Platforma tonie już od przeszło pięciu lat. Właściewie zanim przejęła władzę to już wieszczono jej zatopienie. Najchętniej topią ją politycy PIS i "niezależni", "wolnościowi" publicyści. W przerwach między powodziami, co wnikliwsi dostrzegają tąpnięcia, rysy i rozłamy. Frakcje Schetyny, Gowina, walka na noże, koniec jest już bliski. Gdybym miał otrzymywać dychę za każdą proroczą przepowiednię na ten temat wygłaszaną przez posła Czarneckiego, Hofmana, czy też redaktorów Ziemkiewicza, Sakiewicza, czy Lichocką , dawno już wymieniłbym swoją wysłużoną renówkę na lepszy model.
Kryzysy w Platformie są jak Yeti, nikt go nie widział, ale wszyscy o nim mówią. Nie wykluczone, że wielu się nawet o niego modli. Samo tego typu hasło się już zdewaluowało na tyle, że nikogo na poważnie nie rusza. Co jest tego przyczyną? Oczywiście lemingi, prorządowe media, PR i inne bla, bla ...No bo przecież nie merytoryczna i patriotyczna opozycja zajmująca się zwalczaniem własnych rozłamowców.
Dziś czytam o kolejnych kryzysach i rozłamach w PO. Sondaze lecą w dół, prawica zaciera rączki. Może słonko zaświeci i kryzys tym razem walnie w nas porządnie. Takie załamanie byłoby prologiem pięknego powrotu do władzy. Ale ile to jeszcze potrwa. Toń do cholery, toń Platformo.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)