także możliwość wykazania się minimum wiadomości i sprawności umysłu.

Jednym tylko z efektów zaniechania w tym względzie jest  niewyobrażalna wprost ilość bubli, jakie uchwala polski sejm, zajęty permanentną kampanią wyborczą (a bywało, że także osobistymi psikusami na poziomie podstawówki dla pracujących).

Nie może być jednak inaczej, jeżeli zdarza się że posłem zostaje pospolity matołek, którego głównym „wabikiem” dla określonych wyborców jest np. wątpliwej jakości „pobożność”, albo też zupełnie debilny „feminizm”, czy „antyklerykalizm”.

 

Jak to się dzieje, że czasem wybieramy idiotów? Czy zmiana ordynacji może uczynić cuda?

A może demokracja powinna w swej obowiązkowej powszechności jakoś tam dojrzeć?

Czy ta powszechność nie powinna aby być zinterpretowana, jako przysługujące każdemu prawo do uzyskania obywatelskiego - wyborczego certyfikatu przy absolutnie anonimowej procedurze?

Jedno jest pewne, duch demokracji bardziej cierpi przy braku jakichkolwiek cenzusów, czy  weryfikacji - niż w przypadku wyłączenia z liczby wyborców i wybieranych - tych zupełnie nieodpowiedzialnych, a przy tym drogich w użyciu - politycznych analfabetów.

Najbardziej powszechne przy obecnym systemie są trudne nie tylko do policzenia, ale i do odrobienia – straty.

Miłe złego początki… W kolejnej odsłonie narodowej, tym razem jakby zbyt „miękkiej” zdrady zabrakło nawet Rejtana, a najwyżsi funkcjonariusze zakładanej właśnie prowincji opowiadają nam  bajki o „nowym patriotyzmie” , „europejskim eksperymencie”, oraz niespotykanych dotąd „globalnych wyzwaniach”. Czynią to, zdając suwerenność ponad 1000- letniego państwa już niemal bez jakiejkolwiek reszty i kombinując, czy odzyskane niedawno prawo do zawieszania krzyży w kraju niemal w całości zamieszkanym przez katolików jeszcze się w Unii ostoi. Pod znakiem zapytania mogą tez stanąć nasze orły, bo przecież nowy „prezydent” wspólnoty już zapowiedział stosowne w tym względzie zmiany.

Zasadnicze pytanie, które warto by sobie postawić, a przed odpowiedzią dobrze się zastanowić (wracając do definicji podstawowych pojęć z zakresu nauki o państwie, prawie i gospodarce) brzmi wręcz dramatycznie:

Kto mądry i uczciwy poddaje swój naród kolejnym w przeciągu 250 lat oświeconym „eksperymentom”, dając wbrew oczywistym zobowiązaniom zgodę na likwidację suwerennego państwo, narażając rodaków na prześladowania religijne, zniewolenie gospodarcze i systemową - dekonstrukcję rodzin, demoralizację kobiet i upaństwowienie dzieci?

Na razie trwające w letargu, niewiele rozumiejące z otaczającej je rzeczywistości, a przy tym niechętne do „zajmowaniu się polityką” społeczeństwo bezwolnie poddaje się zabiegom, które mają uczynić je równie uległym, bezwstydnym i bezpłodnym, jak zarządzająca nimi od dziesiątków lat polityczna żulia.

Może więc warto wprowadzić egzaminy -  na wyborcę,  i na kandydata, jako remedium na wykorzystywaną zarówno przez naszych „partnerów”, jak  i zdeklarowanych wrogów - polską powszechną głupotę.

Kiedy po grobach współczesnych prezydentów, premierów i parlamentarzystów spokojnie będą się pasły robaki, w kolejnej odsłonie dziejów wielkiego niegdyś narodu pojawi się tradycyjna „mądrość po szkodzie”, którą ten milionem ofiar przekuje w czyn walcząc

„o wolność naszą i waszą”.

Zamiast pokłonić się wiedzy i jak Pan Bóg przykazał zadbać na czas - o swoje.

O swoje.

 

 

Kraków, 20 listopada 2009r.                                         Jan Szczepankiewicz

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale