Z artykułu dowiesz się:
- Dlaczego liderzy Demokratów sprzeciwiają się ustawie mimo deklarowanego poparcia dla Ukrainy
- Jakie uprawnienia taryfowe może zyskać prezydent USA i jak wygląda kwestia ceł sięgających 100 proc.
- Dlaczego sojusznicy Stanów Zjednoczonych i kraje Unii Europejskiej obawiają się nowych przepisów
- Jak szeroki pakiet uderza w Kreml i flotę cieni
Szeroki akt uderzy w Rosję
Inicjatorem ustawy był zmarły w lipcu senator Lindsey Graham. Regulacja o nazwie "Lindsey O. Graham Sanctioning Russia and Iran Act" zakłada zaostrzenie kursu wobec Moskwy oraz jej partnerów handlowych. Dokument przewiduje uderzenie w Władimira Putina, rosyjskich dowódców oraz oligarchów. Sankcje mają objąć także spółki państwowe, instytucje finansowe i statki z tzw. floty cieni. Restrykcje uderzą też w największe projekty energetyczne oraz chińskie podmioty zasilające rosyjską zbrojeniówkę.
Nazwa ustawy nawiązuje nie tylko do Rosji, ale również do Iranu. Teheran pozostaje objęty częścią zawartych w dokumencie sankcji, co dodatkowo komplikuje polityczne kalkulacje w Kongresie - podaje Axios. Pakiet zyskał już ogromne poparcie w wyższej izbie amerykańskiego parlamentu. Senat USA przyjął ustawę stosunkiem głosów 86 do 11 oraz cieszy się ona poparciem Białego Domu. Mimo to w parlamencie wywołała głęboki podział.
Potężne cła i obawy o uderzenie w sojuszników
Głównym źródłem kontrowersji stały się artykuły przyznające głowie państwa nadzwyczajne uprawnienia celne. Regulacja wprowadza uprawnienia lub obowiązek nałożenia ceł w wysokości do 100 proc. na towary z pięciu największych importerów rosyjskiej ropy i gazu oraz pięciu państw pomagających Rosji omijać sankcje. Z taryfy wyłączone mają być państwa, których zakup gazu stanowi mniej niż 15 proc. rosyjskiego eksportu tego surowca. To istotny szczegół, który bynajmniej nie rozwiewa wszystkich wątpliwości.
Przepisy ustawy obligują prezydenta do nałożenia sankcji i ceł w ciągu 30 dni. Dają mu jednocześnie prawo do zastosowania wyjątków, zawieszenia lub odstąpienia od tych działań. Taka konstrukcja budzi ogromny niepokój wśród części ustawodawców. Krytycy zwracają uwagę na potencjalne konsekwencje dla partnerów zagranicznych Waszyngtonu. Zapisy dotyczące ceł są na tyle mgliste, że Donald Trump może je wykorzystać w sposób arbitralny. W ten sposób uderzyłby także w sojuszników USA i Unię Europejską.
Niektórzy krytycy Trumpa wskazują tu przede wszystkim na zagrożenie dla dostaw gazu z Francji i Belgii. Oba europejskie państwa mogłyby znaleźć się na celowniku taryf, gdyby administracja zdecydowała się na maksymalnie szeroką interpretację przepisów.
Rozłam w szeregach demokratów
Opozycja wobec projektu przybrała w ostatnich dniach konkretny wymiar. W poniedziałek komisja regulaminowa Izby Reprezentantów odrzuciła poprawki zgłoszone przez demokratów. Dotyczyły one m.in. zakazu nakładania ceł na europejskich sojuszników Ameryki oraz wsparcia finansowego dla Ukrainy.
Przeciwko regulacji wystąpiło także kluczowe grono kongresmenów. Swoje stanowisko w oficjalnym komunikacie przedstawili Greg Meeks, Don Beyer oraz Richard Neal. - Demokraci w Izbie Reprezentantów niezachwianie popierają Ukrainę, ale ustawa o sankcjach wobec Rosji i Iranu im. Lindsey O. Graham przyniosłaby więcej szkody niż pożytku - wskazali kongresmeni.
Politycy wyrazili głębokie zaniepokojenie mechanizmem taryfowym, który ich zdaniem nie gwarantuje realnej presji na agresora. Jak ocenili Meeks, Beyer i Neal, ustawa dramatycznie poszerzyłaby uprawnienia prezydenta w zakresie ceł, jednocześnie nie nakładając sankcji na Rosję, a jedno i drugie jest nie do przyjęcia.
W partii nie ma jednak jednomyślności. Część deputowanych zamierza zagłosować wbrew rekomendacjom liderów. Portal Axios poinformował, że poparcie dla projektu zadeklarował kongresmen Jared Golden. - Myślę, że sankcje są dobre, ale generalnie popieram również cła - stwierdził. Głosowanie w izbie niższej pokaże, jak wielu kongresmenów zdecyduje się na poparcie pakietu sankcji.
Fot. Donald Trump, prezydent USA/East News
Red.




Komentarze
Pokaż komentarze (34)