Przeglądałem gazetki przy porannej kawusi...
W Gazecie Prawnej ciekawa rozmowa z Pawłem Wojciechowskim o burdelu w polskim systemie podatkowym. Najwięcej "w plery" są ci zarabiający ok. 6 tysięcy - im Władzuchna poprzez fiskusa i ZUS grabi 47% zarobionych pieniędzy, podczas gdy zarabiający 100 tysięcy oddaje ok. 44% haraczu.
I powiem, że to jest nawet dobre rozwiązanie - po prostu mamy motywujący degresywny podatek :). Tylko, że skala podatkowa jest z księżyca...
W rozmowie padają inne ciekawe słowa - GP pyta:
Oznacza to, że system w Polsce nie jest progresywny, lecz degresywny? Dlaczego tak się dzieje?
Paweł Wojciechowski: Nie wiem, do jakiego stopnia jest to w ogóle efekt zamierzony. Nie wiadomo, dlaczego np. składkę zdrowotną płaci się w sposób liniowy, a składkę rentową w sposób regresywny, chociaż żadna z nich nie ma charakteru ubezpieczeniowego – obie mają czysto podatkowy i redystrybucyjny charakter. Obecny system jest niezrozumiały i niespójny. Dlatego efekty są też zupełnie przypadkowe, często wręcz zaskakujące. Na przykład nie wiadomo, dlaczego na wspólnym rozliczeniu małżeńskim korzystają najbardziej osoby z zarobkami między 10 a 16 tys. zł miesięcznie, a nie osoby relatywnie najmniej zarabiające. Takich przykładów można podać więcej.
Koniec cytatu... niezłe... prominentne osoby kształtujące finanse państwa poruszają się jak dzieci we mgle mówiąc "nie wiem, nie wiadomo dlaczego".
No to ja wiem jedno - przy takim kompetentym zarządzaniu nie ma bola, żeby ten system nie pierdyknął. I moim zdaniem to jest dobra wiadomość.
27
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (5)