Odpowiedź Pani RRK na wpis: „Kto zwariował? Przekroczone granice śmieszności."
Brawo Pani Renato!
Czekam, kiedy Pani poda definicję zdrady tak jak ją Pani pojmuje! Bo rozumiem, że zmiana stron w czasie trwającej bitwy, zwłaszcza jeśli się je zmienia na rzecz PO to objaw szlachetności? Należy napisać pismo do "słownikarzy", niech uwzględnia to "PO" jakoś w słownikach.
np. w definicji kradnie - zwykle pejoratywne, chyba, że w wykonaniu zwolennika PO
kłamie - zwykle pejoratywne, chyba, że na rzecz zwycięstwa w wyborach PO
itd., itd
I rozumiem, że "dożynanie watah", mówione przez niedawnego wysokiego oficera tych "watah" to szczyt elegancji dżentelmena Oksfordczyka stawiającego przecinek przed „and?", natomiast okrzyk "zdrada" powiedziany przez zdradzonych to objaw choroby umysłowej? Skoro Pani tak mówi...
Pisze Pani:
"Tylko ktoś, kto kompletnie nie umie odnaleźć się w rzeczywistości demokratycznego państwa może negować wolną decyzję wolnego obywatela o przystąpieniu do dowolnego ugrupowania politycznego nazywając go zdrajcą." -pięknie, jest i o swobodach obywatelskich i nie na temat. Wysoki rangą oficer - do niedawna minister, też może zmieniać poglądy, jednak czy Pani się to podoba czy nie robienie tego w czasie bitwy TO ZDRADA.
I parafrazując: "Tylko ktoś, kto kompletnie nie umie odnaleźć się w rzeczywistości demokratycznego państwa może zabronić nazwania zdrajcy po imieniu.". I nie chodzi tu o zdradę Kraju, tylko zdradę „towarzyszy broni".
Nie takich ministrów potrzebuje Polska.
Jak to się mówi, kto zdradził raz...




Komentarze
Pokaż komentarze (5)