
Mnogość systemów demokratycznych jest wyraźną oznaką kryzysu demokracji, tej w czystej formie: suweren /naród/, parlament /legislatywa/, rząd /egzekutywa/ i sądownictwo. Proste, jasne i czytelne.
Naród jako suweren wybiera spośród siebie parlament ustanawiający fundamenty funkcjonowania państwa. Tenże powołuje rząd wprowadzający w życie parlamentarne nakazy prawa i administruje życiem państwa. Niepożądane odstępstwa od logistyki tego ładu badają państwowe struktury kontrolne na potrzeby sądu, który niezawiśle i ostatecznie te spory rozstrzyga.
Jako doświadczony weteran gospodarki i administracji dostrzegam podobieństwa demokratycznego ustroju państwa do ustroju spółek kodeksu handlowego (właściciel, walne zgromadzenie, rada nadzorcza, zarząd).
I tutaj smutne spostrzeżenie. Ustroje państw demokratycznych zostały tak głęboko zdeformowane, że przestały być demokratyczne bo zostały przemianowane w partyjne dyktatury polityczne.
W tak zdeformowanej demokracji głosy wyborców pozyskuje się partyjnymi obietnicami „uchylania nieba” społeczeństwu łaskawością wygranych patii /obozu/ .
W spółkach prawa handlowego wyborcze walne zgromadzenia są debatą nad stanem gospodarczym /sytuacją/ spółki w oparciu o bazę dokładnych raportów /bilansów/ tego stanu. Akcjonariusze /udziałowcy/ spółek otrzymują prawdziwy obraz o gospodarności zarządu kończącego kadencję i uzasadnione plany dalszego rozwoju jako zadanie dla nowo wybranych władz.
Zaś we spółczesnych państwach demokratycznych za wiarygodne rozliczenie końca kadencji rządzących uznaje się sejmowe „wotum zaufania” dla rządu partyjnej większości ów rząd stanowiący.
Czyli rządzący, większościowy obóz sejmowy udziela wotum zaufania swojemu rządowi. Żeby było zabawniej skład rady ministrów to posłowie.
Czyli rządzący sami sobie udzielają wotum zaufania.
W demokracjach które mamy, czyli o piramidalnej biurokracji serwuje się wyborcom zamydlone „informacje” w setkach stron maszynopisy /przypominam Morawieckiego 700 stron „Polskiego Ładu”/ bez obrazu stanu państwa pomijaniem choćby długu publicznego (1,5 biliona złotych (42,3% PKB).
Co prawda ministerstwo finansów pokazuje te dane w swoich raportach, jednak o daleko za małym zasięgu społecznym by uznać to za informację publiczną.
Gigantyczne apanaże funkcjonariuszy rządzącej partii to ścisła tajemnica każdej władzy docierająca do nas tylko z obozu opozycji i jej mediów.
Nie bada się też uczciwości polityków obozu oddającego władzę, którzy w czasie kadencji zwielokrotnili swój majątek wielosetprocentowym wzrostem.
Jest to powszechne w całym demokratycznym obozie na świecie od USA po Węgry. Wszędzie tam całe rodziny polityków władzy nagle stają się bogaczami.
Choć gdzieniegdzie polityczni aferzyści są karani (Trump, Sarkozy) to jest jednak wyjątek potwierdzający regułę.
Czy narody, ów suweren państw demokratycznych znajdzie wolę i siłę by przywrócić demokracjom jej prawdziwą postać? Czy to jest możliwe?
Nie wiem. Przeczytałem gdzieś, że gdyby okiełznano media publiczne, główne narzędzie „kupowania” władzy, to było by to możliwe.
Czy jednak ów miliarder medialny jako korporacja „agencji reklamowych” podda się?
Nie wiem. Wiem tylko, że powinno się spróbować!
Jestem absolwentem Politechniki Poznańskiej (inżynier elektryk - budowa maszyn elektrycznych). Staż pracy: 20 lat w przemyśle i 20 lat w administracji państwowej szczebla wojewódzkiego - transformacja gospodarki z socjalistycznej na rynkową.
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka