Byłem pod dużym wrażeniem, kiedy w ramach solidarności i wyższych standardów dziennikarstwa trzon zespołu Rzeczypospolitej odszedł razem z wyrzuconym redaktorem Gmyzem. Chociaż daleko mi było do poglądów głoszonych przez okrzykniętych przez samych siebie „niepokornych” czy nawet „wyklętych” dziennikarzy to moje duże za ten gest koleżeńskiej solidarności zyskali w moich oczach szacunek. Pamiętam, kiedy czytałem nieco histeryczny tekst Rafała Ziemkiewicza o tym, że z Hajdarowiczem nigdy nic wspólnego mieć on nie będzie, a sam nowy właściciel Rzepy jest w najlepszym razie idiotą, pomyślałem oto człowiek z zasadami. Mogę się z nimi nie zgadzać, mogę mieć inne poglądy, ale Ziemkiewicz to człowiek honoru, którego słowa coś znaczą i nie są wypowiadane dla poklasku czy zwykłego gadania. Zacząłem nawet uznawać, że może faktycznie prawicowi dziennikarze są tą elitą tego zawodu, tymi którzy standardy stawiają ponad pojmowane w leminogowski sposób wygodne życie.
Minęły dwa miesiące. W Nowym Tygodniku Lisickiego „Do Rzeczy” przeczytałem kolejny felieton pana Ziemkiewicza. Przeczytałem go kilka razy, bo nie mogłem uwierzyć, że inteligentny człowiek może pisać takie idiotyzmy i wierzyć, że czytelnicy przyjmą to za prawdę objawioną. Wypowiedź mająca być obroną powrotu pana Ziemkiewicza w objęcia Hajdarowicza tylko pogrąża tego pierwszego. Bezskładny bełkot, przywoływanie Wojewódzkiego, Dody, a nawet katastrofy smoleńskiej tylko po to by odwrócić uwagę od haniebnego odwrotu od wyznawanych przez siebie wartości, od sprzeniewierzenia się własnym słowom, od zwykłego oszustwa wobec własnych czytelników to zachowanie, które nie przystoi człowiekowi chcącemu zostać intelektualnym liderem prawicy. Z tekstu dowiedzieć się można, że pan Ziemkiewicz napisze nawet do Gazety Wyborczej jeżeli ta mu zapłaci. Niepokorność na sprzedaż?


Komentarze
Pokaż komentarze (5)