Choć pomysł PIS, by wprowadzić do PZPN kuratora i do zminimalizowania skutków tego posunięcia wykorzystać panów Bońka i Listkiewicza, został najmocniej obśmiany przez samych zainteresowanych, to widać, iż partia Kaczyńskiego jest zdeterminowana. Dla dobra ogółu i polskiego kibica oczywiście.
Nie samym Bońkiem i Listkiewiczem bowiem świat piłkarski żyje. Nie zapominajmy, że PIS przez ostatnie lata wypracował sobie w tym środowisku bardzo szerokie koneksje. Już postać Jana Tomaszewskiego wiele mówi o drodze, którą partia podąża w uzdrawianiu narodowego sportu. Nie zapominajmy jednak o symbolu waleczności i ucieleśnieniu wizerunku męczennika za sport.
Mam tu na myśli Starucha, który więziony przez Tuska pisze za kratami książkę o swej samotnej krucjacie. Nie tak samotnej zresztą, bo kumple Starucha, którzy popisali się ostatnio swoją walecznoscią i w ramach patriotycznego zrywu pokopali paru Rosjan, też siedzą. Być może więc za wysokimi murami rodzi nam się awangarda, po uwolnieniu gotowa przeprowadzić odnowę polskiego ruchu piłkarskiego.
Ci chłopcy tyle zrobili dla partii Jarosława Kaczyńskiego, a ona dla nich, że wspólnie po obaleniu PZPN mogliby w końcu zaprowadzić porządek w tej zdeprawowanej instytucji. Ich martyrologiczą postawę wesprą z pewnością peany pochwalne w Gazecie Polskiej i Naszym Dzienniku.
PO przespała swój czas. Tusk nie ma takiego zaplecza. Boniek i Listkiewicz pożałują swych kpin z idei prezesa PIS. Wielu mądrych ludzi mówiło już dawno, że w piłce najważniejsza jest praca z młodzieżą. I PIS z ta młodzieżą konsekwentnie pracuje. Szkoda tylko, że większośc młodych, perspektywicznych siedzi.


Komentarze
Pokaż komentarze