Z artykułu dowiesz się:
- Ile wynosi obiecana "dywidenda Trumpa”
- Poznasz źródła finansowania, z których administracja zamierza pozyskać fundusze na realizację tego świadczenia
- Sprawdzisz ile pochłonie wypłata obiecanych pieniędzy
- Zobaczysz, jak kształtują się notowania prezydenta i frekwencja na teksańskim zjeździe
Dywidenda Trumpa i warunki wypłaty
Wystąpienie Donalda Trumpa, które zamknęło pierwszy dzień konwencji republikanów, trwało niemal dwie godziny. Podczas przemówienia w Teksasie Donald Trump wyłożył szczegóły propozycji bezpośredniego wsparcia finansowego dla obywateli. Świadczenie w wysokości 5 tys. dolarów zostało przez niego nazwane "dywidendą Trumpa”. Wypłata środków uzależniona jest jednak od wyniku nadchodzącego głosowania do Izby Reprezentantów oraz Senatu.
- Jeśli Republikanie wygrają w Izbie Reprezentantów i Senacie Stanów Zjednoczonych, dzięki naszej niesamowitej sile i ekonomicznemu sukcesowi, wydam dywidendę każdemu dorosłemu obywatelowi w Stanach Zjednoczonych Ameryki w kwocie 5 tys. dol. - zadeklarował z pełnym przekonaniem Donald Trump na scenie w Dallas.
Prezydent doprecyzował również kluczowy warunek dotyczący obiecanych funduszy. Amerykanie będą mogli wydać otrzymane pieniądze wyłącznie na terenie Stanów Zjednoczonych, co ma bezpośrednio wesprzeć krajowy rynek.
Bilion dolarów z ceł. Skąd administracja weźmie pieniądze?
Skala zapowiadanego programu rodzi natychmiastowe pytania o stabilność budżetu państwa. Według wyliczeń agencji Associated Press realizacja obietnicy Donalda Trumpa kosztowałaby amerykański budżet około bilion dolarów. To gigantyczne obciążenie dla finansów publicznych.
Godzinę po wystąpieniu głos zabrał J.D. Vance. Wiceprezydent potwierdził, że to właśnie cła mają sfinansować 5-tysięczną dywidendę. Vance doprecyzował, że system ma opierać się na zasadzie "America First", gdzie zagraniczni eksporterzy de facto sfinansują gotówkę dla amerykańskich rodzin.
Według wiceprezydenta agresywna polityka celna nie tylko dostarczy bilion dolarów na dywidendę, ale też zmusi firmy do powrotu z produkcją do USA. Ekonomiści ostrzegają jednak, że tak gwałtowny wzrost taryf może przełożyć się na skokowy wzrost inflacji, co zniweluje korzyści z otrzymanych 5 tysięcy dolarów.
Podczas wystąpienia Donald Trump nie przedstawił technicznych szczegółów sfinansowania programu ani konkretnego terminu wypłaty pieniędzy. Biały Dom przekonuje, że wpływy handlowe pozwolą na sfinansowanie transferu bez konieczności podnoszenia podatków dochodowych. Wielu ekonomistów, szczególnie niechętnych Trumpowi, podchodzi do tych deklaracji ze sporym sceptycyzmem.
Walka o głosy w cieniu słabnących sondaży
Nowa inicjatywa pojawia się w trudnym momencie politycznym dla obozu rządzącego, zmagającego się ze skutkami trwającej od 28 lutego wojny z Iranem, która wpłynęła na wzrost cen energii. Według większości badań opinii publicznej poparcie dla Donalda Trumpa kształtuje się poniżej 40 procent. Z kolei w badaniu przeprowadzonym przez instytut Ipsos dla agencji Reuters prezydent uzyskał zaledwie 32 procent poparcia.
Historia nie sprzyja Republikanom - według statystyk przytaczanych m.in. przez BBC, w 18 z 20 wyborów środka kadencji przeprowadzonych od czasów II wojny światowej partia urzędującego prezydenta traciła mandaty w Kongresie, co stanowi aż 90 proc. historycznych przypadków.
Donald Trump stara się zmobilizować swój elektorat, stawiając sprawę na ostrzu noża. - Za 55 dni Amerykanie pójdą do urn w jednych z najważniejszych wyborów w naszej historii. Twój głos zadecyduje, czy nasz kraj potknie się na starcie kolejnych 250 lat, czy też ruszy naprzód i nigdy nie będzie oglądał się w tył - motywował zgromadzonych.
Bojkot teksańskiego zjazdu i "głupkokraci"
Sama konwencja w Dallas uwidoczniła podziały wewnątrz Partii Republikańskiej. Organizatorzy zmagali się z poważnymi problemami frekwencyjnymi, co zmusiło lokalne struktury do rozdawania darmowych wejściówek na kilka godzin przed startem. Wiele miejsc w hali American Airlines Center pozostało pustych, a część prominentnych polityków GOP, ubiegających się o reelekcję, otwarcie zbojkotowała wydarzenie, obawiając się powiązania z niskimi sondażami prezydenta.
W swoim wystąpieniu prezydent nakreślił obraz listopadowych wyborów połówkowych jako fundamentalnego starcia dobra ze złem. Nie zabrakło też bezpośrednich uderzeń w politycznych oponentów. - Musimy powstrzymać tych głupkokratów, zanim ostatecznie zniszczą amerykański sen - grzmiał Trump, używając swojego nowego, ulubionego określenia wobec demokratycznej opozycji.
Prezydent przekonywał, że nadchodzące wybory to nie tylko kwestia gospodarki, ale walka z postępującym „komunizmem”, który jego zdaniem przenika do struktur państwowych. Wynik listopadowego głosowania zadecyduje nie tylko o układzie sił na Kapitolu na kolejne dwa lata, ale także o losach zapowiedzianej dywidendy dla milionów Amerykanów.
- Pokonamy komunizm w Ameryce i zagłosujemy na amerykańską wolność - wzywał ze sceny Donald Trump, prosząc wyboców prawicy o mobilizację w wyborach połówkowych.
Fot. Donald Trump na kongresie republikanów w Dallas/East News
Red.





Komentarze
Pokaż komentarze (70)