Tymczasowe konto Peacemakera Tymczasowe konto Peacemakera
125
BLOG

Pierwsze refleksje po grillu Morawieckiego. Mainstream milczy, Wielowieyska atakuje.

Tymczasowe konto Peacemakera Tymczasowe konto Peacemakera Partie polityczne Obserwuj temat Obserwuj notkę 12
To było to, czego brakowało mi przez ostatnie lata w naszej nieszczęsnej debacie zdominowanej przez tuskistów, mentzenowców, braunowców, maślarzy, czarnkowców, antyszczepów, antyukrów, antysemitów i różnych innych "anty", którzy bazują wyłącznie na AGRESYWNEJ KTYTYCE najlepszych w dziejach Polski decyzji i ANTYLOGICZNYCH ATAKACH (powiedzmy to wprost ŚWIŃSKICH ATAKACH) na osoby podejmujące te decyzje. Jan Rokita powiedział to głośno i wyraźnie: w czasach kiedy zachód czekał na upadek Ukrainy i dojście rosyjskich wojsk do polskiej granicy, Mateusz Morawiecki zmienił bieg historii udzielając Ukrainie wsparcia sprzętowego i humanitarnego oraz prowadząc ofensywę dyplomatyczną na zachodzie, która skłoniła inne kraje do udziału w tej pomocy. I w sumie gdyby do szerokiego grona odbiorców przebiło się i pozostało w pamięci tylko to, co napisałem w tym akapicie, to byłoby to warte tego rozłamu w PiS-ie i organizacji tej imprezy.

Na początek westchę głośno: ufffff, na szczęście inicjatywa Morawieckiego nie jest kolejną przystawką Tuska w stylu PJN. I nie chodzi tu o to, że miałem rację opowiadając się w momencie podziału po jej stronie, ani o to, że Kaczyński skłamał, a Kurski kłamał w sposób wyjątkowo obrzydliwy. Chodzi o to, że Polska nie ma czasu ani na kolejne eksperymenty z oszukańczymi przystawkami PO, ani tym bardziej na kolejną kadencję tego skrajnie szkodliwego rządu. Skąd to wiem? Ano stąd, że PJN od pierwszych dni był zachwalany, jako "nowa, lepsza wersja PiS-u" i ilekroć któryś z polityków tej formacji otworzył usta (niekiedy nawet mówiąc niezbyt mądre rzeczy... nie oszukujmy się, Poncyliusz ani Kluzik-Rostkowska nigdy gigantami intelektu nie byli) to trafiało to na czołówki gazet i portali - oczywiście tylko z pozytywnymi komentarzami. A tu przed imprezą "Rozwój + Wy" coś jeszcze o niej było słychać (głównie z przyjęciem lekceważącej narracji wrogich Morawieckiemu "maślarzy", że to "grill"), to po niej w mediach ani widu ani słychu. To paradoksalnie dobry znak - bo pokazuje, że znajduję się po dobrej stronie. 

Kilka refleksji po imprezie

Przede wszystkim warto podkreślić, że padło na niej wiele ciekawych myśli i spostrzeżeń. Nie był to festiwal wrzasków w stylu Tuska, Mentzena i Czarnka, tylko forum rzeczowej dyskusji. Trochę byłem zaniepokojony (nie tylko ja) zaproszeniem na imprezę generała Rajmunda Andrzejczaka, który wbił rządowi PiS nóż w plecy "dezerterując", a dokładnie UCIEKAJĄC Z WOJSKA PRZED TUSKIEM NA TRZY DNI PRZED WYBORAMI. Jednak już na początku finałowego panelu dyskusyjnego w którym wziął on udział dla nawet niewprawnego obserwatora było jasne, że chodziło tu o "krypto-patronat medialny" finałowej dyskusji: prowadzący Sławomir Dębski z kanału Zero, dwóch uczestników Jan Rokita z kanału Zero i Rajmund Andrzejczak z kanału Zero... a do tego Mateusz Morawiecki. Miało to swoje wady i zalety. Wadą była pewnego rodzaju jednostronność dyskusji (mało polemiki, dużo zgadzania się). Natomiast zaletą było zwiększenie zasięgu medialnego tego panelu. I warto było, bo był on świetny - zdecydowanie najlepszy z całej imprezy. Oprócz Morawieckiego, który był w dobrej formie prawdziwą erudycją, rozwagą a jednocześnie odwagą samodzielnego myślenia zajaśniał (to więcej niż "błysnął" - on "świecił" cały czas) Jan Rokita. I to było to, czego brakowało mi przez ostatnie lata w naszej nieszczęsnej debacie zdominowanej przez tuskistów, mentzenowców, braunowców, maślarzy, czarnkowców, antyszczepów, antyukrów, antysemitów i różnych innych "anty", którzy bazują wyłącznie na AGRESYWNEJ KTYTYCE najlepszych w dziejach Polski decyzji i ANTYLOGICZNYCH ATAKACH (powiedzmy to wprost ŚWIŃSKICH ATAKACH) na osoby podejmujące te decyzje. Jan Rokita powiedział to głośno i wyraźnie: w czasach kiedy zachód czekał na upadek ukrainy i dojście rosyjskich wojsk do polskiej granicy, Mateusz Morawiecki zmienił bieg historii udzielając Ukrainie wsparcia sprzętowego i humanitarnego oraz prowadząc ofensywę dyplomatyczną na zachodzie, która skłoniła inne kraje do udziału w tej pomocy. I w sumie gdyby do szerokiego grona odbiorców przebiło się i pozostało w pamięci tylko to, co napisałem w tym akapicie, to byłoby to warte tego rozłamu w PiS-ie i organizacji tej imprezy. 

Aby być w miarę obiektywnym (w pełni bezstronny nie będę, bo nie ukrywam swojej sympatii dla inicjatywy Morawieckiego) napiszę także o jednej rzeczy, która mnie w tej imprezie rozczarowała. Miałem nadzieję że zaproszenie gości od lewa do prawa, od Pauliny Matysiak po Marka Jurka z Garym Kasparowem gdzieś w środku może zaowocować jakąś formą współpracy, która byłaby prawdziwym trzęsieniem ziemii i wywołała całkowitą przebudowę sceny politycznej w Polsce. Takie stowarzyszenie "wszyscy dla rozwoju w kontrze do Tuska" to by było naprawdę coś. Niestety na tę chwilę to się nie stało. Paulina Matysiak była raczej postacią zaproszoną głównie w tym celu, aby jej nazwisko przyciągnęło uwagę odbiorców. Miałem wrażenie, że panel dyskusyjny do którego zaproszono młodą, ale niesamowitą posłankę był za bardzo poświęcony ogólnej wizji lewicy, a za mało konkretom które z tej wizji wynikają, aby Pola mogła pokazać co potrafi. Praktycznie jedna myśl, którą zapamiętałem z tego panelu była taka, że PiS był w rzeczywistości jedynym na polskiej scenie przedstawicielem nurtu przedwojennej lewicy patriotycznej. Środowiska lewicowe nie chciały tego dostrzec i traktowały tę partię jak "skrajną prawicę" tak długo, aż w rzeczywistości skręciła ona w stronę skrajnej prawicy. Teraz dopiero do co niektórych środowisk lewicowych dociera, jak dużo straciły. 

Dominika Wielowieyska "grilluje" Morawieckiego i jego "grill"

Cogito, ergo sum - myślę więc jestem powiedział francuski filozof René Descartes (Kartezjusz). Dubito ergo sum - to "nadbudówka" do tej filozofii: wątpię więc myślę, myślę więc jestem. Jeśli do tego dodać wiem, że nic nie wiem Socratesa, to jest to moim zdaniem idealny zestaw idei potrzebny na początek do tego, aby w obecnych, zwariowanych czasach nie dać się zapędzić w ślepą uliczkę i nie popaść w skrajny fanatyzm na koniec dnia. 

Z tego też powodu nie tylko sprawdziłem co na maistreamowych portalach piszą (a w zasadzie nie piszą) o imprezie zwanej "grillem", ale też odsłuchałem to, co na jego temat ma do powiedzenia czołowa propagandystka rządowej strony - Dominika Wielowieyska. No, widać wyraźnie, że to wydarzenie nie przypadło jej do gustu. Mówiła trochę o grillowaniu, prawie nic nie wspomniała o panelach dyskusyjnych (wspomniała, że takowe były), a skupiła się na atakowaniu słów, które wypowiedział Morawiecki. Na starcie wykpiła jako "odkrycie Ameryki" diagnozy, że żyjemy w niespokojnych i przełomowych czasach, więc nie możemy ich przespać, bo albo dużo zyskamy, albo bardzo dużo stracimy (co innego gdy np.: Donald Tusk straszy wojną z Rosją - wtedy to jest "odkrywcze", a nawet "poważne"). Później "dementowała" dokonaną przez Morawieckiego ocenę sytuacji gospodarczej i realizacji obietnic wyborczych złożonych przez Donalda Tuska. W kwestii "100 konkretów" z typowym dla siebie "obiektywizmem" raczyła zauważyć, że część z nich nie została zrealizowana - zapmniała tylko dodać jaka to część, że na 100 obietnic podjęto jakiekolwiek prace tylko w przypadku kilkunastu, w tym do końca doprowadzono zaledwie kilka "konkretów". Natomiast bardzo zabawnie wygląda jej interpretacja sytuacji gospodarczej. Otóż za to co się dzieje z gospodarką w czasach rządu Tuska w pierwszej kolejności odpowiada Morawiecki, który "zostawił gospodarkę i finanse publiczne w tragicznym stanie", a w drugiej kolejności czynniki zewnętrzne takie jak wojna, kryzys, ceny na rynkach, sytuacja po pandemii (bo wicie rozumicie, za czasów Morawieckiego żadnej wojny ani pandemii nie było). 

Post Scriptum - ostateczne potwierdzenie wiarygodności Morawieckiego

Ups... zapomniałem napisać o czymś niby nieistotnym, ale mającym kluczowe znaczenie w postrzeganiu tego jak Morawieckiego widzi druga strona, czyli tuskiści. O ile do tej pory "niekwestionowanym liderem" od strony liczby i siły przekazów przedstawiających go jako źródło wszelkiego zła, jądro ciemności, ojciec chrzestny i szef zorganizowanej organizacji przestępczej itp... itd... czyli wszystkiego, co wpisywało się w doktrynę Adolfa Hitlera z pierwszych miesięcy III Rzeszy opisaną przez Antoniego Sobańskiego w książce "Cywil w Berlinie" był Zbigniew Ziobro z jego "Funduszem Sprawiedliwości", a na drugim miejscu Jarosław Kaczyński z "dwoma wieżami", to teraz nagle w retoryce Dominiki Wielowieyskiej Mateusz Morawiecki wyprzedził i zdeklasował dotychczasowych rywali. Teraz już nie "Fundusz Sprawiedliwości" i "dwie wieże" są "największą aferą w historii", ale "afera RARS", czyli to, że w sytuacji kiedy dramatycznie brakowało respiratorów, kombinezonów ochronnych, maseczek itp... kilku przedsiębiorców handlujących dotychczas innym asortymentem (choć niekiedy pokrewnym - łatwo się przestawić z odzieży na kombinezony i maseczki) podjęło ryzykowne decyzje i na tym trochę zarobiło. Niektórzy stracili, jak pewien instruktor narciarstwa, który kupił maseczki ze sfałszowanymi certyfikatami - tak, to ten sam instruktor narciarstwa, za pomocą którego Giertych próbował wrobić prof. Szumowskiego metodą "na Birgfellnera" - jak widać w obydwu przypadkach ta metoda nie zadziałała... Ale o tych, co stracili Dominika Wielowieyska nie wspomina. Zamiast tego tak sprytnie manipuluje skróconymi nazwiskami typu Paweł Sz., Dominik B., że nie mogę się powstrzymać przed zacytowaniem kolejny raz moich dwóch ulubionych akapitów z książki Sobańskiego. 

"Ale czyż można wyliczyć wszystkie objawy bezprawia i opisać całą garderobę płaszczyków, pod któremi się ukrywa? Jest jeden taki płaszczyk demagogiczny, w który wszyscy prawie wierzą jak w królewską koszulę z bajki Andersena. A mianowicie „zarzuca się“ osobom, które się chce zniszczyć, poprostu nieuczciwość. Urzędowe oświadczenie, że ktoś kradł, dopuszczał się nadużyć natury finansowej, wyzyskiwał swoje wpływy czy stosunki i t. p. — któż na całym świecie natychmiast w to nie uwierzy? Może jakaś zaślepiona matka, i to chyba nie w czasach dzisiejszych. Tylu tysiącom ludzi przypisano podobne sprawki, że opinja publiczna nie może się wprost połapać, czy wytoczono sprawy tym rzekomym kanaljom, czy zostali skazani. Wiadomo, że są zaaresztowani, że siedzą: dobrze im tak. A gazeta jutrzejsza przyniesie tyle nowych sensacyj, że o wczorajszych „panamach“ nie będzie czasu myśleć. Tak łatwo przecie przyczepić się do ludzi operujących ogromnymi kapitałami publicznymi. Gdzie tylko jest fundusz dyspozycyjny — tam szantaż murowany. Aż strach pomyśleć, coby się mogło stać, gdyby inny reżim zastąpił obecny i chciał zastosować te same metody walki.(...)

Powróćmy do rzekomych nadużyć. Zarzuca się je wszystkim „niedogodnym“. Tak aresztuje się hrabiego Eulenburga, osobistego przyjaciela syna Hindenburga. Prałat Kaas, były przewodniczący byłej partji Centrum, zaskoczony wypadkami zagranicą, postanawia pozostać w Rzymie ad infinitum, gdyż wie dobrze, że na granicy Niemiec byłby zaaresztowany pod zarzutem brudnych machinacyj pieniężnych. Wreszcie najskuteczniejszą bronią, która przyczyniła się do kompletnego zniszczenia organizacyj robotniczych i zawodowych, było rzucenie podejrzeń na czystość rąk przewódców związków zawodowych, Grassmanna i Leiparta, dwóch starych ludzi, znanych z prawości, uczciwości i bezinteresowności, którzy całe życie poświęcili sprawie robotniczej. Przeciw jednemu z nich wysunięto zarzut, iż pobierał „niesłychanie wygórowane wynagrodzenie“, bo aż 700 mk. miesięcznie. Ale jak już wspomniałem, zarzut chciwości, choćby poparty tak śmiesznie słabymi argumentami, zawsze trafia do złośliwej łatwowierności tłumu. (...) 

https://pl.wikisource.org/wiki/Cywil_w_Berlinie/ca%C5%82o%C5%9B%C4%87

Strach pomyśleć jak wielu ludzi z fanatycznym zapałem popiera tę linię Donalda T., Romana G., Waldemara Ż. Ewy W. i innych, a propagowaną w mediach przez Dominikę W. nie mając nawet cienia świadomości, że ten algorytm działania wymyślił i zastosował w praktyce Adolf H. lub ktoś z jego najbliższego otoczenia. Ale każdy wierzy w to, w co chce wierzyć - jedni w "międzynarodowy spisek żydowski", drudzy w takiż sam "spisek pisowski" i jego ukrytych wszędzie agentów, przez których obecna władza nawet "stosując prawo tak jak my je rozumiemy" łapie króliczka, łapie i złapać nie może. No a ja wierzę w to co widzę, myślę, czuję, analizuję i składam w całość w swojej głowie. Skoro widzę, że w roli "króliczka" Zbigniew Ziobro został nagle zastąpiony Mateuszem Morawieckim, to znaczy że reżim Tuska właśnie w nim widzi największe zagrożenie dla swojego bezkarnego trwania.  

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (12)

Inne tematy w dziale Polityka