Hucpa w Porcie Drzewnym
Wynajęcie przez O. Tadeusza Rydzyka bezużytecznej działki w toruńskim Porcie Drzewnym nie jest ani wykroczeniem, ani nawet nadużyciem, lecz co najwyżej dobrodziejstwem, jakie mimo woli duchowny ten uczynił państwu. Krytykowanie go za to, że wynajęcie „ziemi niczyjej” było formą wyłudzenia jest li tylko zemstą za jego poglądy polityczne i w państwie prawa nie świadczy dobrze o obyczajach rządzących i mediów.
W połowie grudnia b.r. „Gazeta Wyborcza" doniosła, że Zarząd Gospodarki Wodnej wydzierżawił redemptorystom działkę nieopodal Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej Ojca Tadeusza Rydzyka za cenę znacznie niższą od cen rynkowych, jakie obowiązują rzekomo w Toruniu. Przypominam, że Zgromadzenie wydzierżawiło 1,35 hektara (13500 metrów kwadratowych) ziemi nad Wisłą. Według gazety, zakonnicy płacą za metr kwadratowy 3 złote rocznie, choć – pisze GW – „w Toruniu ceny zaczynają się od 15 złotych za metr”. Ciekawe skąd gazeta to wie. Cena rynkowa powstaje wtedy, gdy jest oferent gotowy ją zapłacić. Na razie chętnego nie było. Podana informacja jest więc wprowadzeniem opinii publicznej w błąd, co powinno być ścigane przez sąd. W każdym razie gazeta utrzymuje, że te 3 złote miało być faworem za poparcie, jakiego poprzedniej ekipie udzieliło Radio Maryja. Poruszony doniesieniami prasowymi premier Donald Tusk, wręczył dymisję odpowiedzialnemu za dzierżawę dyrektorowi od gospodarki wodnej, Mariuszowi Gajdzie, co było wyrazem utraty zaufania do tego urzędnika.
Zacznijmy od tego, że urzędnik znajdujący chętnego na grunt państwowy, którego nikt dotąd nie chciał, powinien otrzymać nagrodę, a nie zostać zwolnionym. W tym państwie większą szkodę przynoszą urzędnicy, którzy paraliżują ludzkie działanie, niż je aktywizują. Tym bardziej, że szacunki Gazety Wyborczej są mocno przesadzone. Moim zdaniem ksiądz Rydzyk – płacąc 3 złote za metr - za dzierżawę przepłacił, tym bardziej, że już dziś wiadomo, iż wskutek beztroskiej państwowej polityki wodnej działka, o której mowa zostanie już wkrótce zatopiona i przestanie istnieć. Co prawda dzierżawa ziemi na nadbrzeżu rzeki Hudson w Nowym Jorku, Canary Wharf w Lodynie, czy nad jeziorem Michigan w Chicago kosztowałaby znacznie więcej niż 1,2 dolara za metr kwadratowy miesięcznie, ale już w takim Grand Rapids (Michigan), Edynburgu (Szkocja), w St. Louis (Missouri) czy jakimś innym drugorzędnym mieście amerykańskim lub brytyjskim byłaby ona znacznie tańsza. Toruń, jakby nie było, to miasto prowincjonalne. Afera związana z dzierżawą ks. Rydzyka jestwięc zwykłą hucpą. Nie różni się niczym od bezmyślnych oskarżeń rzucanych przez ministra Ziobro pod adresem dr. Garlickiego. W tym kraju jest więcej problemów do rozwiązania przez rząd, niż zwalnianie faceta, o którym pisze źle jakaś gazeta wyborcza. Osobiście, zacząłbym od odebraniu państwu prawa do posiadania jakiejkolwiek własności ziemskiej i unieważnienia ustaw blokujących ludzką inicjatywę i utrudniających Polakom życie.
Ziemia wydzierżawiona przez O. Rydzyka była dotąd bezużyteczna, tak jak większość majątku znajdującego się w rękach państwa. Nikt jeszcze nie wpadł na pomysł wykorzystania działki w Porcie Rzecznym, a jeśli nawet wpadł, to pomysłu nie zrealizował. Redemptoryści (czytaj: Tadeusz Rydzyk) są jedynymi chętnymi do dzierżawy działki w Porcie Drzewnym. Teraz pewnie chętnych będzie więcej, ale tak to zwykle bywa; dopóki nie zadziała efekt demonstracji, ludzie wielu sposobności nie dostrzegają. Rydzyk dostrzegł, bo jest przedsiębiorczy. Świadczy o tym chociażby rozmach i tempo, z jakim zabrał się za budowę swego imperium medialnego. Wróćmy jednak do ceny. Czy ktoś sobie uzmysłowił, że 3 złote za metr kwadratowy to ponad 40 tysięcy złotych miesięcznie, czyli bardzo dużo. Niewiele jest biznesów, które stać na taki wydatek, zważywszy, że jest to tylko grunt, na którym trzeba dopiero postawić konstrukcję, parkingi, rampy, maszyny, biura etc., a potem je obsługiwać. Niewielu biznesmenów ma równie dobry pomysł, aby tak ogromny kapital zaryzykować. Nie mówiąc o 15 złotych za m. kw. czyli o 200 tysiącach złotych miesięcznie, jak sugeruje GW. Gdyby było to opłacalne już dawno Port Drzewny byłby wynajęty. Korupcyjnie, czy nie – nie ważne – huczałby od ludzkiego działania. Ksiądz Rydzyk musi mieć więc wspaniały koncept, bo o marnotrawstwo go nie posądzam. Jest na to zbyt skuteczny. A to, że jest księdzem? Jeśli kogoś razi, że osoba duchowna zajmuje się biznesem, niech sobie uświadomi ilu polskich księży uruchamiało przedsięwzięcia służące parafianom czy nawet całemu narodowi. Ks. Bayerlein Mariański stawiał w Misiones (Argentyna) młyny i mleczarnie, z których korzystali polscy imigranci i wielu z nich dzięki temu przeżyło. Kasy oszczędnościowo – pożyczkowe zakładali pod zaborami duchowni: Piotr Wawrzyniak, Augustyn Szamarzewski i wielu innych. Przedsiębiorczość to rzadka cecha u ludzi, posiada ją, co najwyżej, 1 procent obywateli. Cóż takiego, że znajdzie się pośród nich ksiądz? Majątek wytwarzany przez księdza jest takim samym dobrem, jak majątek wytwarzany przez Jana Kulczyka czy spółkę Agora.
Dla nikogo nie jest tajemnicą, że w posiadaniu państwa znajduje się wiele atrakcyjnych miejsc leżących odłogiem. Jeśli już premier i rząd zainteresowali się Portem Drzewnym w Toruniu, to powinien sprawdzić, jak to się dzieje, że ziemia, która jest rzekomo warta 2,4 miliona złotych (blisko 1 mln dolarów) rocznie tak długo stała odłogiem. Byłby to dobry bodziec do szybkiego uruchomienia procesu prywatyzacji gruntów państwowych. Prywatyzacja uchroniłaby nas nie tylko od faworów, od hucpy również.
Jan M Fijor
www.fijor.com


Komentarze
Pokaż komentarze (12)