Ostatnio spotkałem się z oburzeniem salonowiczów związanym z faktem, iż Jarosław Kuźniar nie chce odejść z TVN 24. Redaktor miał się do tego zobowiązać publicznie, po tym jak otrzyma tysiąc maili z tym żądaniem. Maile przyszły. A Kuźniar nie odszedł. Ktoś nawet powoływał się na paragrafy, które go do tego obligują w ramach tzw. przyrzeczenia publicznego.
Nie wiem ile to warte, nie znam się na tym. Jeśli jednak czepiamy się Kuźniara, który w końcu z punktu widzenia polskiej racji stanu jest personą nic nie znaczącą, powinniśmy zająć się osobami o szerszym oddziaływaniu, składającymi publiczne przyrzeczenia o większym kalibrze gatunkowym.
Niejaki Jarosław Kaczyński, prezes PIS publicznie obiecywał w 2005 roku, że dokąd prezydentem RP będzie jego brat, on premierem nie zostanie. Jaką owo przyrzeczenie publiczne miało historię wszyscy pamiętamy. Ten sam JK po przegranych wyborach prezydenckich powiedział publicznie, że po kolejnej porażce odejdzie z funkcji prezesa. I co? Porażka była, a prezes ten sam.
Może więc zamiast czepiać się telewizyjnej gwiazdy, wato przyjrzeć się pustym publicznym przyrzeczeniom rzucanym przez naszych polityków?


Komentarze
Pokaż komentarze (3)