Choć do finału Euro 2012 pozostało jeszcze kilka dni, już dziś wiemy, że impreza okazała się niewyobrażalną wprost porażką i kompromitacją rządu Tuska. Tak rzekł Jarosław Kaczyński, a ziemia pod Narodowym zatrzęsła się w posadach, Dzwon Zygmunta zabił, a Balotellemu opadł irokez na głowie.
Słowa prezesa zakłuły boleśnie, ale jednocześnie zrzuciły bielmo z oczu wszystkich tych, którzy dali się zmanipulować widokiem rozradowanych, śpiewających kibiców wszelkich nacji. Przyznaję z bólem, jako gdańszczanin obserwując tych wszystkich Hiszpanów, Irlandczyków i Niemców bawiących się na Starówce i w Sopocie zachłysnąłem się atmosferą święta piłkarskiego jak narkotykiem. A z narkotykami wiadomo, otumaniają i zmieniają perspektywę widzenia.
Dziękuję Bogu za posłów PIS, którzy przez cały turniej pracowali ciężko, by przywrócić mi prawidłową perspektywę widzenia. Być może nigdy nie otrząsnąłbym się z otumanienia euro propagandą, gdyby nie poseł Waszczykowski. To on celnie ujął, że pozytywna opinia o Polsce Irlandczyka po czterech piwach, to żadna rekomendacja. A poseł, euro notabene Czarnecki, jakże celnie ogłaszał porażkę i kompromitację już po meczu z Rosją. A ja głupi nadal się cieszyłem.
Teraz wiem, ci wszyscy ludzie w Gdańsku i w Sopocie byli po prostu pijani w sztok, a kibice mówiący o Polsce, jako fantastycznym kraju, to przebierańcy na usługach TVN. Wiem, że żadne drogi nie powstały, stadiony to makiety, które trzeba będzie zdemontować, podobnie jak dworce i lotniska, a wszystkie zyski zgarnęła UEFA, nam pozostawiając tylko długi.
A mogło być tak pięknie, gdyby rządził PIS. Mielibyśmy przeszło 3 tys. km, nowych dróg, i UEFĘ wydojoną do ostatniego euro centa. Stadion Narodowy nosiłby imię Lecha Kaczyńskiego, Polska reprezentacja grałaby w finale, a Lato od dawna gniłby w więzieniu. Skończyło się Euro-kompromitacją, a mogła być Euro-bajka.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)