50 obserwujących
293 notki
518k odsłon
292 odsłony

Podejrzana akcja ABW.Prawdziwy Kaczyński.Wawel - klęska TVN

Wykop Skomentuj10

Skąd prokuratura i ABW wiedziały po 3 godzinach od katastrofy czyje DNA będzie potrzebne? Samolot z prezydencką parą na pokładzie rozbił się pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 r. o między godziną 8.25 a 8.56. Po godzinie 12 w Hotelu Sejmowym zjawili się funkcjonariusze ABW. Weszli do pokojów tragicznie zmarłych parlamentarzystów, aby zabezpieczyć rzeczy osobiste, na których był materiał genetyczny - niezbędny do identyfikacji zmarłych. ABW o swojej akcji nie poinformowała rodzin ofiar. Te o przeszukaniu dowiedziały się dopiero 12 kwietnia. Mieli zgodę Bronisława Komorowskiego (PO). Odbyło się to na prośbę Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie badającej smoleńską tragedię. Zabezpieczone tam DNA wysłano do Moskwy. Rosjanie nie prosili Polaków o zabezpieczenie materiału genetycznego. - Od początku mówili, że pobiorą DNA od rodzin ofiar na miejscu - twierdzi nasz informator związany ze służbami. Tak też się stało. Materiał genetyczny pobrano od bliskich ofiar po ich przylocie do Rosji. DNA samej ofiary jest potrzebne np. wtedy, gdy żyją już tylko krewni o dalszym stopniu pokrewieństwa. Kazimierz Olejnik, były prokurator krajowy, zwraca też uwagę, że działania ABW mogły być podjęte także po to, by przyspieszyć proces identyfikacji ciał. - Zabezpieczono rzeczy osobiste, bo można to zrobić szybciej, niż pobrać próbki od bliskiego członka rodziny, którego miejsce pobytu trzeba zlokalizować - uzasadnia. Rząd nie odpowiedział, kiedy bliscy odzyskają rzeczy zabrane przez ABW z pokojów sejmowych. Rodziny do dziś nie dostały nawet informacji, jakie przedmioty zabrano.
http://www.rp.pl/artykul/465651_ABW_zbierala_DNA.html

Oświadczenie ABW nie zgadza się z faktami ustalonymi przez media. Sprawa strasznie śmierdzi. Przede wszystkim nie zgadzają się daty. Według Rzepy, której wersję potwierdził asystent Komorowskiego, ABW weszła do hotelowych pokoi posłów już 3 godziny po katastrofie, czyli 10 kwietnia. Tymczasem z oświadczenia ABW wynika, że zarządzenie na mocy której miała to robić nosi datę dzień późniejszą, same zaś czynności zostały wykonane w dniach 11-13 kwietnia, czyli według ABW rozpoczęły się dzień po tym jak ABW weszła do poselskich pokoi. I polegały na pobraniu próbek od krewnych ofiar, czyli raczej nie z pustych pomieszczeń, bo ten fragment oświadczenia brzmiałby inaczej. Czy tylko ja mam wrażenie, że mowa o dwóch różnych  rodzajach wizyt? Najpierw, wkrótce po katastrofie, ABW weszła do pokoi hotelowych posłów, rzekomo po ich rzeczy osobiste potrzebne do identyfikacji, a potem, następnego dnia, zaczęła się kontaktować z krewnymi 91 ofiar, żeby od nich pobrać próbki. Problem w tym, że jeśli faktycznie była w pokojach posłów 10 kwietnia, zarządzenie na mocy której miała pobierać próbki DNA zostało podpisane dopiero dzień później. Po co więc naprawdę odwiedziła poselskie pokoje? Czy prawo w ogóle zezwala aby służby specjalne przeszukiwały pokoje chronionych immunitetem parlamentarzystów bez żadnego nakazu? Coś tu śmierdzi. Podobno przeszukania zostały udokumentowane protokołami. Jeśli ABW zależy na oczyszczeniu się z podejrzeń, musi podać bardziej wiarygodne wyjaśnienia, a najlepiej pokazać kwity. U kogo była, na jakiej podstawie prawnej, co zabrała i kto przy tym był. W przeciwnym razie smród zostanie. A smród jest tym większy, że to już nie jest tylko relacja z drugiej ręki Jadwigi Staniszkis, oto co pod jednym z wpisów napisała Agnieszka Romaszewska. Agnieszka Romaszewska: To, ze ABW po coś wchodziła to pewne. Choć nie mam pojęcia po co. BYŁAM PRZY TYM jak do jednego z posłów PiS, z którym akurat rozmawiałam o przygotowaniach do uroczystości pogrzebowych Krzysztofa Putry dzwoniła żona św. pamięci Wassermana i to mówiła. (kapitaliki za oryginałem). ABW oświadcza, że nigdzie i po nic do żadnego lokalu Wassermanna nie wchodziła, oświadcza nawet, że jej funkcjonariusze "nie pobierali materiału porównawczego niezbędnego do identyfikacji ciał Zbigniewa Wassermanna i Janusza Kurtyki", co zresztą jest dosyć dziwne bo niby dlaczego akurat od rodzin tej dwójki materiał porównawczy nie został pobrany, tak jak od rodzin pozostałych 91 ofiar? To zdanie z oświadczenia ABW jest jednak bardzo cenne, bo jeśli ABW nie chciała i nie pobrała od rodziny Wassermanna lub z jego mieszkania żadnych próbek DNA, a uda się dowieść, że odwiedziny miały miejsce, będzie jasne, że nie miały nic wspólnego z czynnościami niezbędnymi do identyfikacji zwłok. Powróci zatem pytanie, czego ABW szukała w mieszkaniach zmarłych, jeśli nie DNA.W pamiętnym wywiadzie Moniki Olejnik z Pawłem Kowalem, padła dość ciekawa wypowiedź. Dziennikarka strofowała biednego Kowala, żeby jego koledzy powstrzymali się od opowiadania o pieczętowaniu przez ABW gabinetu Szczygły w Pałacu Prezydenckim. Nie dlatego, że uważała te informacje za nieprawdziwe, ale dlatego, że "ABW wykonuje swoje obowiązki".
http://kataryna.blox.pl/2010/04/Oswiadczenie-ABW-i-nowe-watpliwosci.html

Według profesor Jadwigi Staniszkis (informacje z drugiej ręki) "bezpośrednio po tragedii było włamanie  do mieszkania Ś.P. Szczygły (zginął laptop), podobny fakt zdarzył się w Krakowie w domu Wassermanna, a także - przeszukano szuflady Ś.P. Kurtyki". ABW zaprzeczyła jednak, by jej agenci wchodzili do mieszkań Szczygły, Wassermanna i Kurtyki. Tezę o zniknięciu laptopa Szczygły potwierdzają współpracownicy szefa BBN. Twierdzą, że na pewno nie zabrał go na pokład samolotu. Komputer miał zostać w mieszkaniu. Według nich tam go jednak nie ma.
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Laptop-Aleksandra-Szczygly-rzeczywiscie-zniknal-po-katastrofie,wid,12201740,wiadomosc_prasa.html

Najbliżsi Zbigniewa Wassermanna sami zaproponowali ABW zabranie rzeczy osobistych posła z domu w Krakowie. Później dowiedzieli się, że ktoś przeszukał też jego warszawskie mieszkanie. Krzysztof Łapiński, asystent posła nie zauważył jednak śladów włamania. - Być może pod pretekstem, że trzeba pobrać materiał DNA ktoś wykorzystał okazję, żeby sprawdzić co pan minister ma w domu, jakie dokumenty, jakie notatki, jakie nośniki elektroniczne - powiedział Łapiński. ABW nie potwierdza, by przeszukała prywatne mieszkania ofiar tragedii. Jednak według „Rzeczpospolitej” z domu szefa BBN Aleksandra Szczygły zniknął laptop. Dzień po tragedii rodzinę Wassermannów dwukrotnie informowano telefonicznie o zidentyfikowaniu ciała polityka. Odradzano jej też podróż do Moskwy. Kilkanaście godzin później okazało się , że prawda była inna - Rosjanie identyfikując ciała nie korzystali z pobranego w Polsce materiału genetycznego. DNA od najbliższych jeszcze raz pobierano w Moskwie.
http://www.tvp.info/informacje/polska/abw-zaraz-po-katastrofie-weszla-do-biur-ofiar/1696880

Niedługo po katastrofie w internecie krążyły sensacyjne doniesienia o wizycie ABW w warszawskim mieszkaniu Zbigniewa Wassermanna. ABW oficjalnie potwierdza, że odwiedziny w mieszkaniach były, a z użytych sformułowań ("na podstawie nakazu prokuratorskiego uzyskiwali dostęp do mieszkań") można wnioskować, że faktycznie mogło chodzić o wizyty w mieszkaniach opuszczonych (gdyby ABW przyszła do rodzin i poprosiła o szczoteczki do zębów, komunikat brzmiałby inaczej, bo pewnie obyłoby się bez nakazu prokuratorskiego). Bardzo bym chciała wiedzieć, czy rzeczywiście ABW weszła z nakazem do warszawskiego mieszkania Wassermanna. Kraków to niecałe trzy godziny drogi pociągiem, ABW ma tam swoją delegaturę, dużo bardziej naturalna byłaby więc wizyta w krakowskim domu Wassermanna i uprzejma prośba do wdowy o wydanie szczoteczki. Zajęłoby to pewnie tyle samo czasu co fatygowanie się do prokuratora, i wchodzenie z nakazem do pustego warszawskiego mieszkania. Z uwagi na wyjątkową pozycję Wassermanna (w komisji śledczej, w komisji ds. służb specjalnych, wcześniej jako koordynatora ds. służb specjalnych), dobrze byłoby sprawdzić, czy służby nie wykorzystały tragedii do uzyskania wglądu w służbowe materiały posła zajmującego się w PiSie służbami specjalnymi. Może więc dziennikarze sprawdzą, do czyich domów wchodziły służby pod nieobecność właścicieli, i czy zawsze był to naprawdę jedyny sposób na pozyskanie materiału do badań.
http://kataryna.salon24.pl/173008,niestosowne-pytania-niewygodne-informacje

Przejęcie obowiązków Prezydenta dokonało się z rażącym naruszeniem przepisów Konstytucji. Marszałek Sejmu RP, Bronisław Komorowski przejął obowiązki Prezydenta na mocy art. 131 pkt. 2 Konstytucji, który enumeratywnie wylicza przypadki objęcia przez Marszałka Sejmu obowiązków Prezydenta. Przejęcie obowiązków przez Marszałka Sejmu zostało ogłoszone publicznie dn. 10 kwietnia 2010 około południa. Pierwsze czynności faktyczne dokonane na mocy upoważnień od Marszałka Sejmu pełniącego obowiązki Prezydenta RP (m.in. ogłoszenie żałoby narodowe) zostały wykonane przed godziną 14.W czasie, w którym Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski formalnie i faktycznie przejmował obowiązki Prezydenta RP na mocy art. 131 pkt. 2 Konstytucji RP nie nastąpiło jeszcze formalne stwierdzenie zgonu Prezydenta Rzeczypospolitej, Jego Ekscelencji Lecha Kaczyńskiego. Zarówno z litery, jak i z ducha prawa (panował wtedy jeszcze ogromny chaos informacyjny i pojawiały się sprzeczne informacje o osobach, które mogły przeżyć katastrofę lotniczą w Smoleńsku) Pan Prezydent Kaczyński był w tych godzinach osobą zaginioną. Przejmowanie obowiązków Prezydenta przez Marszałka Sejmu w przypadku czasowej niemożliwości sprawowania urzędu (a za taki przypadek wobec zamkniętego katalogu przyczyn z art. 131 pkt.2 należy uznać zaginięcie Prezydenta) reguluje art. 131 pkt. 1 Konstytucji RP. Przytaczam brzmienie tegoż artykułu, zd. 2 i następne: „Gdy Prezydent Rzeczypospolitej nie jest w stanie zawiadomić Marszałka Sejmu o niemożności sprawowania urzędu, wówczas o stwierdzeniu przeszkody w sprawowaniu urzędu przez Prezydenta Rzeczypospolitej rozstrzyga Trybunał Konstytucyjny na wniosek Marszałka Sejmu. W razie uznania przejściowej niemożności sprawowania urzędu przez Prezydenta Rzeczypospolitej Trybunał Konstytucyjny powierza Marszałkowi Sejmu tymczasowe wykonywanie obowiązków Prezydenta Rzeczypospolitej”. Należy przy tym nadmienić, że nie miała miejsca okoliczność z art. 30 par. 1 Kodeksu Cywilnego, gdzie jest uregulowana możliwość uznania za zmarłego uczestnika m.in. podróży powietrznej. Przytoczony przepis wymaga bowiem upływu 6 miesięcy od daty katastrofy. Pierwsze informacje o zidentyfikowaniu ciała Pana Prezydenta Lecha Kaczyńskiego pojawiły się dopiero w sobotę wieczorem. Reasumując, przejęcie obowiązków Prezydenta dokonało się z rażącym naruszeniem przepisów Konstytucji, stanowiąc delikt konstytucyjny. Biorąc pod uwagę całokształt okoliczności wydarzeń z tragicznego 10 kwietnia 2010, uzasadnionym jest podejrzenie, iż doszło w Polsce do faktycznego zamachu stanu z uzurpacją władzy Prezydenta przez Marszałka Sejmu RP.Krzysztof Skalski
http://www.niezalezna.pl/article/show/id/33267

Adam Bielan dementuje doniesienia "Gazety Wyborczej" o naciskach prezydenta na pilotów podczas lotu do Azerbejdżanu". Gazeta Wyborcza" opisała sytuację z 2008 roku, w której rzekomo prezydent Lech Kaczyński miał kazać pilotom lecieć do Azerbejdżanu. Prezydent miał zapytać "kto jest zwierzchnikiem sił zbrojnych". Po odpowiedzi "Pan, Panie prezydencie", miał dodać: "To proszę wykonać polecenie i lecieć do Tbilisi".- Byłem na pokładzie tego samolotu, który leciał do Tbilisi, do Azerbejdżanu; praktycznie przez cały czas byłem w saloniku z panem prezydentem. Twierdzenie, że to on osobiście wywierał wpływ na pilota jest absolutną nieprawdą - powiedział Bielan w radiowej Trójce. Rzecznik PiS dodał, że nie przypomina sobie w ogóle żadnej sytuacji, w której pan prezydent Lech Kaczyński bezpośrednio rozmawiałby z pilotami.
http://www.niezalezna.pl/article/show/id/33429

Natychmiastowego odwołania szefa resortu obrony Bogdana Klicha domaga się od premiera gen. Sławomir Petelicki. "Wprost" dotarł do listu otwartego, który pierwszy dowódca jednostki „GROM” wystosował w tej sprawie do Donalda Tuska. W liście gen. Petelicki stwierdza m.in.: „W wyniku karygodnych zaniedbań, niekompetencji i arogancji staliśmy się jedynym na świecie krajem, który w jednym momencie stracił całe Dowództwo Wojska, ze Zwierzchnikiem Sił Zbrojnych Prezydentem Rzeczpospolitej Polskiej na czele. Apeluję do Pana o podjęcie radykalnych kroków mających na celu ratowanie Polskich Sił Zbrojnych i systemu antykryzysowego Państwa". Sugeruje on m.in. rozwiązanie prokuratury wojskowej i zastąpienie jej prokuraturą cywilną, ustanowienie pełnomocnika rządu d.s. ratowania sił zbrojnych i powołanie na to stanowisko generała dywizji Waldemara Skrzypczaka, przywrócenie na stanowisko Szefa Rządowego Centrum Antykryzysowego doktora Przemysława Guły oraz odwołanie ministra obrony. - Bogdan Klich wysłuchiwał moich rad popartych ekspertyzami specjalistów polskich i amerykańskich, a następnie postępował wbrew logice! - oskarża gen. Petelicki. - Pytałem publicznie B. Klicha, ilu jeszcze dzielnych żołnierzy musi zginąć, żeby zaczął konieczne reformy w wojsku? - dodaje. Gdy Bogdan Klich leciał dwukrotnie do Afganistanu, w niepotrzebną PR-owską podróż, wyleasingował dla siebie Boeinga Rumuńskich Linii Lotniczych za 150 tys. zł. Dodać należy, że za boeingiem leciał wojskowy samolot CASA, który dla Ministra Klicha była za mało wygodny. Dlaczego Minister Obrony Narodowej nie zdecydował się na leasing nowoczesnego samolotu dla tak ważnej delegacji państwowej, do składu której zatwierdził podsekretarza stanu w MON, szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego i dowódców wszystkich rodzajów wojsk. Jak można było umieścić kluczowe dla bezpieczeństwa Państwa osoby w jednym samolocie z poprzedniej epoki. Reakcja Ministra Obrony Narodowej na tragiczną katastrofę, polegająca na chwaleniu się wzorowymi procedurami w Wojsku, którymi może on się podzielić z innymi resortami, wywołała zapytania ze strony moich wojskowych kolegów ze Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, którzy nie zrozumieli o co ministrowi chodzi.
http://www.wprost.pl/ar/193098/Gen-Petelicki-domaga-sie-dymisji-szefa-MON
http://www.wprost.pl/ar/193099/Tresc-listu-gen-Petelickiego-do-premiera-Tuska

Bronisław Komorowski, marszałek sejmu pełniący obowiązki zmarłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego powinien podejmować tylko te decyzje, do których jest prawnie zmuszony - tak twierdzi zdecydowana większość w sondażu dla programu "Forum" w TVP. Zdaniem aż 62% ankietowanych Bronisław Komorowski "powinien podejmować tylko te decyzje, do których jest zmuszony przez prawo". 28% pytanych wybrało odpowiedź "powinien wykorzystywać pełnię prezydenckiej władzy".
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Pelnia-wladzy-dla-Komorowskiego-Polacy-mowia-nie,wid,12204407,wiadomosc.html

Polska Fundacja Katyńska domaga się, by katastrofę rządowego Tupolewa, który rozbił się w Smoleńsku, zbadała niezależna, międzynarodowa komisja. List w tej sprawie wystosował do premiera Donalda Tuska prof. dr hab. Jacek Trznadel, przewodniczący rady fundacji. Ze względu na wyjątkową wagę dla Polski katastrofy samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem, w której zginął Prezydent Rzeczypospolitej, Lech Kaczyński, i osoby kierujące najważniejszymi Instytucjami Państwa Polskiego, i ponieważ miało to miejsce nie w Polsce, lecz na terenie innego państwa - zwracam się do Pana, Panie Premierze, o powołanie niezależnej, Międzynarodowej Komisji Technicznej dla zbadania przyczyn katastrofy. Wnioski takiej Komisji, z udziałem najlepszych światowych ekspertów, miałyby podstawowe znaczenie dla opinii publicznej i dla historii.
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Fundacja-Katynska-niech-katastrofe-badaja-niezalezni-eksperci,wid,12192289,wiadomosc.html

Na tej stronie można składać podpisy z poparciem dla Listu Fundacji Katyńskiej.
http://www.jacektrznadel.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=73&Itemid=1

Z kolejnych konferencji  prasowych polskiej prokuratury jasno wynika, że nie otrzymamy dostępu do „czarnych skrzynek” polskiego samolotu ani do zeznań naziemnej obsługi smoleńskiego lotniska albo jeszcze długo, albo bardzo długo. Nasz „udział” w śledztwie okazuje się ograniczać do grzecznego czekania za drzwiami, aż prokuratorzy rosyjscy zechcą nam coś wyjaśnić, i do rzucania gromów na oszołomów, którzy podnosząc drażliwe kwestie narażają na szwank świeżo ogłoszone historyczne pojednanie z Rosją. Wiadomo, że historyczne pojednania, zwłaszcza na warunkach przeciwnika, to specjalność obecnego establishmentu. Dlatego domaganie się wglądu w materiały śledztwa, a zwłaszcza jego umiędzynarodowienia, już zostało ogłoszone „pluciem Rosjanom w twarz”. Co prawda, jak słyszę od ludzi serfujących po rosyjskim internecie, to właśnie sami Rosjanie „plują sobie w twarz” najintensywniej. To oni formułują zupełnie jednoznaczne oskarżenia; bardzo się chce, aby były one przesadne. No, ale Rosjanie swoje władze znają dobrze i dobrze wiedzą, na jakie zaufanie zasługują czekiści. Fakt, że się przeciw nim masowo nie buntują, nie oznacza wcale, że są w ocenie swego państwa ślepi i głupi. Oczywiście, nie każde nie poparte ustaleniami śledztw domniemania co do przyczyn tragedii są przez medialny establishment potępiane. Plucie w twarz Rosjanom - nie, ale plucie na tragicznie zmarłego prezydenta, to jak najbardziej. W ciągu kilku dni wyrósł nam najwybitniejszy ekspert od katastrof lotniczych, a raczej, najwybitniejszy ekspert w każdej dziedzinie okazał się znać także i na tym. Trudno się na czymś nie znać, jak się jest z nominacji Donalda Tuska mędrcem, i to europejskim. Samolot jeszcze dymił, gdy Lech Wałęsa orzekł autorytatywnie, że to Kaczyński zabił sam siebie i wszystkich innych, bo kazał pilotowi lądować. I od tego czasu powtórzył to nie policzę już nawet, ile razy, kompletnie głuchy na rzeczywistość, na brak jakichkolwiek przesłanek wskazujących na ingerencję śp. Prezydenta w decyzję pilota, powtarzając jako niezbity dowód swej tezy - jeszcze wczoraj słyszałem to na własne uszy - wielokrotnie już zdementowaną bzdurę o rzekomym czterokrotnym podchodzeniu do lądowania.
http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/04/24/towarzystwo-ustalilo

Podsumowanie zachowania rządu Tuska i części mediów po katastrofie w Smoleńsku.
http://kataryna.salon24.pl/174153,ukorzmy-sie-jeszcze-bardziej

Para Prezydencka spoczęła na Wawelu.
http://fakty.interia.pl/raport/lech-kaczynski-nie-zyje/news/para-prezydencka-w-drodze-na-wawel,1466508,6911

Świat o pogrzebie: Kraków znów stał się stolicą Polski.
http://wiadomosci.wp.pl/kat,119674,title,Swiat-o-pogrzebie-Krakow-znow-stal-sie-stolica-Polski,wid,12184814,wiadomosc.html

Prezydent Republiki Czeskiej Vaclav Klaus wyraził zdziwienie z powodu nieobecności pewnych polityków, w tym unijnych. Zrozumiałbym, że nie przyjechał kanadyjski premier czy gubernator generalny Australii..., lecz to, że nie przyjadą niektórzy Europejczycy, że nikt nie przyjedzie z Brukseli, to jest dla mnie niewybaczalne. Dowodzi to, że wszelkie mówienie o jedności europejskiej to jedynie puste słowa - powiedział Klaus. Wśród tych, którzy usprawiedliwiali nieobecność na pogrzebie w Krakowie, znalazł się przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso, prezydent UE Herman Van Rompuy, kanclerz Angela Merkel i prezydent Francji Nicolas Sarkozy. Od strony Rosji niebo było czyste co pozwoliło na przylot jej prezydenta, natomiast wielu przywódców Państw przyjechało drogą lądową.
http://fakty.interia.pl/raport/lech-kaczynski-nie-zyje/news/klaus-dziwi-sie-absencjom-politykow-na-pogrzebie,1466543,6911

Prezydent Gruzji Micheil Saakaszwili z wielkimi trudnościami podróżował do Krakowa, aby wziąć udział w niedzielnych uroczystościach pogrzebowych prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego małżonki Marii. przebywał z wizytą w USA, najpierw przyleciał do Portugalii, stamtąd udał się do Włoch, następnie do Turcji, dalej do Bułgarii, a później do Rumunii. Dopiero z tego kraju udało mu się przylecieć do Polski.
http://fakty.interia.pl/raport/lech-kaczynski-nie-zyje/news/spozniony-saakaszwili-lecial-przez-5-panstw,1466457
http://www.rmf24.pl/raport-lech-kaczynski-nie-zyje-2/kaczynski-fakty/news-podziekuj-prezydentowi-gruzji-za-piekny-gest,nId,273258

Ministerstwo Spraw Zagranicznych informuje, że w uroczystościach pogrzebowych Pary Prezydenckiej w Krakowie wzięły udział następujące delegacje zagraniczne:
http://msz.gov.pl/Informacja,o,delegacjach,zagranicznych,35125.html

Kondolencje bez Miedwiediewa i Janukowycza. Dlaczego nie chcieli złożyć kondolencji rodzinie Kaczyńskich? Można się tylko domyślać. Sikorski, Tusk i Komorowski lżyli prezydenta Kaczyńskiego. Dlaczego odbierali kondolencje? Powinna tam być rodzina i marszałek Senatu Bogdan Borusewicz w imieniu władz.
http://fakty.interia.pl/raport/lech-kaczynski-nie-zyje/news/kondolencje-bez-miedwiediewa-i-janukowycza,1466533,6911

"TVP", "Precz z TVN", "Bazylika" - takie okrzyki rozległy się z tłumu na krakowskim Rynku Głównym, gdy na telebimach trwała transmisja TVN. Gdy w stacji tej rozpoczęto rozmowy komentatorów, obecni na rynku ludzie zaczęli się domagać przełączenia na TVP, gdzie transmitowany był obraz z wnętrza kościoła.- Chcieliśmy oglądać bazylikę i trumny prezydenckiej pary, a nie rozmowy dziennikarzy. Przyjechaliśmy tu z daleka, by uczestniczyć w pogrzebie, a oglądamy rozmowy w studiu.
http://fakty.interia.pl/raport/lech-kaczynski-nie-zyje/news/precz-z-tvn-ludzie-chcieli-obrazu-z-kosciola,1466455,6911

W czasie gdy TVP transmitowała obraz z bazyliki Mariackiej, w TVN goście programu Bogdana Rymanowskiego, m.in. Jarosław Gowin i Ryszard Kalisz, dyskutowali na temat prezydentury Lecha Kaczyńskiego. To przelało czarę goryczy. Obsługa techniczna została zmuszona do wyłączenia telebimów z logo TVN. W tym samym momencie, gdy wyłączono telebimy, na Rynku rozległy się brawa. Skandowali niemal wszyscy zgromadzeni na krakowskim Rynku. Jednoznacznie kojarzą oni telewizję TVN z telewizją rządową, która była przez cały czas urzędowania prezydenta Kaczyńskiego pierwszym narzędziem do jego zwalczania. Ludzie jednoznacznie to oceniają. Dlatego dzisiejsze wylewanie łez przez redaktorów TVN jest przez nich odbierane jako hipokryzja.
http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100419&typ=aa&id=aa33.txt

Grabarze żałoby czyli Wajda, Kutz pokazali kim są.
http://blog.rp.pl/feusette/2010/04/22/grabarze-zaloby

Prawie 4 tys. dziennikarzy relacjonowało pogrzeb Lecha i Marii Kaczyńskich.
http://wiadomosci.wp.pl/kat,119674,title,Prawie-4-tys-dziennikarzy-relacjonowalo-pogrzeb,wid,12184686,wiadomosc.html

Sondaż TNS OBOP. Respondenci ocenili też prezydenturę zmarłego tragicznie Lecha Kaczyńskiego. Według 68 proc. badanych był on niesprawiedliwie atakowany przez media. 81 proc. respondentów oceniło, że Lech Kaczyński dobrze wypełniał obowiązki prezydenta, przeciwnego zdania było 16 proc., 3 proc. badanych nie miało zdania. 91 proc. badanych wskazało, że w dniach katastrofy pod Smoleńskiem, powrotu do Polski jej ofiar oraz pogrzebu pary prezydenckiej odczuwało poczucie wspólnoty (nie odczuło go 8 proc.), u 93 proc. wydarzenia ostatnich dni wzbudziły żal (nie odczuwało go 7 proc.), 81 proc. respondentów odczuwało niedowierzanie (takiego uczucia nie doświadczyło 17 proc.),
http://www.dziennik.pl/wydarzenia/article593684/Polacy_Niesprawiedliwe_ataki_na_prezydenta.html

Dla nich nieznośne było to, że ich wieloletni trud nad psuciem wizerunku Lecha Kaczyńskiego dobrze służącego interesom Polski, został "zmarnowany" przez prawdę, która wyszła na światło dzienne. Że te karykaturalne wykrzywienia, pracowicie konstruowane przez ostatnie lata, zostały rozbite. Okazało się, że mamy do czynienia z mężem stanu, który myślał szeroko o sprawach Polski, który wolał bronić dalekiego kraju przed inwazją mocarstwa, by to niebezpieczeństwo nie przyszło bliżej naszych granic, który bronił prawa innego kraju do suwerennej decyzji po to, by w przyszłości Polska nie musiała ulegać dyktatom, który dobrze zrozumiał, że Unia Europejska jest miejscem, gdzie poważni przywódcy, jak Angela Merkel, Nicolas Sarkozy, walczą o interesy swoich narodów. To samo czynił Lech Kaczyński, z tą różnicą, że tamtych rodzime media wspierały, a jego główne media w naszym kraju deptały. http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=po&dat=20100421&id=po41.txt

A oto jak dzisiaj na Onet.pl Lech Wałęsa wspomina zmarłego Lecha Kaczyńskiego: „Z czasów współpracy ze mną wspominam go dość dobrze. Wykonywał to, co mu poleciłem. Pilnowałem, żeby to wykonał dobrze i on to wykonywał średnio dobrze, a więc za to dziękuję. Wspaniała walka. Zwycięstwo i demokracja ustawiły nas inaczej. On nie miał szansy iść tą drogą, którą maszerowałem ja, więc wybrał populizm i demagogię. I z niej skorzystał. ”Ja widać, w niedzielę na Wawelu pochowaliśmy demagoga i populistę, średniego pomagiera Lecha Wałęsy. To pokazuje, jak różne mogą być style polemiki – ten pomiędzy marszałkiem Jurkiem i mną, oraz ten Lecha Wałęsy z Lechem Kaczyńskim. Wałęsie jest o tyle łatwiej, że polemizuje ze zmarłym - może i dobrze, że prezydent Kaczyński nie musi już tego wysłuchiwać. Cała wypowiedź Wałęsy jest na podobnym skrajnie niskim poziomie.
http://migal.salon24.pl/173904,o-roznicy-miedzy-lechem-walesa-a-markiem-jurkiem
http://niepoprawni.pl/blog/705/podlosc-plugawego-bolka-w-dniach-zaloby

Ważny gest Bogdana Zdrojewskiego nad trumną Janusza Kurtyki, zmarłego pod Smoleńskiem szefa IPN. Minister kultury powiedział, że znał Kurtykę i wcale nie był on taki, jak go przedstawiano. "W tym momencie powinno się pojawić wiele słów - zwłaszcza przepraszam" - powiedział Zdrojewski. "Zdążyłem poznać pana prezesa, zdążyłem dotknąć jego wrażliwości, nienagannych manier, kultury osobistej. I mogę powiedzieć, że nie ma to nic wspólnego z obrazem, który próbowano mu zbudować". Jak mówił minister kultury, dziś Polska żegna "strażnika pamięci", osobę która konsekwentnie szukała prawdy nie z myślą o splendorach, ale z myślą o ojczyźnie. Z kolei wicemarszałek Senatu Zbigniew Romaszewski przypomniał sukcesy Kurtyki. "Dzieje IPN nie były łatwe, nie były proste i nadal nie są proste (...). Jego wizja Instytutu, jego energia, jego talent organizacyjny spowodowały, że to przywrócenie historii zaczęło być możliwe" - mówił Romaszewski o tragicznie zmarłym w katastrofie lotniczej prezesie. Zaznaczył, że Kurtyka wygrał walkę o przywrócenie prawdy. "Wygrałeś, bo prawda o Katyniu, do którego jechałeś, dotarła do wszystkich na całym świecie. Bo wykształciłeś tysiące młodych historyków, którzy tej prawdy nie porzucą (...). Przywróciłeś naszemu krajowi historię, tożsamość" - zaznaczył Romaszewski. "Kustoszu narodowej pamięci, spoczywaj w pokoju" - dodał.
http://www.dziennik.pl/katastrofa-smolensk/article593616/Wymowne_przepraszam_nad_trumna_Kurtyki.html

Profesor Jadwiga Staniszkis: Dlaczego popieram kandydowanie J. Kaczyńskiego. Nie chodzi o millenaryjny mit "dokończenia rewolucji". I na pewno nie - o oddanie w ten sposób hołdu ofiarom, które próbowały zachować wierność wartościom. Moje racje są jak najbardziej praktyczne. Jeśli bowiem jest prawdą (podkreślam "jeżeli", bo znam to tylko z drugiej ręki), że bezpośrednio (4 godziny) po tragedii było włamanie do mieszkania Ś.P. Szczygły (zginął laptop), podobny fakt zdarzył się w Krakowie w domu Wassermanna, a także - przeszukano szuflady Ś.P. Kurtyki (co zresztą być może zradykalizowało IPN), to mnie to wystarczy. Nie chcę, by luzackie rządy Platformy przekształciły się w rządy mafii politycznej. I jeżeli dowiaduję się, że wśród osób żyjących w Polsce w skrajnej biedzie, aż jedną trzecią stanowią dzieci i młodzież do lat 18 ( i że stanowi to aż 17% tej kategorii wiekowej), to widzę, że polityka społeczna i prorodzinna Platformy okazała się nieskuteczna. Jeżeli Europejski Bank Centralny bierze stronę nieżyjącego Prezesa NBP Skrzypka w sprawie rezerw (w sporze z ministerstwem finansów), to kto tu jest liberałem? To rząd Jarosława Kaczyńskiego obniżał podatki. A Kluzik-Rostkowska rozpoczęła sensowny program polityki wspomagania ubogich rodzin. Potrzeba nam nie malowanego prezydenta (Komorowski), nie prezydenta o biografii zakorzenionej w minionej epoce (Olechowski), ale kogoś, kto jeszcze nas poderwie do walki o Polskę silną, solidarną i przestrzegającą prawa. I sprawiedliwości.
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Dlaczego-popieram-kandydowanie-J-Kaczynskiego,wid,12197463,felieton.html

Socjologia polska była raczej krytyczna wobec przemian ostatniego dwudziestolecia. To polscy socjologowie, a nie publicyści, pierwsi opisywali i udowadniali m.in. takie zjawiska, jak kapitalizm polityczny, uwłaszczenie nomenklatury, rolę niejawnych grup interesów, wykluczenie społeczne i kulturowe, blokady awansu społecznego i edukacyjnego czy zdradę nowych elit w kwestii wsparcia dla oddolnej, obywatelskiej samoorganizacji społecznej.
http://www.rp.pl/artykul/465561.html

Śp. prezes Sławomir Skrzypek odnosi pośmiertne zwycięstwo. Zamach platformerskiego rządu na niezależność NBP (pisałem o tym szerzej kilka tygodni temu) spotkał się z bardzo surową odprawą Europejskiego Banku Centralnego. Na łamaniu prawa i elementarnych zasad bankowości przez nominowańców PO w Radzie Polityki Pieniężnej nie zostawili też suchej nitki niezależni eksperci, między innymi z PricewaterhouseCoopers. Oczywiście, obie wspomniane instytucje dołączyły w ten sposób do długiej listy - jak to ujmuje pewien niezrównoważony wicemarszałek Sejmu - "pisowskich lizusów", niemniej wiadomo, jak jest: unia locuta, causa finta. Jeśli EBC wydał z siebie głos ostrzegawczy, to sprzeczna z prawem uchwała RPP o przekazaniu 4 miliardów złotych na bieżące potrzeby budżetu zamiast na rezerwę stabilizacyjną, idzie do kosza. Nie znaczy to jednak, że perspektywa wydojenia NBP przez zadłużony po uszy rząd, przypominająca działania rządu greckiego sprzed lat kilku, przestaje już straszyć. Sześcioro wspomnianych członków RPP z ramienia koalicji rządowej jak jeden mąż natychmiast wystąpiło z kolejną próbą, skądinąd jeszcze bardziej kuriozalną, bo teraz chcą oni zmienić wstecz dokument, który już wcześniej zaakceptowali, i w inny sposób naliczyć zysk NBP. Wszystko w tym samym celu - nie kijem, to pałką - wydojenia NBP na cztery miliardy. Przypomnę, że pp. Winiecki i Bratkowski, spytani publicznie, czy prawdą jest, że takie zadanie (wytransferowania z NBP do Ministerstwa Finansów czterech miliardów) postawiła im partia, której zawdzięczają nominacje, dostali przed kamerami czegoś w rodzaju ataku szału, u tego pierwszego połączonego z atakiem tzw. koprolalii. Upór, z jakim podejmują kolejną próbę, wyjaśnia chyba wszystko. Gwoli uczciwości - prof. Winiecki bynajmniej sugestii nie zaprzeczył, a tylko nabluzgał dziennikarzom.
http://fakty.interia.pl/felietony/ziemkiewicz/news/pisowskie-lizusy-sa-prawie-wszedzie,1468974

Piotr Wiesiołek zastępujący tragicznie zmarłego prezesa NBP może zapłacić stanowiskiem, jeśli nie zgodzi się na wyprowadzenie rezerw z banku centralnego do budżetu. Czy Komorowski szantażuje NBP? - Decyzja rządowej większości w Radzie Polityki Pieniężnej o zwróceniu się do Zarządu NBP o ponowne skalkulowanie ryzyka i oszacowanie rezerwy na ryzyko kursowe jest formą szantażu: "Jak nie zrobicie po naszej myśli - powołamy nowego prezesa NBP" - potwierdza jeden z członków RPP proszący o zachowanie anonimowości. NBP oszacował ryzyko zmiany kursów walutowych, jakie mogą wystąpić na przestrzeni 10 dni, a nie w skali jednego roku. Według tego wyliczenia odpis na rezerwę kursową umieszczony w sprawozdaniu wynosi 4,2 mld złotych. Sprawozdanie zostało pozytywnie ocenione przez jedną z największych międzynarodowych firm audytorsko-doradczych PriceWaterhouseCoopers. Im wyższy jest odpis na rezerwę wliczany w koszta, tym mniejszy zysk NBP przekaże do budżetu. Krzysztof Rybiński, były wiceprezes NBP, przekonuje, że zarząd banku centralnego nie powinien korygować w dół rezerwy w sprawozdaniu, a raczej ją podwyższyć, ponieważ została ona wyliczona na minimalnym możliwym poziomie. Warto podkreślić, że tuż po katastrofie prezydenckiego samolotu, w której zginął prezes NBP Sławomir Skrzypek, marszałek Sejmu zapowiedział, że wskazanie kandydata na nowego prezesa będzie jedną z pierwszych jego decyzji. Komentatorzy ocenili, że Komorowski powinien jednak pozostawić tę decyzję nowo wybranemu prezydentowi, ponieważ sytuacja finansowa jest stabilna i nie zachodzi konieczność natychmiastowej obsady stanowiska. Ustawa mówi, że w razie nieobecności prezesa NBP jego funkcję obejmuje pierwszy zastępca prezesa, którym jest Piotr Wiesiołek, i to właśnie on przejął stery banku. W następnych dniach marszałek, pod naciskiem rynków finansowych zaniepokojonych perspektywą nominacji szefa banku centralnego z grona osób związanych z koalicją rządową, nieco wyhamował swoje zapędy. Dał jednak do zrozumienia, że będzie podejmował decyzje w zależności od wyniku sporu zarządu NBP z Radą Polityki Pieniężnej, gdzie większość mają członkowie nominowani z rekomendacji koalicji rządzącej. Po ostatnim posiedzeniu RPP Elżbieta Chojna-Duch zapytana, co będzie, jeśli zarząd banku nie zmieni sprawozdania, odpowiedziała, że Rada będzie się zastanawiać, co zrobić, ale oświadczyła, że są też inne różne procedury...
http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100424&typ=po&id=po21.txt
http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100422&typ=po&id=po01.txt

To prof. Franciszek Ziejka, były rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, doprowadził do zmiany miejsca pochówku prof. Janusza Kurtyki, który miał spocząć obok ks. Piotra Skargi w krypcie kościoła św. Piotra i Pawła w Krakowie. Prof. Ziejka w 1978 r. został zarejestrowany przez SB jako kontakt operacyjny „Zebu”. Franciszek Ziejka twierdzi, że jego interwencja w sprawie miejsca pochówku prof. Kurtyki nie miała podtekstu osobistego. Tymczasem to w aktach Instytutu Pamięci Narodowej odnaleziono dokumenty na temat jego rejestracji przez komunistyczną służbę specjalną. Według naszych rozmówców z Uniwersytetu Jagiellońskiego prof. Ziejka sprzeciwiał się lustracji naukowców i był w konflikcie z prof. Januszem Kurtyką.
http://www.niezalezna.pl/article/show/id/33352

Polska łamie przepisy, stosując 7 proc. podatku na odzież dla niemowląt i obuwie dla dzieci - uważa Komisja Europejska. KE zarzuca nam niezgodne z art. 98 dyrektywy 2006/112/ WE w powiązaniu z załącznikiem III do tej dyrektywy stosowanie 7 proc. VAT na ubranka dla niemowląt oraz obuwie dziecięce zamiast stawki podstawowej, która w naszym kraju wynosi 22 proc. Czeka nas zapewne rychły wzrost podatku.
http://www.rp.pl/artykul/4,465555_Prawo_UE_a_polityka_prorodzinna.html

Podczas gdy w stolicy odbywały się uroczystości żałobne związane z uczczeniem ofiar katastrofy pod Smoleńskiem, w mieście otwarta była większość wielkich centrów handlowych. Kompletny brak wychowania ludzi na stanowiskach kierowniczych musi niepokoić, w końcu ludzie ci uważają się za elity.
http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=po&dat=20100421&id=po42.txt

Komorowski jest odklejony od społeczeństwa. Świadczą o tym reakcje ludzi na dwa przemówienia Bronisława Komorowskiego na uroczystościach upamiętniających tragedię pod Smoleńskiem. "Pierwsze na placu Piłsudskiego w Warszawie, drugie w kościele Mariackim w Krakowie. W tym pierwszym przypadku po jego przemówieniu nikt, słownie nikt, nie zaklaskał. Co więcej - po marszałku wystąpił Maciej Łopiński z pięknym i wzruszającym wspomnieniem o Lechu Kaczyńskim i pani Marii. Dostał burzę oklasków, bo w istocie - to było wspaniałe i płynące prosto z serca przemówienie" - pisze na swoim blogu Marek Migalski. "W Krakowie było podobnie - po słowach Bronisława Komorowskiego nastąpiły krótkie i raczej zdawkowe oklaski. Po marszałku głos zabrał Janusz Śniadek, szef Solidarności. Jego przemówienie było wielokrotnie przerywane oklaskami, a na koniec Śniadek dostał kilkudziesięciosekundowe standing ovation" - dodaje europoseł. Z przemówieniami Komorowskiego coś jest nie tak. Tym bardziej, że "można spokojnie uznać, że są naprawdę niezłe, więcej - po prostu dobre!". Europoseł PiS znalazł przyczynę tak chłodnego przyjęcia przemówień marszałka. "Marszałek nie chce lub nie może wczuć się w nastroje społeczne i odczucia swojego narodu. Jest jakiś odklejony od przeżyć polskiego społeczeństwa, nie potrafi nawiązać kontaktu z ludźmi. Jego słowa brzmią jak pogadanki z młodzieżą na zlotach harcerskich. Brak w nich empatii, żaru, przekonania" - twierdzi Migalski. "I myślałem, że to są tylko odczucia pisowca, a więc z natury rzeczy ogląd raczej subiektywny. Ale wczoraj co najmniej kilku dziennikarzy zauważyło ten sam fakt, to samo podkreślało. Co więcej, podobno także w samej PO odczucia są te same - że marszałek jest jakoś dziwnie wyalienowany z tego wszystkiego, co dzieję się z nami w ciągu ostatnich kilku dni. I podobno zaczynają się w Platformie poważne dyskusje, czy podjęto słuszną decyzję w prawyborach. Ale co oni mogą zrobić? Niech się cieszą, że nie wybrali Sikorskiego z jego okrzykiem „były prezydent Lech Kaczyński”” - pisze Migalski.
http://www.dziennik.pl/polityka/article591371/Komorowski_odklejony_od_spoleczenstwa.html

Przemówienie na placu Piłsudskiego było okazją, aby marszałek Komorowski lojalnie oświadczył, że ponieważ korzysta z uprawnień, których nie nadał mu Naród, zatem okaże się lojalnym i taktownym kontynuatorem wybranego przez Naród prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Takie zapewnienie jednak nie padło. A przecież na to czekał Naród. W takim stanie rzeczy mówienie o wspólnocie bez osobistej szczerości i bez wskazania podstawowej płaszczyzny dialogu, zwłaszcza gdy siły polityczne wskutek zaistniałego nieszczęścia rozkładają się zupełnie niesymetrycznie, nie jest wiarygodne. Ten brak symetrii zagraża demokracji, ponieważ miliony Polaków nie mają odpowiednio silnego przedstawicielstwa. Jedność i wspólnota nie może polegać na tym, że będziemy robić to, co Platformie się podoba, bo ma wszędzie polityczną przewagę.
http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=aa&dat=20100419&id=aa75.txt

Po uroczystościach pogrzebowych na Cmentarzu Srebrzysko w Gdańsku-Wrzeszczu miał miejsce incydent. Ok. godz. 18.30 - gdy trwało zakopywanie grobu Anny Walentynowicz - podjechał pod sam grób samochód z delegacją Marszałka Sejmu. Chwiejnym krokiem zanieśli wieniec od Bronisława Komorowskiego. Jeden z nich był wyraźnie „zmęczony”. Panowie wnieśli wieniec pod grób. Przywieziony fotograf zrobił im pamiątkowe zdjęcie - do archiwum sejmowego. Delegacja położyła wieniec tuż przed zakopywanym właśnie grobem. Natychmiast zameldowali komórką Marszałkowi, że zadanie wykonane - wieniec jest na miejscu. Nasz reporter zamienił kilka zdań z jednym z członków tej spóźnionej delegacji Marszałka. Nie ujawnił, dlaczego dopiero 2,5 godziny po ceremonii żałobnej, bez świadków, bez rodziny, Przyjaciół Anny Walentynowicz podkładają wieniec od Marszałka Bronisława Komorowskiego. Reporter otrzymał od niego wizytówkę: Waldemar Strzałkowski. Doradca Marszałka Sejmu, ul. Wiejska 4/6/8.Osoby obecne podczas tego składania wieńca nie kryły zażenowania. Nie chodziło o to, że wieniec spóźniony, że przywieziony ukradkiem - po ceremonii pogrzebowej - i położony "tak sobie" - aby odnotować w protokole. Czego Marszałek się wstydził, dlaczego - jeżeli już nie sam (chociaż wiadomo, że był dzisiaj w Gdańsku, na pogrzebie śp. Macieja Płażyńskiego) to jego przedstawiciele nie uczestniczyli w pogrzebie i nie złożyli wieńca honorowo i uroczyście. Jednakże najbardziej zbulwersowało, że panowie ze spóźnionym wieńcem szli "chwiejnym krokiem". A od Pana Doradcy Marszałka, który złożył wieniec i bełkotliwym głosem rozmawiał z reporterem po prostu - cuchnęło alkoholem... Pod drugim linkiem odpowiedź redakcji na ataki mediów, na przykład „Gazety Wyborczej”.
http://www.portalpomorza.pl/aktualnosci/15/12389
http://www.portalpomorza.pl/aktualnosci/15/12400

Kreml nie przeprosił za masakrę waszych oficerów i, co ważniejsze, nie przekazał wam dokumentów z postsowieckich archiwów dotyczących zbrodni katyńskiej, na których tak bardzo wam zależy. Nie ujawnił nazwisk winnych masakry, nie chce wznowić śledztwa. Czyli nie dał wam nic oprócz kilku gładkich, ogólnych stwierdzeń na polsko-rosyjskich uroczystościach w Katyniu 7 kwietnia. Po katastrofie w Polsce znów chwalono zachowanie Putina. Pojawiły się nadzieje, że stosunki Moskwa - Warszawa będą teraz lepsze. Bardzo to poczciwe, ale obawiam się, że również bardzo naiwne. Putin działa według protokołu. To, co robią Rosjanie, jest standardem. To absolutne minimum. Gdy na twoim terytorium dochodzi do takiej katastrofy, to normalne, że wyrażasz żal, pomagasz w śledztwie. Proszę sobie wyobrazić, że takie nieszczęście, uchowaj Boże, wydarzyłoby się w Polsce. Na waszym terytorium ginie przywódca innego państwa. Co robicie? To samo, co teraz robią Rosjanie. Ekscytowanie się tym, że rosyjskie władze po prostu zachowują się normalnie, wydaje mi się więc nieporozumieniem. Przypomina mi to stary sowiecki dowcip. Pewien człowiek opowiada: „Spotkałem Lenina, spojrzał na mnie, odwrócił się i poszedł. A przecież mógł mnie zabić!”. Niech Polacy nie dadzą się jednak zwieść. Liczą się czyny, a nie gesty.
http://www.rp.pl/artykul/464052_Bukowski__Kreml_nie_przeprosil_was_za_Katyn.html

Rosjanie opóźniali konwój z Jarosławem Kaczyńskim? Portal polskieradio.pl dotarł do nieznanych okoliczności dziwnej podróży z 10 kwietnia 2010, gdy Jarosław Kaczyński jechał na miejsce katastrofy prezydenckiego samolotu. Z Witebska do granicy białorusko - rosyjskiej pędzili błyskawicznie, już na terenie Rosji autobus wiozący Jarosława Kaczyńskiego, który miał rozpoznać ciało brata, gwałtownie zwolnił. Przebycie ponad 100-kilometrowej trasy z Witebska na miejsce tragedii zajęło polskiej delegacji - pilotowanej przez radiowozy - prawie 3 godziny. „Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo, że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h”. „Ponieważ wyglądało to na sabotaż zatrzymaliśmy się i spytaliśmy konwojujących nas milicjantów co się dzieje. Odpowiedzieli, że takie mają rozkazy”. Ok. 20 kilometrów przed Smoleńskiem polski autokar został wyprzedzony przez konwój, wiozący na sygnale premiera Donalda Tuska, który także jechał na miejsce tragicznego wypadku. Tusk wylądował w Witebsku kilkadziesiąt minut po przybyciu na Białoruś samolotu Jarosława Kaczyńskiego. O 20.40 Bielan pisze na Twitterze: „Wjechaliśmy do Smoleńska. Strasznie się boję tego co zobaczymy”.  Później polski autokar jeszcze przez pół godziny krążył po mieście, by w końcu dotrzeć do miejsca katastrofy. W tym czasie szef polskiego rządu rozmawiał z premierem Władimirem Putinem, obaj politycy złożyli kwiaty w miejscu tragedii. Putin promuje swojego człowieka w Warszawie?
http://www.polskieradio.pl/wiadomosci/swiat/artykul155655.html

Lech Kaczyński był pierwszym Prezydentem RP, który sprawował ten urząd w sposób godny. Nie musiał kręcić ani niszczyć archiwalnych dokumentów, by ukryć cokolwiek ze swej przeszłości, nie cwaniaczył i nie chwiał się na nogach. Uparcie wraca do mnie fragment książki Michała Karnowskiego i Piotra Zaremby "O dwóch takich", gdzie Lech Kaczyński opowiada o swojej pierwszej sprawie, jaką prowadził w biurze interwencyjnym KOR. Wysłano go wtedy do jakiejś zapadłej wsi, gdzie miejscowy chłop szukał pomocy przeciwko gnębiącej go władzy. Nie był to żaden polityczny działacz, żaden opozycjonista, po prostu zwykły, niewykształcony chłop, którego część gospodarstwa akurat się spodobała sitwie jakichś miejscowych kacyków. I, zgodnie z komunistycznym prawem, które dawało władzy taką możliwość, odebrano mu ten kawał ziemi z paragrafu o jej "niewłaściwym wykorzystaniu". Chłop, choć perswadowano mu, żeby nie podskakiwał, nie chciał się z tym pogodzić, pisał odwołania, zażalenia, aż w końcu dotarł ze swą sprawą do KOR-u, który przysłał dla zbadania sprawy na miejscu młodego prawnika, Lecha Kaczyńskiego. Kiedy miejscowi cwaniacy zobaczyli, że wokół sprawy robi się smród, że przyjeżdża jakiś facet z Warszawy, robi się polityczna sprawa, o której zaraz zacznie mówić "Wolna Europa", na wszelki wypadek tego chłopa zabili. Miejscowy prokurator umorzył sprawę, stwierdzając, że facet wpadł do studni wypadkiem, ziemię wziął, kto miał wziąć, może wybudował na niej wyciąg, może jakiś inny interes. Gdzie dziś są ci partyjnie cwaniacy, ten prokurator, urzędnicy, których rękami bezprawia dokonano? Jeśli jeszcze żyją, to na pewno żyją w dostatku. Co ważniejsze, takie sprawy zdarzają się przecież nadal. Wystarczy porozmawiać z każdym dziennikarzem śledczym, a sypnie przykładami, w których nic nie można zrobić, nic pomóc, bo prokurator orzekł, sąd klepnął, a bywa, że i pokrzywdzeni czy świadkowie poginęli w nieszczęśliwych wypadkach, jeśli nie mieli dość rozumu, żeby w porę odwołać zeznania. Uważam, że ta pierwsza, nieudana sprawa, którą rozpoczął swą działalność publiczną Lech Kaczyński, w jakiś sposób na nim ciążyła. Ciążyła mu świadomość, że po 20 latach zmian tak niewiele się w wolnej już Polsce zmieniło. Jeśli używał często wyszydzanego przez syty i zadowolony establishment III RP słowa "układ", to dlatego, że on, wieloletni działacz opozycji i "Solidarności", dobrze ten układ znał i wiedział, o czym mówi.
http://fakty.interia.pl/felietony/ziemkiewicz/news/prezydent-ktory-nie-mial-luk-w-pamieci,1464402

Warto teraz powrócić do godzin porannych 10 kwietnia oraz haniebnej akcji i próby obarczenia winą za katastrofę samego Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Najpierw dziennikarze TVN24 apelowali aby w takim tragicznym momencie nie spekulować, po czym z uporem maniaka eksploatowali temat cztero- bądź pięciokrotnej próby lądowania prezydenckiego samolotu. Dlaczego aż tyle razy i wbrew logice? - pytali. Trzeba więc było poszukać jakiegoś "wybitnego eksperta", który by to wstrząśniętym widzom wyjaśnił. Nie było nic prostszego, jak zapytać pierwszego lepszego pilota z LOT-u czy któregoś z najbliższego aeroklubu, by ta wersja szybko upadła, jako po prostu w warunkach pokojowych nie możliwa i niezgodna z procedurami. Tymczasem TVN24 wybrał się - nie wiedzieć czemu - aż do Wrocławia, i dzięki temu na ekranie zadebiutował prof. Tomasz Szulc z tamtejszej politechniki, który stwierdził, że:...zawiodła absolutnie asertywność pilota, który uległ presji "prezydenta" lub jego otoczenia i próbował nie raz, nie dwa, a cztery razy, podchodzić do lądowania! Konsekwencje lądowania na innym lotnisku były "straszne", opóźnienie w uroczystościach lub nawet ich odwołanie......Czy decyzja pilota była słuszna - co więcej przeczy ona jego profesjonalizmowi! Przecież każdy wie, że tylko w czasie działań wojennych ląduje się do skutku. Dziś ryzyko, które podjął pilot, było tylko i wyłącznie spowodowane strachem i presją, niestety presją, którą wywarł na pilocie sam prezydent czy jego "najbliższe otoczenie"......Oglądając komentarze zagranicznej prasy, i jedyne wnioski z nich płynące, że to pilot popełnił błąd, pozwolę sobie skomentować: wątpię. Takiej głupiej decyzji nie podjął sam, nie ryzykowałby życia swojego i innych "vipów" na pokładzie... W tym czasie tłum przed pałacem prezydenckim „złowrogo” gęstniał i dziennikarze ze stajni Waltera jeszcze tylko raz podjęli nieśmiałą próbę eksploatowania „eksperta” Szulca, po czym widząc tłum, zapewne zaczęli wątpić w swoją skuteczność. Komunikat o tym, że według zapisu w "czarnych" skrzynkach nie było żadnych nacisków na pilota, przyszedł dopiero po dwóch czy trzech dniach. Jaki z tego wniosek? Pesymiści powinni uwierzyć, że nie jesteśmy bezbronni w tej walce z "praczami mózgów", a w swej masie zaczynamy budzić wśród nich lęk, a nawet strach. Jeżeli w ten sposób wymusimy na nich choć odrobinę przyzwoitości, to zawsze jest to "coś". Na moralność, etykę i uczciwość w mediach póki co nie możemy liczyć.
http://www.niezalezna.pl/article/show/id/33364

I już „Wyborcza” na dwóch stronach w czterech (!) tekstach krytykuje pomysł pochówku na Wawelu. W tym na pierwszej stronie apel komentarz podpisany kuriozalnie „redakcja GW”. Naprawdę cała? Ilu ludzi tam pracuje? Pięćset? Tysiąc? Naprawdę wszyscy jednomyślnie, na pierwszej stronie przeciw? A może jakiś jeden szaraczek jest za? I już „Polska The Times” na pierwszej stronie pisze „Decyzja podzieliła Polaków”. Ejże, grupka gości z głupim transparentem i już wystarczy? Już mamy podzielony naród? Jak dwustu demonstrantów przyjdzie pod Tesco z transparentem „Precz!”, to „Polska The Times” napisze „Tesco podzieliło Polaków”??? Gdy jedno szykują się dowojny polsko-polskiej pod sztandarem wawelskim, w „Dzienniku Gazecie Prawnej” ciekawy cytat z „Business Week” – „Partia premiera Donalda Tuska będzie miała większą swobodę w forsowaniu reform, które są konieczne dla poprawy stanu finansów publicznych”. Oto nadchodzi piękna egzegeza ostatnich wydarzeń: Wielki Hamulcowy złożony wkrótce zostanie do grobu, dopiero teraz nam gospodarka przyspieszy, że hej! Brawo „Business Week”, brawo „DGP” za wytłuszczenie cytatu na pierwszej stronie! To prawie tak piękne jak analiza Jacka Żakowskiego w poniedziałkowej „Polityce”, gdzie dowodził, że Lech Kaczyński skupiał wokół siebie umiarkowanych pisowców (ergo – dobrych pisowców). Czyli dobrzy odeszli, zostali ci źli. Brawo raz jeszcze. Wczoraj wieczorem byłem gorącym przeciwnikiem pogrzebu na Wawelu. Po przeczytaniu dzisiejszych gazet, już go całym sercem popieram.
http://blog.rp.pl/gociek/2010/04/14/kto-gra-wawelem

Obrońcy polskich królów z GW Jan Pietrzak. Dowcipnie wykazuje intencje krytyków pochówku Lecha Kaczyńskiego na Wawelu.
http://www.youtube.com/user/egida1#p/a/u/0/8WgZ4RDaj5E

Ulubieni dziennikarze i komentatorzy salonu zerwali żałobę narodową, by oddać się swej ulubionej rozrywce: opluwaniu Jarosława Kaczyńskiego. Medialne kłamstwo w sprawie pogrzebu pary prezydenckiej na Wawelu przybrało formę śniegowej kuli. Kolejne etapy tej manipulacji pokazują także mechanizm "eksportu" kłamstw do mediów światowych. Mechanizm znany z przeszłości, regularnie wykorzystywany i przynoszący wielką satysfakcję samym "eksporterom". Przede wszystkim jednak jest to tekst o kopaniu leżącego. O niszczeniu człowieka, który kilka dni wcześniej stracił brata, którego matka od wielu tygodni w ciężkim stanie leży w szpitalu. Liczne cytaty mówią same za siebie.
http://www.rp.pl/artykul/2,464545.html

O panu Wajdzie opowiadano w środowisku filmowym, że czekając na Oskara za film "Katyń" rozgłaszał już na prawo i lewo, żeby przekazać to, gdzie trzeba, iż nie życzy sobie, aby go potem zapraszał prezydent. Cóż, może to plotka - ale niewątpliwym faktem jest, że już podczas premiery filmu, zwracając się do przybyłych, manifestacyjnie zignorował obecność na sali prezydenckiej pary. Żeby nikt nie miał wątpliwości, że to "ich prezydent". Że pan Wajda jest ponad tę tłuszczę, która "to" wybrała, pan Wajda ma gdzieś taką demokrację, w której zamiast podobnych mu elit o obsadzie najwyższego urzędu decyduje przypadkowa większość. We współczesnej Polsce, jak w każdym zresztą kraju postkolonialnym, ta pogarda i wyższość są szalenie ważne. Widać to było i w czasie żałoby, na którą "elita" patrzyła z podobną pogardą, z jaką zanglicyzowani czy sfrancuzieni drobni oficjaliści w afrykańskich koloniach, czujący się już prawie białymi, patrzeć musieli na swoich współplemieńców odprawiających tradycyjne rytuały. Pan Wajda zrobił to, czego się po nim należało spodziewać - wyraził irytację podobnych sobie "elit". Zrobił to z właściwą im obłudą, udając zatroskanie, aby "nie dzielono Polaków". Choć nie jest przecież idiotą (chyba?) i wiedział, że kardynał nie zmieni raz podjętej decyzji, że jego błazeński apel jest tylko zwykłym szczuciem i judzeniem
http://fakty.interia.pl/felietony/ziemkiewicz/news/pokaz-swoje-autorytety,1466689,2789

Oto jak najważniejsi politycy w Polsce lżyli Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
http://jacquesblutoir.blogspot.com/2010/04/verba-volant-scripta-manent.html
http://www.youtube.com/watch?v=e6lwqoOzqsk

Obelżywe pod adresem ofiar katastrofy w Smoleńsku e-maile przesłane do redakcji portalu krytycznego wobec PO. Ostrzegam, że to szokująca lektura.
http://www.tuskwatch.pl/index.php/informacje/ksiega-kondolencyjna-lemingow

Rzut oka na stronę internetową „Gazety Wyborczej”. W niej dzień po dniu dwa ciekawe teksty. W pierwszym drwiący passus z telewizyjnych Wiadomości: „Dowiadujemy się, że młody reporter „Wiadomości” dokonał szokującego odkrycia: lampy mające wskazywać polskiemu pilotowi drogę lądowania nie działały jak należy. A właściwie - niektóre w ogóle nie działały.” Wiadomo, TVP szerzy teorie spiskowe. Ale, jeśli obejrzymy wczorajsze wydanie serwisu wiadomosci.gazeta.pl, odkrywamy, że teoria spiskowa się rozszerza.  „Polska prokuratura chce, by strona rosyjska ustaliła kto, w jakim zakresie i po co wykonywał prace przy oświetleniu lotniska w Smoleńsku bezpośrednio po katastrofie prezydenckiego samolotu. Zwrócono się o to w nawiązaniu do informacji prasowych, według których niedługo po katastrofie, a przed przylotem na miejsce premiera Rosji Władimira Putina i premiera RP Donalda Tuska, wymieniano żarówki w oświetleniu pasa lotniska. Padały sugestie, że oświetlenie wcześniej mogło być niesprawne. ”Ha, jednak materiał „Wiadomości” nie poszedł na marne, a spisek wcale nie jest spiskiem. Choć wątpię, by autorka złośliwego komentarza żałowała swych słów.
http://blog.rp.pl/szuldrzynski/2010/04/21/pozalobny-deficyt-zdrowego-rozsadku

Prezydencki minister Andrzej Duda poprosił Bronisława Komorowskiego, który pełni obowiązki głowy pastwa, by skierował do Trybunału Konstytucyjnego ustawę o Instytucie Pamięci Narodowej. Uzasadniał, że taka była wola zmarłego tragicznie prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Pan prezydent przed swoją śmiercią rozmawiał ze mną na temat ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej i nakazał mi przygotowanie wniosku do Trybunału Konstytucyjnego w sprawie tej ustawy w trybie prewencyjnym, to znaczy blokującym jej wejście w życie do czasu rozstrzygnięcia przez Trybunał, co do zgodności jej zapisów z konstytucją - powiedział Duda.
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Dylemat-Komorowskiego-wypelnic-wole-zmarlego-prezydenta-czy-kolegow-z-PO,wid,12191990,wiadomosc.html

W sobotę, dzień przed pogrzebem Pary Prezydenckiej, przeczytałem komentarz. Zastępca redaktora naczelnego pewnej dużej gazety, komentując jeden z programów telewizyjnych, napisał, że ludzie występujący w tym programie "uczynili zmarłego prezydenta wspólnikiem własnych obsesji", znieważyli go, czyniąc zeń "patrona swych podłych myśli". Dalej autor pisze o krytykowanym przez siebie programie telewizyjnym, że "ten sabat czarownic" odbywa się w telewizji publicznej. I że "to musi być publicznie napiętnowane". W trzech linijkach mamy "obsesję", "znieważenie", "podłe myśli", "sabat czarownic" i wezwanie do "napiętnowania". Jaką trzeba mieć psychikę, żeby w trzech linijkach tekstu zawrzeć tak wiele agresywnych określeń?! I to rzekomo w imię walki z agresją. Jeśli w tygodniu żałoby dziennikarzowi, i to nie byle jakiemu, bo współkierującemu ważną redakcją, wylewa się spod pióra tyle brutalnych określeń, to co on napisze za miesiąc, gdy kampania wyborcza będzie w toku? I koledzy tego pana uważają, że jest OK? Że taka kondensacja agresji w trzech linijkach tekstu jest na miejscu? I on będzie dalej zapraszany jako komentator do telewizji! Tymczasem jeśli chcemy choć trochę poprawić jakość debaty publicznej, to ten pan powinien teraz przejść kwarantannę. On bardzo potrzebuje rekolekcji! Mało kto z nas jest wolny od braku powściągliwości, ale stopień nasycenia agresją w różnych mediach jest niejednakowy. W tym króciutkim komentarzu mamy jeszcze sformułowania o "sprofanowaniu żałoby", "nienawiści", "mrocznych pasjach", "niedorzecznych oskarżeniach i podejrzeniach" i o "piekielnej kampanii politycznej". Co musi mieć w głowie środowisko dziennikarskie, w którym zastępca redaktora naczelnego w tygodniu żałoby uważa za właściwe dać upust swoim emocjom w taki sposób? Przy pomocy jakich słów opisać intencje człowieka, który posługuje się takim językiem, z takim ładunkiem złych emocji?
http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=aa&dat=20100419&id=aa13.txt

Były funkcjonariusz Milicji Obywatelskiej w Gdańsku, Janusz S. zeznał przed Sądem Okręgowym w Gdańsku, że Lech Wałęsa w połowie grudnia 1970 r. został zwerbowany do współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa jako agent o pseudonimie "Bolek". - Do 1974 r. prowadziłem teczkę pracy i personalną Lecha Wałęsy jako TW "Bolek". Jego współpraca z SB od chwili pozyskania, między 15 a 17 grudnia 1970 r., była intensywna przez 3-4 miesiące. Spotkania z nim oficerów prowadzących odbywały się kilka razy w tygodniu, a w jednym przypadku 2-3 razy dziennie. Do czerwca 1971 r. Wałęsa dostał za współpracę 20 tys. zł, przy średniej pensji stoczniowca 1600 zł - powiedział Janusz S. Jak zeznał, po spaleniu Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Gdańsku w grudniu 1970 r. na przesłuchania przywieziono autobusem 30 stoczniowców. W tej grupie był też Lech Wałęsa.- Jeden z przesłuchujących Wałęsę oficerów, który wyszedł na papierosa, mówił wówczas "Mamy go. Przysięgał na krzyżyk, że będzie lojalny i będzie z nami współpracował". Widziałem potem na własne oczy napisane odręcznie przez Wałęsę i podpisane takie oświadczenie. Było w nim napisane, że zobowiązuje się do zachowania w tajemnicy współpracy z SB.
http://fakty.interia.pl/tylko_u_nas/najlepiej_oceniane/news/swiadek-w-sadzie-walesa-byl-agentem-bolkiem,1465213,3

To generał Jaruzelski polecił, by dekrety Rady Państwa PRL o stanie wojennym wydrukować z datą 14 grudnia 1981 roku, choć faktycznie opublikowano je 17 grudnia - zeznał świadek w procesie autorów stanu wojennego. Pracownik biura prawnego ówczesnego rządu stwierdził, iż działania te były bezprawne. Drugi poniedziałkowy świadek, inny pracownik biura prawnego URM Jerzy M. zeznał, że po przeczytaniu dekretów stwierdził, iż są one bezprawne, bo Rada Państwa nie miała prawa wydawać dekretów podczas trwającej wtedy sesji Sejmu. W marcu br. inna pracownica - Janina B. zeznawała, że wszyscy pracownicy biura kwestionowali legalność dekretów. "Usłyszeliśmy, że niczego nie można już zmienić" - mówiła. W kwietniu 2007 r. pion śledczy IPN z Katowic oskarżył 9 osób za wprowadzenie stanu wojennego. Po wyłączeniu spraw 3 oskarżonych i śmierci 2 innych, w procesie zostało 4 podsądnych. Jaruzelski, Kania i Kiszczak są oskarżeni o kierowanie lub o udział "w związku przestępczym o charakterze zbrojnym", który na najwyższych szczeblach władzy PRL przygotowywał stan wojenny (za kierowanie nim grozi do 10 lat więzienia; za udział - do 8 lat).
http://www.dziennik.pl/polityka/article590484/Dekret_bezprawny_Ocena_stanu_wojennego.html

Śledztwo umorzone. Agent Tomek działał legalnie. Prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie legalności działań CBA wobec b. posłanki PO Beaty Sawickiej w 2007 r. oraz ewentualnego przekroczenia uprawnień w związku z ujawnieniem przez ówczesnego szefa CBA materiałów ze śledztwa przeciwko niej.
http://fakty.interia.pl/polska/news/sledztwo-umorzone-agent-tomek-dzialal-legalnie,1469133,3

Prezydentura Lecha Kaczyńskiego była rzeczywiście aktywna zwłaszcza w pierwszym okresie. W ostatnim czasie, przypomnę, prezydentowi rząd zabrał samolot... Coś takiego nigdy nie zdarzyło się prezydentom Wałęsie czy Kwaśniewskiemu. Od wyborów w 2007 r. celem partii rządzącej było ograniczenie roli głowy państwa. Atakowano Lecha Kaczyńskiego jako osobę, ale jednocześnie był to atak na urząd Prezydenta Rzeczypospolitej, próba zmiany Konstytucji, żeby nie Naród, lecz Zgromadzenie Narodowe wybierało głowę państwa. Na koniec wypowiedź pana premiera, że prezydentura to tylko "żyrandole i zaszczyty, i pałac", i w gruncie rzeczy nic więcej... Zanim do tego doszło, prezydent Lech Kaczyński prowadził bardzo intensywną politykę europejską. Miał swoich przyjaciół politycznych i sojuszników, należeli do nich m.in. prezydent Litwy Valdas Adamkus, prezydent Czech Vaclav Klaus. O poparcie ze strony głowy naszego państwa zabiegali i Nicolas Sarkozy, i kanclerz Niemiec Angela Merkel. Pamiętam symboliczne spotkanie przywódców europejskich na granicy francusko-niemieckiej, gdy wspólnie szli przez most i była tam taka charakterystyczna scena, kiedy Angela Merkel objęła ramieniem prezydenta Kaczyńskiego, i szli tak razem... Prezydent na czele pochodu przywódców europejskich! Telewizja niemiecka, która nie była mu przychylna, pokazywała tę scenę bardzo dokładnie. Niestety, nie można było tego obejrzeć w polskich mediach. Wywiad z prof. Zdzisławem Krasnodębskim.
http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100417&typ=tk&id=tk21.txt

Sondaż MillwardBrown SMG/KRC. W porównaniu z poprzednim badaniem z drugiej połowie marca Platforma straciła 6 punktów procentowych poparcia, a PiS zyskał 14 punktów procentowych. Spada poparcie dla SLD i PSL. 41% Polaków oddałoby swój głos na PO, Prawo i Sprawiedliwość może liczyć na poparcie 35% wyborców. Ludziom otworzyły się oczy?
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Sondaz-PO-w-dol-PiS-ostro-w-gore,wid,12201067,wiadomosc.html

Jak zauważył Konrad Szymański, deputowany do PE (Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy), w 2005 roku, w 65. rocznicę wydania przez Stalina wyroku śmierci na polskich oficerów, kierownictwo Parlamentu Europejskiego nie przychyliło się do prośby polskich eurodeputowanych o uczczenie podczas sesji PE minutą ciszy pamięci zamordowanych. Z prośbą tą zwrócili się eurodeputowani Zbigniew Zaleski (PO) i Wojciech Roszkowski (PiS), którzy rozesłali też do posłów listy, przypominając o rocznicy Katynia, dołączając kopie dokumentów historycznych. W liście do obu polskich posłów ówczesny przewodniczący PE Josep Borrell napisał, że prośba jest bez wątpienia uzasadniona, ale każdego dnia przypada jakaś tragiczna rocznica, "ponieważ Europa była podzielona przez konflikty, w których zginęły miliony obywateli".
http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=tk&dat=20100417&id=tk12.txt

To nie rodzina zabiegała o Wawel. Ostateczna decyzja o pochówku pary prezydenckiej na Wawelu w Krakowie należała do rodziny zmarłych, jednak to nie rodzina zabiegała o Wawel - powiedział minister w Kancelarii Prezydenta Jacek Sasin. Rodzina na początku chciała rzeczywiście rodzinnego pochówku na Powązkach. Ostateczna decyzja należała do rodziny, ale to nie rodzina zabiegała o Wawel - podkreślił.- Ale rodzina też przyjęła argumentację, która też musiała się pojawić, że nie może to być pochówek rodzinny, że jednak jest to pogrzeb Prezydenta RP, który zginął na urzędzie, podczas pełnienia obowiązków, w dramatycznych okolicznościach, że musi to być w pewnym sensie wydarzenie ogólnonarodowe - wyjaśnił minister. Uzasadnieniem decyzji o pochowaniu Lecha i Marii Kaczyńskich na Wawelu są tłumy gromadzące się od soboty pod Pałacem Prezydenckim. Trumny z ciałami pary prezydenckiej wystawione są na widok publiczny; osoby chcące uczcić ich pamięć czekają na wejście do Pałacu kilkanaście godzin. Ludzie zapalają pod Pałacem znicze i przynoszą kwiaty.
http://fakty.interia.pl/raport/lech-kaczynski-nie-zyje/news/sasin-to-nie-rodzina-zabiegala-o-wawel,1465132,6911

Profesor Zdzisław Krasnodębski socjolog z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie: Chciałbym, by chociaż 10 procent tych emocji było w takim samym stopniu okazywanych przed tragedią i żeby było więcej działań i myśli, a nie odruchów. Nie łudźmy się, ta śmierć będzie na pewno wykorzystywana. Niektórzy ludzie już sobie wiele rzeczy wybaczyli i teraz będą się domagać ciszy o tym, co było przedtem. O tym, jak traktowano dotąd prezydenta czy tych ludzi, którzy tak zginęli. Sądzę, że rozpacz zdecydowanej większości Polaków jest autentyczna. Ale jest też sporo obłudy; widać to po tym, iż ludzie, którzy nie powiedzieli nigdy ani jednego dobrego słowa o Lechu Kaczyńskim, teraz zapomnieli o tym, co mówili przez ostatnie cztery lata. Często jest tak, że ci wszyscy, którzy mówią o przebaczeniu, nie wyznają winy. Do tej pory był potworny nacisk, żeby o tym prezydencie nie mówić dobrze. Dlatego nie mam żadnego szacunku do dziennikarzy, którzy pozwalali sobie na różne obelgi pod adresem prezydenta, a teraz płaczą nad jego śmiercią. Zauważyłem, że przeciętni ludzie zostali przez tych dziennikarzy emocjonalnie nakręceni. Teraz ci ludzie czują, że zawinili, ponieważ uwierzyli w to, co serwowały im niektóre media. Bo okazało się, że prezydenta można pokazać inaczej, jako człowieka miłego i sympatycznego, mądrego i patriotycznego, który kierował się dobrem naszego kraju najlepiej, jak potrafił, i zgodnie z tym, jak je pojmował. Szargano nie tylko Lecha Kaczyńskiego jako osobę, ale też pomniejszano rangę sprawowanego przez niego urzędu. Tym samym nie szanowano tych, którzy go wybrali, i majestatu Rzeczypospolitej.
http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100413&typ=tk&id=tk09.txt

Nie odniósł Pan wrażenia, że przekaz medialny w ostatnich dwóch dniach był czystą manipulacją, bazował na emocjach, a zabrakło konkretów? Podsuwa się też nieuzasadnione jak dotąd hipotezy, zanim przeprowadzono śledztwo, że przyczyną katastrofy była mgła lub nieumiejętność pilota... Profesor Krasnodębski: - Kiedy dochodzi do katastrofy lotniczej, w dodatku z najbardziej znaczącymi ludźmi na pokładzie, to pierwszą ewentualnością, jaką należy wykluczyć, jest zamach terrorystyczny. Wtedy stwierdza się po prostu, że nie był to zamach. I że nic nie wskazuje na to, że było to spowodowane umyślnie. W tym przypadku nikt nie odważył się tego ludziom powiedzieć.Istnieje takie, być może nieuzasadnione podejrzenie, obawa. Faktem jest jednak, że to słowo jak dotąd nie padło. Pojawiały się informacje o czterokrotnym krążeniu, o tym, że piloci nie znali rosyjskiego, co zresztą nie jest prawdą. Myślę, że nigdy się jednak nie dowiemy, jak było naprawdę. Najpewniej podadzą nam wersję, w którą jakaś część ludzi uwierzy.
http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100413&typ=tk&id=tk09.txt

Pełniący obowiązki prezydent RP Bronisław Komorowski mianował na szefa kancelarii prezydenckiej osobę spoza dotychczasowego składu. Profesor Krasnodębski: - Wydaje mi się to bardzo zastanawiające. I cokolwiek niezręczne. Mógł przecież mianować innych dotychczasowych ministrów kancelarii, jak pana Sasina czy panią Bochenek. Nie ma też potrzeby szybkiej nominacji szefa NBP, o czym się już zresztą mówi. Tak samo jest w przypadku BBN. Czasowo funkcję szefa powinien pełnić pan Waszczykowski. To, co się dzieje obecnie, oceniam jako rozdzieranie dziedzictwa, które pozostało po zmarłych. Chodzi o szybkie przejęcie władzy. PO dąży do monopolizacji rządów, z tego trzeba sobie zdawać sprawę.To jak się pan Komorowski teraz zachowuje, wskazuje na pewien dystans z jego strony do całej tragedii. Poza tym myślę, że byłoby zręczniej, gdyby to pan Borusewicz objął władzę w kraju, a nie Komorowski, który już wcześniej zgłosił swoją kandydaturę na to stanowisko i był rywalem Lecha Kaczyńskiego. Zwłaszcza jeśli się weźmie pod uwagę niektóre jego wcześniejsze wypowiedzi na temat zmarłego prezydenta. Wydaje się, że pod hasłem zapewnienia ciągłości pracy państwa PO dąży do monopolizacji władzy. Najbliższe nominacje będą niewątpliwie testem na wiarygodność zapewnień o porozumieniu i szacunku dla zmarłego prezydenta i jego współpracowników. Niestety, mnożą się sygnały potwierdzające złe, a nawet bardzo złe przypuszczenia.
http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100413&typ=tk&id=tk09.txt

Rafał Ziemkiewicz: Urzędy Prezydenta RP, Rzecznika Praw Obywatelskich, prezesa Narodowego Banku Polskiego i prezesa Instytutu Pamięci Narodowej były ostatnimi placówkami Prawej Polski. Nie mam wielkich złudzeń co do ludzi, którzy teraz, po krótszym lub dłuższym (zależnie od tego, do jakiego stopnia każą im się liczyć z pozorami sondaże i interpretujący je pijarowcy) zajmą ostatnie brakujące im do pełnego zawłaszczenia kraju gabinety. Nie mam złudzeń co do ich systemów wartości, celów i braku skrupułów w ich osiąganiu. Nadchodzi czas drobnych cwaniaczków, „Rysiów” i „Grzesiów”, gardzących „dzikim krajem”, ale nie na tyle, żeby wzgardzić forsą, jaką da się w nim ukręcić. Drobnych cwaniaczków, gdzieś tam z dala sterowanych przez zagraniczne potęgi, bo przecież geopolityka próżni nie znosi. Były już takie upadki w naszej historii. Z Bożą pomocą zdołaliśmy się z nich podnieść. Wierzmy, że zdołamy i tym razem. Być może straszliwy znak, który otrzymaliśmy, pomoże nam w tym.
http://niezalezna.pl/article/show/id/32952

Tekst przemówienia, jakie w Katyniu miał wygłosić prezydent Lech Kaczyński.
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Sprawmy-by-katynska-rana-mogla-sie-zagoic---slowa-ktore-mialy-pasc-w-Katyniu,wid,12162719,wiadomosc_prasa.html

Prezydent USA: Wszyscy jesteśmy Polakami. Minutą ciszy przed rozpoczęciem sesji plenarnej waszyngtońskiego szczytu atomowego pamięć Lecha Kaczyńskiego uczcili przywódcy ponad 40 państw świata
http://www.rp.pl/artykul/461191_Obama__Wszyscy_jestesmy_Polakami.html

Publicysta Łukasz Warzecha proponuje nazwanie Stadionu Narodowego imieniem Lecha Kaczyńskiego.
http://lukaszwarzecha.salon24.pl/169454,stadion-narodowy-im-lecha-kaczynskiego

Grupa mająca na celu promowanie inicjatywy nadania powstającemu w Warszawie Stadionowi Narodowemu imienia tragicznie zmarłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Warto zapisać się do niej. http://www.facebook.com/group.php?gid=108429362528346&v=info

Akcja jest moim zdaniem zresztą bardzo niesmaczna i akcja, która nam tylko psuje wizerunek za granicą. Sądzę, że jeżeli ksiądz kardynał podjął taką decyzję, nie należy się liczyć z tym, aby ona została zmieniona. Jeżeli możemy sobie dyskutować na ten temat, to dyskutujmy sobie już po pogrzebie. Natomiast w tej chwili jest to jakieś takie przykre, że w obliczu śmierci tego typu dywagacje są w ogóle prowadzone, bo to są dywagacje na różnych frontach: Wawel czy nie Wawel, a jeżeli Wawel, to jak daleko od Piłsudskiego. I to jeszcze robią częściowo ci sami ludzie, którzy się oburzali, jak były protesty innych w stosunku do Czesława Miłosza, do pochowania go na Skałce. Mam informacje, że wśród organizatorów są środowiska PO. To jest decyzja księdza kardynała i to jest jego suwerenna decyzja. Ja z nim na ten temat rozmawiałem w sytuacji, kiedy nie było to wiadome, czy to będzie. Bo to też nie jest tak, jak niektóre media przedstawiają, że zwróciła się rodzina i ksiądz kardynał od razu powiedział, że tak, bo z tego, co wiem, rozmów z Jarosławem Kaczyńskim było kilka i dopiero chyba przy trzeciej czy czwartej rozmowie pan premier Kaczyński wyraził aprobatę do tego, by był to Wawel.
http://www.rmf24.pl/opinie/wywiady/kontrwywiad/news-majchrowski-jestem-zazenowany-protestami-wsrod,nId,272740

Wczoraj w kilku największych miastach Polski odbyły się manifestacje przeciwko pochowaniu pary prezydenckiej na Wawelu. Protestujący mieli obraźliwe transparenty, np.: „Kardynale, czy Bóg Cię opuścił?”. W Krakowie ponadto miała miejsce manifestacja zwolenników decyzji kardynała Dziwisza. Między manifestantami doszło do burzliwej dyskusji i przepychanek. Manifestujący poparcie dla decyzji kardynała, zasłużony działacz „Solidarności” Mieczysław Gil został przez jej przeciwników kilkukrotnie uderzony i popychany.  Policja nie reagowała.  Wśród protestujących zauważono przedstawicieli młodzieżówki Platformy Obywatelskiej, w tym bliskich współpracowników jednej z najbardziej prominentnych działaczek tej partii.
http://netbird.salon24.pl/171113,protesty-i-wyrazy-poparcia-dla-decyzji-kardynala-dziwisza

Przeciwko złożeniu zwłok prezydenta i jego żony protestowały dziś osoby, które skrzyknęły się na portalu Facebook, a ich akcja została wypromowana przez "Gazetę Wyborczą". Mimo tego, że pochówek na Wawelu zaproponował sam kardynał Dziwisz, który jako arcybiskup krakowski  jest gospodarzem katedry wawelskiej, i mimo tysięcy osób maszerujących dziś w Krakowie w Marszu Pamięci (zorganizowanym przez śp. Janusza Kurtykę) - garstka osób, podbechtywana przez "GW", zamierza demonstrować codziennie wieczorem przeciwko pogrzebowi prezydenta na Wawelu. "Gazeta Wyborcza" dopuściła się przy tym jawnej manipulacji. Pod wywiadem z anonimowym politykiem PiS, który czarno na białym mówi, że decyzję o pochówku na Wawelu podjął "kardynał Dziwisz za akceptacją Jarosława Kaczyńskiego", "GW" napisała (bez żadnego komentarza): W internecie na Facebooku ruszyły grupy przeciwko pochowaniu b. prezydenta na Wawelu. Ludzie piszą, że to naród powinien decydować o pochowaniu w tak ważnym miejscu, nie rodzina - jasno sugerując, że za decyzją o pochowaniu w krypcie wawelskiej stoi Jarosław Kaczyński.
http://niezalezna.pl/article/show/id/32996

W polskiej historii są pewne takie tradycyjne motywy jak to, że człowiek, który pełnił najwyższe stanowisko w państwie i zginął na służbie tego państwa, jest chowany na Wawelu. To jest taka tradycja. Ostatnim takim człowiekiem był generał Sikorski i tak się właśnie stało. I to zachowanie, które teraz obserwujemy, to ono się wpisuje w taką próbę niszczenia osoby, z jaką mieliśmy do czynienia przez pewien czas. To są chyba ci niszczyciele, którzy teraz podnoszą głowę, bo wiedzą, że temu człowiekowi, że Lechowi Kaczyńskiemu, który naprawdę był wielkim patriotą, był człowiekiem dla Polski ogromnie oddanym, zostanie po prostu zapewniona pamięć wieczna, jeżeli znajdzie się na Wawelu. I oni zdają sobie sprawę, bo to są ludzie inteligentni i nie chcą się z tym pogodzić po prostu, bo - nie wiem - bo nie są po prostu prawdziwymi patriotami. Rodzina była raczej sceptyczna co do Wawelu, chciała pochować parę prezydencką w Warszawie na Cmentarzu Powązkowskim w grobie rodzinnym. Każdy inteligentny człowiek, który ma swoją rodzinę, zrozumie, że pochowanie bliskich 300 czy 600 kilometrów od domu to jest sprawa w pewnym sensie bolesna. No bo to oznacza, że nie będziesz mógł codziennie czy raz w tygodniu odwiedzić tego grobu. Każdy to rozumie i to nie jest łatwa decyzja. Ale z drugiej strony jest pewna państwowa tradycja, a to jest rodzina w takiej tradycji wychowana. I dlatego ze strony tej rodziny była zgoda, ale to w tych kategoriach trzeba postrzegać. To nie był pomysł rodziny, to była zgoda rodziny. I chciałbym, żeby to było jasno i wyraźnie zaakcentowane.
http://www.rmf24.pl/opinie/wywiady/kontrwywiad/news-andrzej-duda-pogrzeb-na-wawelu-to-nie-byl-pomysl-to,nId,272587

Akcja przeciwko pochowaniu Prezydenta Kaczyńskiego na Wawelu została zainicjowana i zainspirowana przez Różę Thun oraz T. Bobrowskiego z PO. Kompletna kompromitacja PO. Czy jeszcze ktoś ma wątpliwości kto przez kilka ostatnich lat jątrzył i manipulował ludźmi??
http://niepoprawni.pl/content/roza-thun-i-radny-po-bobrowski-hieny-polityczne

Filip Stankiewicz

Wykop Skomentuj10
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale