I po żałobie...
W sumie to ja nawet lubię jak Władzuchna ogłasza różne żałoby, bo w radiach muzyka wtedy jakaś taka spokojniejsza, a nie tylko umcyk, umcyk, umcyk...
Niestety każdej większej żałobie 'na antenie' towarzyszy zadęcie - człowiek musi wysłuchiwać różnych dyrdymałów etycznych, społecznych i teologicznych. Bywa, że brednia brednię brednią pogania ale cicho-sza - nie wolno szargać pamięci poległych zwracając uwagę, że różni ludzie gadają wtedy od rzeczy.
Dla politykierów jest to zazwyczaj czas rzucania półgębkiem aluzji w stronę przeciwników, a niektórzy przypominają o sobie smażąc w prasie nekrologi - wytłuszczonym drukiem pojawia się imię i funkcja wielce zacnego męża stanu Kartoflanej RP.
Władza ma okazję pokazać, że życie i zdrowie szarego człowieka grzebiącego w ziemi jest jej bliskie. Jest jeden warunek - szarych ludzi musi być minimum dwudziestu, żeby Władza pochyliła się nad ich losem. Nic to, że niektóre grupy zawodowe nie mogą liczyć na pochylenie się Władzy w zadumie. Taksówkarze i treserzy lwów giną zazwyczaj pojedynczo i mają zero szans na nekrolog wysmarowany przez Władzę. W lepszej sytuacji jest już chór albo orkiestra symfoniczna, bo zawsze autobus wiązący ich na tournee może zderzyć się przed Włoszczową z superekspresem 'Edgar Gosiewski-Malinowski' - nekrolog z podpisem ministranta ds. kultury gwarantowany.
Nie ma też raczej szans aby Władza wprowadziła permanentną żałobę narodową - pojedyncze i rozproszone ofiary błędów lekarski oraz wypadków drogowych nie doczekają się nawet zbiorowego nekrologu petitem.
Dworuję sobie - a i owszem... inercja ludzkiego myślenia na więcej nie zasługuje.
Ale jeszcze bardziej wyprowadza mnie 'z nerw' ton mediów jaki pojawił się w ustawowo nałożonym okresie zadumy. W sobotnim Dzienniku jakiś redaktorek nabaział taki oto tekst:
Jałmużna zamiast odszkodowania
Rodzinom górników, którzy zginęli w katastrofach pod ziemią, grozi życie w ubóstwie.
Tylko po 10 tyś zł odszkodowania dostaną rodziny pracowników firmy Mard, którzy zginęli w kopalni Halemba. Mogą też liczyć na wsparcie organizacji charytatywnych, wpłaty od zwykłych ludzi i 30 tyś. zł od prezydenta. A co potem? Wdowy same będą musiały martwić się, jak utrzymać i wykształcić dzieci. Tak było zawsze.
W umyśle redaktorka inne wdowy i sieroty po prostu nie istnieją. No to ja powiem, że to są wdowy i sieroty dobrze uposażone, bo wdowy i sieroty po pacjentach szpitali, ofiarach wypadków a nawet biedne wdowy po alkoholikach na 30 tysiaków od Prezia Lecha liczyć raczej nie mogą. Zgodzę się z redaktorkiem - tak było zawsze. I nawet dodam, że tak być powinno. Władzuchna w żadnym razie nie powinna bowiem fundować dotacji wdowom i sierotom. No chyba, że Władzuchna chce aby pogłowie wdów i sierot zaczęło rosnąć...
Dalej redaktorek pisze o tym, że wdowy i sieroty dostają renty po zmarłych - rzeczywiście, wiele tego nie jest: od 597,40 zł (ciekawe ilu urzędników wyliczyło to z taką dokładnością ;) do ok. 1200 zł.
Ale dopiero dalej robi się ciekawie... duch socjalizmu i towarzysza Gierka odżywa w umysłach ludzi zajmujących się Czarnym Złotem.
Czytam co następuje: Jerzy Markowski, były dyrektor kopalni Halemba nie ma wątpliwości, że firmy pracujące dla górnictwa powinny stworzyć obowiązkowy fundusz, z którego wypłacane byłyby rodzinom pieniądze.
Fiu... fiu... urzędnicze pierdzistołki i bankowcy już klaszczą w łapki - ale będzie można przewalać z konta na konto... z konta na konto... i prowizyjka... i prowizyjka...
Fundusz obowiązkowy więc i prowizyjka od przewalanki gwarantowana !
I czytam dalej:
Firma Mard nieźle zarabia na współpracy z kopalnią - mówi dyr. Markowski - podobnie jak spółki handlujące węglem czy sprzedające maszyny górnicze. Obowiązek wpłaty pieniędzy na fundusz pomógłby żonom i dzieciom zmarłych tragicznie górników godnie żyć.
Pięknie... pięknie... Towarzyszu Gierek, jesteście tam? Towarzysz Markowski wprowadzi obowiązek wpłaty na fundusz, a wdowom i sierotom będzie się żyło dostatniej! Mniemam przy tym, że dyrektor choć były to człowiek który zna choć trochę stosunki panujące w branży wydobywczej.
Nie dziwię się więc, że kwestia polskiego górnictwa jest narodowym problemem - sprawą, która od lat rujnuje finanse państwa. Nie dziwię się, skoro ekonomiczni analfabeci wykorzystujący przez lata w praktyce ekonomię socjalistyczną kierowali i kierują kopalniami.
Dyrektor Markowski ze wstrętem podkreśla, że Mard świtnie zarabia na współpracy z koplanią, spółki handlujące węglem też świetnie ciągną - jak wszyscy wredni, kapitalistyczni spekulanci. Producentom maszyn też podobno nieźle się żyje...
To ja wam, towarzyszu Markowski wytłumaczę i napiszę wzór:
ZYSK = Cena sprzedaży - [cena zakupu + koszty własne (płace, amortyzacja etc)]
Tłumaczę: zysk firmy Mard, tłustych krwiopijców spekulujących węglem w myśl kapitalistycznej zasady 'taniej kupić & drożej sprzedać' oraz producentów kombajnów górniczych wynika z tego, że:
a) pewnie tną koszty własne jak tylko mogą - to ich sprawa i ich pracowników.
b) sprzedają węgiel najdrożej jak tylko się da czyli za tyle ile ktoś zgodzi się zapłacić.
Ergo: płynnie minimalizują 'a' oraz maksymalizują 'b'. To się tow. Markowski nazywa "kalkulacja kosztów" albo szerzej "rachunek ekonomiczny" - czy towarzysz słyszał o czymś takim? Aaa... rozumiem, w podręczniku ekonomii socjalistycznej nie było takiego pojęcia. Towarzysz ma rację, było o niebo prościej - węgiel kosztował tyle ile władza ustaliła na Plenum przed Zjazdem. Rachunki i kalkulacje były w myśl obowiązującej doktryny dla idiotów.
No więc teraz jest towarzyszu Markowski trochę inaczej. Spekulańci mogą prowadzić ohydny proceder handlu węglem i zarabiać, bo WY (mówię o was tow. Markowski jako o bycie zbiorowym - WY jako KOPALNIA) sprzedajecie im węgiel ZA TANIO. I powiem wam tow. Markowski, że jak im będziecie ten węgiel sprzedawać drożej czyli będziecie zarabiać więcej to oni będą zarabiac mniej. Serio, Markowski - tak to działa! Wy się utuczycie a oni schudą! Albo zamiast się sami tuczyć ubezpieczycie swoich pracowników. Cieszycie się, towarzyszu Markowski?
Opsss... widzę nietęgą minę towarzysza Markowskiego i innych mu podobnych. I te czoła Herosów naszej polityki zmarszczone od myślenia...
Czytam dalej i widzę, że podobnych do dyrektora Markowskiego pożytecznych idiotów i socjalistycznych dobrodziejów jest więcej. Krzysztof Kwiatek - zawodowy związkowiec z "Solidarności" też zbulwerowany niskimi odszkodowaniami. Czesław Żelichowski, śląski senator PiS też jak widzę wychowany w duchu ekonomii socjalistycznej: "Najwyższy czas, żeby ubezpieczenie wszystkich, którzy pracują pod ziemią było obowiązkowe na wysokie sumy. Rodziny ofiar wypadków w kopalniach nie mogą zostawać bez grosza" - wyznaje ekonomiczny matołek wygrzewający stołek senatora.A czym się różni rodzina kominiarza, który zabił się spadając z dachu od rodziny górnika ja się pytam?
Niestety widzę, że władza zatroskana o górniczy elektorat gotowa jest zafundować ustawę zapewniającą dostatni byt górniczym wdowom i sierotom. W myśl ustawy będziemy mieli górnicze wdowy specjalnej troski i całą resztę niespecjalnej troski.
Może coś przegapiłem, ale nie przypominam sobie żeby istniała u nas ustawa zabraniająca górnikom ubezpieczania się 'na życie'. Jak sztygar Francik chce zabezpieczyć godny byt żonie i dziatkom w razie swej śmierci to niech sobie kupi polisę. Niech sobie sam idzie do Allianza albo innego AIG i powie: chcę się ubezpieczyć na milion złotych, fedruje kilometr pod ziemią a w mojej kopalni było w zeszłym roku 8 wypadków, 5 chłopa zginęło. Proszę mi wyliczyć składkę polisy...
Od biedy, to kopalnia na której tanim węglu żerują spekulanci węglem i spółki okołogórnicze niech podniesie cenę sprzedawanego węgla i za dodatkowo zarobione pieniądze ubezpieczy wszystkich fedrujących na przodku.
Ale niech to się kurna dzieje nie na mocy żadnej ustawy zgotowanej ad hoc przez ekonomicznych analfabetów z parlamentu.
Podsumowywując ;)
Wypadek w Halembie pokazał, że fałszywa troska tłumi zdrowe zachowania takie jak odpowiedzialność. Nie ma przymusu grzebania kilometr pod ziemią gdzie w każdej chwili może coś pierdyknąć. Sztygar który lezie na przodek robi to na własną odpowiedzialność, podobnie jak kominiarz włażący na dach, saper i kaskader... jak lubi taki sport ekstremalny to jego sprawa - niech się męczy.
To stara prawda, że władza demoralizuje - tym razem demoralizuje postępowanie wielu ludzi dając jasny sygnał, że jakiś obowiązkowy fundusz wprowadzony ukazem chwilowo stroskanej Władzuchny zapewni spokój i godne życie wdowom specjalnej troski. Spokój zapewni im mąż, który przeczyta że fedrowanie się nie opłaca bo chiński węgiel i tak jest tańszy; pójdzie po rozum do głowy, rzuci do kąta górniczą lampę i zostanie kierowcą, hydraulikiem albo nawet urzędnikiem ;)
Ufff... koniec tego gderania przy niedzieli :))
Idę sobie grzmotnąć jakieś Cappuccino Royal z syropem piernikowym :)
Ciao!
43
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (2)