„Nie pokonany w 28 walkach, a pokonany w dwóch ostatnich walkach. Andrzej Gołota Gołota Gołota, Andrzej Gołota Gołota Gołota”. Właśnie tak przed laty, śpiewał Kazik Staszewski o Andrzeju Gołocie. Bokserze, który w USA był nazywany ostatnią nadzieją białych. Wczoraj w Łodzi kariera Gołoty, chyba już definitywnie dobiegła końca. Nie ukrywam, że trzymałem kciuki za Tomaszem Adamkiem, ale tak łatwego zwycięstwa górala z Gilowic się nie spodziewałem. Adamek pokazał „kawał dobrego boksu”, od samego początku przyjął bardzo ofensywny styl. Po II rundzie o 20 kg cięższy Andrzej Gołota wyglądał jak ofiara rozboju. Adamek po prostu rozbijał Gołotę z każdą rundą, uważam że sędzia przerwał tą walkę w odpowiednim momencie, bo następne ciosy Adamka skończyłyby się dla Gołoty, bardzo ciężkim nokautem. Praktycznie całaAtlas Arenabyła za Adamkiem, uważam jednak, że kibice zachowali się bardzo nieładnie, gdy pewna ich część, zaczęła gwizdać kiedy na ring wchodził Andrzej Gołota.
Mimo wszystkich wad Andrzeja Gołoty, mam osobiście do niego wielką słabość. Gołota choć nigdy nie wywalczył mistrzostwa świata w wadze ciężkiej, podejść do mistrzostwa miał jednak bardzo dużo. Większość walk Gołoty przeszła do historii, od pamiętnych dwóch walk z Riddickiem Bowe, kiedy zdecydowanie prowadził na punkty i został zdyskwalifikowany za uderzenia poniżej pasa. Wszyscy również chyba pamiętają łomot od Lennoxa Lewisa, walka trwała 1 minutę i 30 sekund, Marcin Daniec w swoim pamiętnym skeczu przyznał: „dobrze że tak krótko, ludzie obejrzą sobie całą walkę w Teleexpressie”. Trudno mieć pretensję do Gołoty o tą porażkę, w końcu Lewis w owym czasie był zdecydowanie najlepszym bokserem świata w wadze ciężkiej. Gołota po tej porażce wrócił, żeby w listopadzie 1999 roku dostać Michaela Granta, walka w wykonaniu Gołoty była świetna, na początku walki Grant trzy razy leżał na deskach, pamięci mojej utkwił fakt, jednego faceta który po każdym liczeniu Granta, skakał do góry, myślałem że to jakiś zwariowany kibic Gołoty? Okazało się jednak, że nie był to jakiś zwykły kibic, tylko Andrzej Kolikowski potocznie zwany Pershingiem czyli szef mafii pruszkowskiej, a Gołota był ulubionym bokserem szajki pruszkowskiej, co ciekawe walka odbyła się pod koniec listopada 1999 roku, a na początku grudnia Kolikowski został odstrzelony w Zakopanem, a więc zdjęcia podskakującego Kolikowskiego na walce Gołoty są jego ostatnimi zdjęciami publicznymi. Wracając jednak do walki, wszystkim wydawało się że Gołota zdobędzie wreszcie upragniony pas, jednak w 10 rundzie Gołota zdecydowanie prowadząc na punkty, po mocniejszym ciosie Granta, Gołota zrezygnował z dalszej walki. Rok później następna szansa, tym razem nie o tytuł, ale jednak walka z „bestią” czyli Tysonem, z pewnością była ogromnym wydarzeniem w boksie, walka z "żelaznym" Mikiem ostatecznie została unieważniona, ponieważ u Tyson po walce wykryto we krwi, substancję odurzające. Gołota podczas tej walki, zasłynął ucieczką z ringu po II rundzie.
Gdy wydawało się to koniec w 2003 roku Gołota wrócił, żeby rok później dostać walkę z Chrisem Byrdem, to była świetna walka zakończona krzywdzącym dla Goloty remisem, Gołota był zdecydowanie lepszy pod każdym względem, jednak zdecydowanie mniejszy Byrd robił świetne uniki i nie dał się znokautować tego wieczoru. Po tej walce, Gołota jeszcze w 2004 roku dostał następną szansę walki o tytuł mistrza świata, tym razem z Johnem Ruizem, bokserem o podobnej posturze co Andrzej Gołota. Walka ta chyba przeszła do historii boksu jako najbrzydsza walka bokserska, nie za sprawą Gołoty, ale jego rywala, który zamiast walczyć, cały czas klinczował, obaj panowie, choć ważyli około 120 kg, to bardziej przypominali parę zakochanych osób niż bokserów, oczywiście dziewczyną w tym związku był Ruiz, który notorycznie „przytulał” się do Gołoty. Wynik walki uważam za skandal, zwycięstwo Ruiza na punkty. Ciekawe za co? Chyba za klinczowanie (przytulanie)? Większość fachowców słusznie uznała, że Gołotę skrzywdzono. W maju 2005 roku dostał następną szansę na tytuł, tym razem dostał chyba najsłabszego mistrza świata Lemona Brewstera warto dodać, że podczas tej gali objawił się Tomasz Adamek, który zdobył mistrzostwo świata. Gołota również miał tego wieczoru, zdobyć upragniony tytuł mistrza wagi ciężkiej. Zamiast tytułu dla Gołoty, doszło do kompromitacji. Gołota przegrał w 53 sekundy, po tej walce doszła jeszcze jedna skala pomiarowa czasu, nazwana 1 gołotą. 1 gołota=53 sekundy. Po tej walce Gołota jeszcze powrócił na ring, pokonał dwóch słabszych rywali, żeby w listopadzie 2008 roku przegrać walkę w Chinach!!!
Po tej porażce Gołota wrócił na pojedynek z Adamkiem, który zakończył się dla cięższego i starszego Gołoty, kolejną porażką, nie tak kompromitującą jak z Lewisem, Grantem, Tysonem czy Brewsterem, ale Gołota dostał lanie od lżejszego o 20 kg Adamka. Zwycięstwo dla Adamka, oznacza udany debiut w wadze ciężkiej i szansę na pojedynki z USA z najlepszymi bokserami świata wagi ciężkiej, oby udało się Tomkowi Adamkowi zdobyć tytuł mistrza świata wagi ciężkiej, którego nigdy nie osiągnął Gołota. Z pewnością Adamek na początku 2010 roku stoczy jakiś porywający pojedynek, być może z bokserem tej klasy co Wałujew czy Kliczko. Szansę Adamka z tymi bokserami wydają się małe, ale po dzisiejszej walce uważam, że miałby szansę z olbrzymem ze Wschodu czyli Wałujewem, który również prezentuję dosyć ociężały styl boksowania. Co do Kliczki, to chyba raczej nie radziłbym Adamkowi z nim walczyć, ponieważ jest zdecydowanie cięższy, a w dodatku jest podobnie szybki jak Adamek, co mogłoby oznaczać porażkę Adamka. Do Adamka również mam wielką słabość, za „serce” które z każdą walką zostawia na ringu, za jego poglądy na życie, nie wstydzi się swojej wiary, wielokrotnie wspominał o roli Boga w jego życiu. Adamek nie ukrywa sympatii do Radia Maryja, w którym zdarzało mu się występować, w dodatku Adamek w czasie kampanii prezydenckiej otwarcie przyznał że głosował na Lecha Kaczyńskiego, co w dzisiejszym „zgniłym” świecie show biznesu, takie wyznania są wielkim wyczynem. Za to wszystko mam wielki szacunek dla Tomasza Adamka. Uważam zdecydowanie, że to właśnie Tomasz Adamek powinien być prawdziwym autorytetem dla młodego pokolenia.
Za to wszystko dla Tomka Adamka wielki „szacun”, a dla Andrzeja Gołoty ta walka, chyba była już ostatecznym przejściem na sportową emeryturę, mimo wszystko: dzięki Andrew, za te wszystkie nieprzespane przeze mnie noce, kiedy oczekiwałem do 4 czy 5 rano na twoje walki, były walki z Byrdem czy Ruizem kiedy warto było zarwać noc, bo pokazałeś dobry boks, o walkach z Grantem, Tysonem, Lewisem czy Brewsterem, kiedy uciekłeś z ringu, albo zostałeś bardzo szybko znokautowany, dawno już zapomniałem. W ciągu tych 8 lat (od 1997 do 2005) kiedy zawsze na żywo oczywiście przed telewizorem, oglądałem twoje walki, pomimo wielu klęsk, zawsze wierzyłem w tytuł mistrza świata dla Andrzeja Gołoty. W 2004 roku można powiedzieć, że „przywitałeś się już z gąską”, jednak zabrakło odrobiny szczęścia, za to wszystko również „szacun” dla ciebie Andrzej. A dziś można powiedzieć: „umarł król, niech żyje król”.


Komentarze
Pokaż komentarze (25)