folt37 folt37
151
BLOG

Tęczowe reminiscencje

folt37 folt37 Społeczeństwo Obserwuj notkę 4

image

                                             CZY TO MA BYĆ PRZYSZŁOŚĆ  NARODU?  GDZIE PROKREACJA?


Ruch wolnej miłości homoseksualnej to nie jest jakaś tam kultura seksu to jest zwykłe, prozaiczne „libido”.

(Pojęcie to wprowadził Zygmunt Freud, który rozumiał libido jako formę energii, za której pośrednictwem popędy życia spełniają swoje funkcje. Freud uważał, że libido (eros) to energia życiowa, energia seksualna, która występuje w sprzeczności z tanatos – energią wywołującą wszelkie procesy destrukcyjne. Sprzeczność między libido a tanatos według niego powoduje wewnętrzny konflikt: jeżeli zaspokojone zostanie libido – superego sprawia, że odzywają się wyrzuty sumienia; proces ten ma uruchamiać mechanizm obronny w postaci sublimacji popędu seksualnego i zamiany go na społecznie akceptowane formy).

Freud wiedział a Trzaskowski /mecenas tęczowych marszów/ i cała chmara polityków UE nie wiedzą:  że „proces ten /seks jednopłciowych osobników/ uruchamia mechanizm obronny w postaci sublimacji popędu seksualnego i zamiany go na społecznie akceptowane formy”

W sobotę, 15 czerwca, w sąsiedztwie Pałacu Kultury i Nauki stanęło miasteczko Parady Równości. Odbył się również tęczowy przemarsz ulicami Warszawy. Celem imprezy, jak tłumaczą organizatorzy /LGBT/, jest propagowanie idei wolności i równości.

LGBT, ruch na rzecz seksu jednopłciowych osobników jest więc tworem politycznego instrumentu obronnego homoseksualistów w celu ich społecznego akceptowania.

Historia tych politycznych /nie medycznych/ zabiegów zaczęła się od wykreślenia homoseksualizmu ze spisu chorób w 1973 roku przez Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne, a w konsekwencji także przez WHO.

Polityczny jest również ten komunikat organizatorów marszu:

"W tym roku świętujemy nie tylko miłość, wolność i równość, ale także historyczną zmianę sytuacji polityczno-społecznej w Polsce. Świętujemy powrót do europejskich wartości otwartości, akceptacji i wsparcia dla różnorodności. Idziemy po związki partnerskie, pełną równość małżeńską …”

Czyli rację ma Freud, że to jest ta polityczna akcja: „mechanizm obronny w postaci sublimacji popędu seksualnego i zamiany go na społecznie akceptowane formy”.

Popularyzowanie współczesnej, „wyzwolonej” obyczajowości jest więc – moim zdaniem – zagrożeniem dla obecnej instytucji małżeństwa. Już obserwuje się wzrost ilości związków bez ślubu - w tym pierwszych.

Przecież im większy natłok popularyzacji ideologii LGBT+ tym większe jest zagrożenie dla naturalnych, prokreacyjnych norm biologii płci. A te są podstawą trwania gatunku.

Taką negatywną smutną rzeczywistość Europa o „wyzwolonej” obyczajowości, w której dramatycznie kurczy się ich populacja narodowa zastępowana migrantami z krajów mniej rozwiniętych powodowana deficytem rodzimych rąk do pracy.

A to – jak wiadomo – powoduje gigantyczne problemy cywilizacyjno – kulturowe krajów „wyzwolonego” obyczajowo Zachodu.

Ja na własny użytek interpretuję tę naszą, współczesną cywilizację jako tę z dominacją kultury masowego indoktrynowania społeczeństw poglądami przynoszącymi zyski ludziom z establishmentu władzy i finansjery.

Wystarczy włączyć jakiekolwiek medium informacyjne, by musieć słuchać i oglądać oszukańcze, natrętne przekazy reklam, debat politycznych, prostackiej kultury czy publicystyki.

Lawiny popularyzacji homoseksualizmu np. przez owe tęczowe demonstracje sięgające już swoją indoktrynacją do szkół w tzw. „tęczowych dniach tolerancji”.

Opowiadam się za inną, tolerancją : „…prawne definiowanie pojęcia „małżeństwo” powinno być pozostawione przy „związku kobiety i mężczyzny”, a związki na bazie innej biologii seksu można by legalizować wyłącznie w trybie „wspólnot partnerskich”.

Wielu prawników wskazuje też na możliwości stworzenia stadła rodzinnego na bazie Kodeksu Cywilnego, choćby przez „wspólne gospodarstwo domowe” tak zaprezentowane przez dr Michała Urbana radcę prawnego:

„ Zatem przez wspólne prowadzenie gospodarstwa domowego rozumie się nie tylko wspólne zamieszkiwanie określonych osób, ale związane z tym wspólne zaspokajanie potrzeb życiowych, w tym wzajemną ścisłą współpracę w załatwianiu codziennych spraw związanych z prowadzeniem domu, niezarobkowanie i pozostawanie w związku z tym na całkowitym lub częściowym utrzymaniu osoby, z którą się gospodarstwo domowe prowadzi, a wszystko to dodatkowo uzupełnione powinno być cechami stałości, które tego typu sytuację charakteryzują”.

To rozwiązuje dylemat y opiekuńczo majątkowe i obala zarzuty o trudnościach wzajemnego opiekuństwa.

Czyli Freud!

folt37
O mnie folt37

Jestem absolwentem Politechniki Poznańskiej (inżynier elektryk - budowa maszyn elektrycznych). Staż pracy: 20 lat w przemyśle i 20 lat w administracji państwowej szczebla wojewódzkiego - transformacja gospodarki z socjalistycznej na rynkową.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo