0 obserwujących
189 notek
301k odsłon
159 odsłon

Ron Asmus: Rzeczywiście Ameryka was zaniedbała

Wykop Skomentuj3

Z Ronem Asmusem rozmawia Łukasz Warzecha

 

W kontekście decyzji amerykańskiej administracji o rezygnacji z budowy tarczy antyrakietowej w Polsce i Czechach, bardzo interesująco wyglądają rezultaty badania Transatlantic Trends 2009. Istnieje uderzająca różnica pomiędzy olbrzymim wzrostem poparcia dla Ameryki w Europie Zachodniej, sięgającym 80 punktów, a zaledwie kilkunastopunktowym w Europie Środkowej i Wschodniej. Polska jest w tej chwili jednym z najmniej entuzjastycznych wobec Ameryki krajów Europy. Skąd taka zmiana w stosunku do poprzednich lat?
    
- Najwyraźniej magia Obamy działa znacznie słabiej w Europie Wschodniej niż w Europie Zachodniej. Mieszkańcy Europy Zachodniej zakochali się w Obamie na zabój, podczas gdy w Europie Wschodniej jest odbierany z pewną rezerwą. Tu jeszcze nie wyrobiono sobie zdania. Jednak zmiana nastawienia wobec Stanów Zjednoczonych w Europie Środkowej i Wschodniej, a w szczególności w Polsce, zaczęła się, zanim jeszcze Obama został prezydentem – jakieś dwa lub trzy lata temu. Teraz, na tle innych liczb z sondażu, ta zmiana staje się bardzo wyraźna.
   

Chce Pan powiedzieć, że to echo z lat urzędowania prezydenta Busha?
    
- Zaczęliśmy tracić Europę Środkową i Wschodnią podczas drugiej kadencji Busha, ale ignorowaliśmy to lub udawaliśmy, że nic się nie dzieje. List szanowanych postaci z waszego regionu do administracji prezydenta Obamy potwierdził tę diagnozę. Wydawało nam się, że nasze wzajemne stosunki są ułożone raz na zawsze, a tu nagle się okazało, że opinia publiczna myśli inaczej niż sądziliśmy. Teraz trzeba to naprawić.
    
 Skoro mowa o liście – jak został przyjęty w Waszyngtonie?

    
- Pamiętam, że jeden z urzędników wysokiego szczebla w administracji Obamy powiedział: „Dziękuję wam za ten list. Macie rację – ignorowaliśmy was, byliśmy zbyt zajęci innymi sprawami, teraz przyszedł czas, żeby bardziej skupić się na Europie, w tym na Europie Środkowej”. Były też oczywiście opinie w rodzaju: „Dlaczego to robicie, niewdzięcznicy, po tym wszystkim, co dla was zrobiliśmy? Czemu atakujecie tego prezydenta? Musimy o tym porozmawiać”. Ale przecież tak właśnie powinni się zachowywać przyjaciele. Powinni zwrócić uwagę, że coś nie gra. Tamten list oraz wyniki sondażu Transatlantic Trends 2009 rozpoczęły w Waszyngtonie dyskusję. Z tego punktu widzenia sondaż i list miały pozytywny wpływ na nasze relacje.
    
Pana opinia kontrastuje z niektórymi opiniami w Polsce, według których list był natarczywym żebraniem o uwagę Ameryki.

    
- Nie ma tu mowy o jakimś żebraniu o uwagę. Dobrzy przyjaciele Ameryki z Europy Środkowej i Wschodniej napisali po prostu przyjacielski list do członków nowej administracji, mówiąc: „Jesteśmy waszymi przyjaciółmi, chcemy mieć pewność, że ten rejon Europy nadal będzie wspierał atlantyckie przymierze”. Zwracali uwagę, że jeśli tak ma być, potrzebna jest dyskusja. To nie jest żebranina.
    

Czy nowa administracja ma strategię wobec tej części Europy?
    
 - Tej strategii faktycznie dzisiaj jeszcze nie ma, nie tylko dla Europy Środkowej, ale dla Europy w ogóle. Na początek, co zrozumiałe, administracja zajęła się Iranem, Afganistanem, Irakiem, Bliskim Wschodem. Myślę jednak, że strategia wobec Europy zostanie przedstawiona w ciągu kolejnych sześciu do dziesięciu miesięcy. Nasz sondaż czy list intelektualistów to impulsy, które ten proces przyspieszają i uświadamiają administracji, że na pewne pytania musi odpowiedzieć. Przy czym trzeba pamiętać, że nie cały ciężar spoczywa na Stanach Zjednoczonych. To jest wzajemna relacja. My musimy w nią zainwestować, ale wy również.
    
Co my możemy zainwestować? Więcej żołnierzy w Afganistanie?
    
- Niekoniecznie, są inne dziedziny. Dzisiaj bardzo wielu młodych Polaków jeździ do Europy Zachodniej, ale znacznie mniej do USA. Niewielu się tam uczy, niewielu nawet zna Amerykę. I na odwrót – niewielu Amerykanów zna Europę. Zatem po pierwsze powinniśmy podwoić liczbę stypendiów, tak żeby za dziesięć lat istniało pokolenie, które znałoby Amerykę. Sumy, jakie są na to potrzebne, to naprawdę nic w porównaniu z korzyściami. Druga sprawa: Ameryka powinna zająć się kwestią artykułu 5. Traktatu Waszyngtońskiego, planowania obronnego, sprawami bezpieczeństwa. Wszystkimi tymi kwestiami, w których Polacy mogą odczuwać pewien zawód. Po trzecie – Ameryka chciałaby, żebyście pozostali z nami w Afganistanie. Nie na zawsze – mówimy zapewne o dwóch, trzech latach. Chcielibyśmy, żebyście uczestniczyli w podejmowaniu decyzji o tym, jak i kiedy się wycofać. Po czwarte – oczywistym obszarem współpracy między Ameryką a Środkową Europą jest wasze sąsiedztwo: Ukraina, Białoruś, Mołdawia, Gruzja. Jak pan widzi, nie jestem romantykiem, zapatrzonym w przeszłość naszych relacji – choć była wspaniała – ale mówię o bieżących, konkretnych sprawach, którymi Polacy i Amerykanie mogliby się razem zajmować.
    
Mówi Pan o tym, co mogłoby nas na nowo połączyć z Ameryką. Czy zgadza się Pan z opinią, że w tej chwili lista wspólnych projektów jest pusta?
    
- Raczej tak. Niedobrze się stało, że tak niewielu członków administracji Obamy było dotąd w Warszawie. Polska jest dużym graczem w Europie, jednym z naszych najbliższych sprzymierzeńców i zasługuje na większą uwagę. Ekipa Obamy potrzebuje trochę czasu, żeby ogarnąć wszystkie zagadnienia. Ten czas był potrzebny także po to, żeby dobrać odpowiednich ludzi. Ci ludzie są już na swoich miejscach, więc przyszedł czas, żeby ogłosić europejską strategię Ameryki: jakie jest miejsce Europy Środkowej i Wschodniej, jakie jest nasze spojrzenie na europejskie sąsiedztwo, jaka jest nasza strategia wobec Rosji. Powinniśmy wspólnie pracować nad coraz większą liczbą spraw. Gdy teraz przyjechałem do Polski, byłem zaskoczony, jak ograniczona jest między nami komunikacja. To się musi zmienić.
 

Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale