Morawiecki idzie na swoje. Czy Rozwój Plus ma szansę wygrać wybory? fot. JACEK DOMINSKI/REPORTER
Morawiecki idzie na swoje. Czy Rozwój Plus ma szansę wygrać wybory? fot. JACEK DOMINSKI/REPORTER

Morawiecki zbuduje nową prawicę? Trzy scenariusze dla Rozwoju Plus

Redakcja Redakcja Partie polityczne Obserwuj temat Obserwuj notkę 1
Mateusz Morawiecki wykonał najodważniejszy ruch w swojej politycznej karierze. Powołał klub parlamentarny Rozwój Plus i zapowiedział „marsz po zwycięstwo”, kończąc wielomiesięczny konflikt z władzami Prawa i Sprawiedliwości. Za byłym premierem stoi dziś około 40 posłów, senator i trzech europosłów. To wystarczająco dużo, by myśleć o samodzielnym starcie w wyborach. Czy jednak wystarczy, by stworzyć partię zdolną zagrozić PiS? Analiza pokazuje, że największe wyzwania Morawieckiego dopiero się zaczynają.

Nowy klub to dopiero początek

Ogłoszenie powstania klubu parlamentarnego Rozwój Plus było momentem, który definitywnie zakończył spekulacje dotyczące przyszłości Mateusza Morawieckiego. Były premier zapowiedział rozpoczęcie "wielkiego marszu po zwycięstwo", przekonując, że jego środowisko chce kontynuować politykę prowadzoną przez Zjednoczoną Prawicę od 2015 roku.

Równocześnie rozpoczęła się bezprecedensowa ofensywa polityków pozostających przy Jarosławie Kaczyńskim. Tobiasz Bocheński nazwał Morawieckiego "Zdradeuszem", wcześniej Jacek Kurski zarzucał mu próbę rozbicia PiS, a kolejni politycy partii nie kryją, że traktują nowy projekt jako największe zagrożenie dla jedności prawicy.

To jednak dopiero początek. O wiele trudniejsze od stworzenia klubu parlamentarnego będzie zbudowanie partii zdolnej wygrać wybory.


Największym problemem nie są kandydaci, a struktury 

Na pierwszy rzut oka Rozwój Plus wygląda imponująco. Około 40 posłów, senator, trzech europosłów, byli ministrowie, wojewodowie i doświadczeni parlamentarzyści – niewiele nowych ugrupowań mogło pochwalić się takim zapleczem już na starcie.

Po dokładniejszej analizie okazuje się jednak, że sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana.

Morawiecki rzeczywiście dysponuje wieloma rozpoznawalnymi nazwiskami, ale są one skoncentrowane w kilku regionach kraju. Na Dolnym Śląsku potencjalnymi liderami list mogliby być Marzena Machałek, Krzysztof Kubów, Wojciech Zubowski, Ireneusz Zyska czy Mirosława Stachowiak-Różecka. W Małopolsce są Łukasz Kmita, Agnieszka Ścigaj, Elżbieta Duda, Ryszard Terlecki i Andrzej Gut-Mostowy. Silną reprezentację mają także Mazowsze, Śląsk czy Lubelszczyzna.

Problem polega na tym, że w części województw tych nazwisk jest wręcz za dużo, podczas gdy w innych praktycznie ich brakuje. Rozwój Plus mógłby wystawić mocne listy m.in. w Katowicach z Mateuszem Morawieckim, w Warszawie z Markiem Jakubiakiem, w Gdyni z Marcinem Horałą, w Poznaniu z Szymonem Szynkowskim vel Sękiem czy w Bydgoszczy z Łukaszem Schreiberem. Jednocześnie w części okręgów – zwłaszcza na Pomorzu Zachodnim, w Lubuskiem, Opolskiem czy niektórych okręgach centralnej Polski – wciąż brakuje naturalnych liderów.

To oznacza, że część obecnych parlamentarzystów musiałaby kandydować poza regionami, z którymi są związani od lat. A to rodzi kolejne problemy.

Biuro poselskie nie jest wyłącznie miejscem pracy posła. Przez lata staje się centrum lokalnej aktywności politycznej. Wokół niego budowane są relacje z samorządowcami, lokalnymi działaczami, przedsiębiorcami i wyborcami. To tam powstają struktury potrzebne do prowadzenia kampanii, zbierania podpisów, organizowania spotkań i obsadzania komisji wyborczych.

Przeniesienie polityka do innego okręgu oznaczałoby konieczność budowania wszystkiego od nowa. Dlatego liczba posłów nie przekłada się automatycznie na gotową sieć organizacyjną w całym kraju.

Morawiecki musi znaleźć nowy elektorat

Jeszcze większym wyzwaniem od budowy struktur może okazać się walka o wyborców.

Dotychczasowe badania pokazują, że zdecydowana większość sympatyków Rozwoju Plus to osoby, które wcześniej głosowały na Prawo i Sprawiedliwość. Drugą grupę stanowią wyborcy Konfederacji. To oznacza, że projekt Morawieckiego na razie nie tworzy nowego elektoratu, lecz przede wszystkim dzieli istniejącą prawicę.

Z politycznego punktu widzenia to bardzo ryzykowna sytuacja. Jeśli Rozwój Plus będzie odbierał głosy wyłącznie PiS, może osłabić oba ugrupowania, nie zwiększając szans prawicy na odzyskanie władzy.

Dlatego były premier będzie musiał przekonać do siebie także wyborców bardziej umiarkowanych – przedsiębiorców, konserwatywnych samorządowców czy dawnych sympatyków Trzeciej Drogi, którzy nie odnajdują się ani w obecnej koalicji rządzącej, ani w coraz ostrzejszym kursie PiS.

Skąd Morawiecki może wziąć ludzi? 

Naturalnym źródłem kolejnych transferów pozostają politycy PiS niezadowoleni z obecnego kierownictwa partii. Chodzi przede wszystkim o osoby obawiające się utraty miejsc na listach wyborczych lub marginalizacji we własnych regionach.

To jednak może nie wystarczyć.

Rozwój Plus będzie potrzebował również samorządowców, którzy dysponują własnymi strukturami terenowymi. To właśnie oni mogą wypełnić luki w okręgach, gdzie obecnie brakuje rozpoznawalnych liderów. Możliwe są również pojedyncze transfery z Polski 2050 czy PSL, zwłaszcza jeśli obecny układ polityczny zacznie się rozpadać.

Nie można wykluczyć także otwarcia na środowiska przedsiębiorców i ekspertów gospodarczych. Morawiecki od lat buduje swój wizerunek polityka odpowiedzialnego za rozwój gospodarczy i inwestycje. To może stać się elementem odróżniającym Rozwój Plus zarówno od PiS, jak i od Konfederacji.


Samodzielny start czy koalicja?

Obecnie najbardziej racjonalnym rozwiązaniem wydaje się samodzielny start.

Formalna koalicja oznaczałaby konieczność przekroczenia 8-procentowego progu wyborczego, podczas gdy samodzielna partia musi zdobyć co najmniej 5 proc. głosów. To istotna różnica, zwłaszcza dla ugrupowania, które dopiero buduje własną pozycję.

Bardziej prawdopodobny wydaje się model, w którym Rozwój Plus pozostanie gospodarzem jednej listy, zapraszając do współpracy samorządowców, konserwatywnych ekspertów czy przedstawicieli mniejszych środowisk prawicowych. Dopiero po wyborach możliwe byłyby rozmowy o szerszych porozumieniach z innymi ugrupowaniami.

Trzy scenariusze dla Rozwoju Plus

Pierwszy zakłada, że projekt nie przekroczy progu wyborczego. W takiej sytuacji część polityków mogłaby wrócić do PiS, a Morawiecki utraciłby pozycję głównego rywala Jarosława Kaczyńskiego.

Drugi scenariusz wydaje się dziś najbardziej prawdopodobny. Rozwój Plus zdobywa od kilku do około 10 proc. głosów, wprowadza do Sejmu kilkudziesięciu posłów i staje się jednym z kluczowych uczestników rozmów o przyszłej większości parlamentarnej. To dałoby Morawieckiemu czas na dalszą rozbudowę struktur i przejmowanie kolejnych środowisk centroprawicowych.

Najbardziej ambitny wariant zakłada wynik przekraczający 10 proc. oraz dalsze osłabianie PiS. Taki rezultat oznaczałby, że były premier przestałby być jedynie konkurentem Jarosława Kaczyńskiego, a stałby się politykiem realnie walczącym o przywództwo na całej prawicy.

I właśnie o to wydaje się dziś toczyć gra. Rozwój Plus nie powstał wyłącznie po to, by wejść do Sejmu. Powstał po to, by w perspektywie kilku lat odpowiedzieć na pytanie, kto po epoce Jarosława Kaczyńskiego będzie liderem polskiej centroprawicy. Od tego, czy Morawiecki zdoła zbudować nie tylko klub parlamentarny, ale również ogólnopolskie struktury i własny elektorat, zależy, czy ten plan okaże się politycznym przełomem, czy jedynie kolejnym rozłamem na prawicy.

MP

Premier Mateusz Morawiecki idzie na swoje. Czy Rozwój Plus ma szansę wygrać wybory? fot. JACEK DOMINSKI/REPORTER

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj1 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka