Jakże sprawiedliwa jest prawicowa publicystyka, a co za tym idzie jej asy rozpłakane nad cenzurą ogarniającą nasz kraj. Nadaktywny ostatnio na wszystkich prawicowych łamach Rafał Ziemkiewicz był łaskaw nazwać ludzi nie utozsamiających się z Krakowskim Przedmieściem i o zgrozo zaglądających do Gazety Wyborczej, motłochem polskim. Przytacza przy tym przykład międzywojennego pisarza, którego ów motłoch (w wyobrażeniu Ziemkiewicza zapewne krewni obecnych redaktorów GW) opluł w tramwaju, a zrobił to na widok polskiego munduru.
Uwielbiam podobne perły intelektu. To bardzo ciekawe, że ci którzy skarżą się na kneblowanie opinii i szykany z wszelkich możliwych stron, sami w najlepsze obrzucają błotem wszystkich tych, którzy mają czelność mysleć inaczej. Prześladowany Ziemkiewicz swoje rewelacje o motłochu polskim publikuje min. na portalu Rzeczpospolitej. Na jej łamach cyklicznie miesza z błotem Polaków, a słowa krytyki tłumaczy przejawem michnikowszczyzny.
Nie ma więc zdaniem Ziemkiewicza Polski jako kraju zjednoczonego. Nie ma spójnego społeczeństwa, bo to składa się z Polactwa, czyli wypranych przez komunę, wynarodowionych zwyrodnialców, motłochu polskiego, czyli tych którzy nie wpadali w histerię po 10 kwietnia i nie dali wyprowadzić się na Krakowskie Przedmieście, michnikowszczyzny, a więc czytelników Gazety Wyborczej i oglądaczy TVN, no i na końcu prawdziwi Polacy, wyznawcy wiadomo kogo i wiadomo gdzie.
Oby tylko Ziemkiewicz nie zagalopował się za bardzo, bo gnojąc ludzi swoją pisaniną sam zanurza się w bagnie nieustannych wyzwisk i walki w szambie. Tyle, że tym razem to on obrzuca gównem, choć chciałby zapewne, by wyglądało to inaczej.


Komentarze
Pokaż komentarze (16)