MON ma przeprosić dziennikarza Edwarda Mikołajczyka za podanie jego nazwiska w raporcie z weryfikacji WSI i zapłacić 30 tys. zł zadośćuczynienia. Tak orzekł sąd. Do tego dochodzi 7 tys. zł kosztów procesu i kolejne tysiące za ogłoszenie na łamach Rzeczpospolitej i Wyborczej. Kilkadziesiąt innych osób nadal walczy przed temidą o swoje prawa i dobre imię nadszarpnięte przez krucjatę Macierewicza.
Zastanawiam się dlaczego my, podatnicy których pieniądze zasilają MON mają płacić za partacką robotę ideologów PIS. Nie twierdzę, że WSI była kryształowa, pewnie trzeba było ją rozwiązać, ale należało zachować przy tym minimum profesjonalizmu i opamiętania. Tymczasem Macierewicz w swym zacietrzewieniu wrzucał do jednego wora wszystkich jak szło. Nic dziwnego, że ludzie się procesują i jak widać mają podstawy i dowody, by obalać i piętnować partactwa zespołu weryfikacyjnego.
Macierewicz tym czasem z uśmieszkiem na ustach może teraz wykpiwać wyroki sądowe. Co innego gdyby musiał z własnej kieszeni zapłacić za partaninę, której przewodniczył. Ale nie, w tym wypadku honorowe rowiazania nie będą miały zastosowania. Chciałoby się wykrzyczeć: Macierewicz, oddawaj 30 tysięcy !!! Tyle, że to ja, ty, babcia sprzedająca koperek na targu i kasjerka w supermarkecie wyłożą za błędy bożyszcza PIS, który zgarnia miesięcznie kilkanaście tysięcy za sianie zamętu i wymyślanie kolejnych, sensacyjnych teorii na temat katastrofy smoleńskiej.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)