Niedawno Gazeta Wyborcza doniosła: "urzędnicy uciekają z pracy" . Teoretycznie rzecz biorąc - strach w oczach! Czytelników miała zaintrygować informacja, że firmy prywatne "podkupują" młodych, zdolnych, dobrze wykształconych (na państwowych kursach) urzędników. Za przynętę wystarczy służbowy laptop i pensja 5 tys. zł na rękę. Po lekturze, wstępnie zacząłem nawet mieć nadzieję, że idzie ku nam anarchia i nie będzie komu realizować szczytnych idei fiskalizmu i biurokracji. Szybko jednak przyszła refleksja, że w opisywanym przez GW zakresie nic nie zmieniło się od co najmniej 18 lat. Sam byłem kiedyś (w latach "Wojny na górze") młodym urzędnikiem, który nawet z permią kwartalną i dodatkiem za wyższe wykształcenie w portfelu, nie był w stanie utrzymać rodziny. Przy pierwszej nadarzającej się okazji, dałem się więc "wyrwać" prywaciarzowi oferującemu dwie i pół średniej krajowej na początek naszej zawodowej znajomości. Spośród moich kolegów z tamtego czasu tylko najbardziej nieśmiali, niezaradni lub utrzymywani przez zamożnych rodziców albo małżonka, pozwolili sobie na dłuższy pobyt na rządowych ciepłych posadkach. Jednak wbrew wizjom GW typu "najgorsze przed nami" - urzędy, z których odeszliśmy bez żalu, nie wyludniły się, nie zniknęły z przestrzeni publicznej. Do dziś dzielnie funkcjonują, zużywając prąd, energię cieplną i paliwo do służbowych samochodów (których - jak twierdzi J. Oleksy - jest w Polsce co najmniej 50 tysięcy). Do dziś nie zmienił się bowiem model, zgodnie z którym zrąb klasy urzędniczej w tym kraju stanowią osoby nie będące dla żadnego prywaciarza warte choćby pensji 936 zł. brutto i nawet bez prawa do służbowej rolki papieru toaletowego, mydła oraz paczki herbaty raz na miesiąc. Efekty tego zjawiska obserwujemy (nie zdając sobie z tego sprawy), nie tylko załatwiając urzędowe sprawy dnia powszedniego ale i czytając polskie ustawy, rozporządzenia i inne akty prawa miejscowego. Wszakże nikt inny, tylko brać urzędnicza, kreuje te łamigłówki, a potem dzielnie (ale bez pośpiechu) wdraża je, wciela, wprowadza w życie i bezwzględnie egzekwuje. Poziom tych łamigłówek jest prostym przełożeniem merytorycznego poziomu wskazanej braci (nie zapominając o siostrach). Nie grozi nam więc żaden upadek administracji podobny do upadku branży budowlanej, która niedługo nie będzie się mogła obyć bez rzesz robotników sprowadzanych z Ałtaju.
31
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze