Aż mnie już brzuch rozbolał ze śmiechu...
Kiedy zobaczyłem na pierwszej stronie "Gazetki" historyjkę jaką gazetkowym pismakom opowiedziała Aneta K. to mi się przypomniała ta... jak jej tam... Anastazja P. i tyle...
Historia jak setki innych - trudno chyba tu będzie o jakiekolwiek "dowody" - będziemy mieli słowa przeciw słowom i trochę zwyczajnego plucia...
Tak, wiem - jestem nieczuły i niewrażliwy społecznie na piekło kobiet jakie być może miało miejsce w biurze poselskim Pięknego Łyżwińskiego. I ile wiem, to nie ma przymusu szukania roboty w biurach poselskich Samoobrony...
Historia - jeśli jest prawdziwa to jest zwyczajnie żałosna, choć z tego co czytam nie jest to żaden endemit obyczajowy. Slicky Willie Clinton manipulował przy Monice Lewinsky cygarem i jakoś nie poleciał ze stołka... JFK też ponoć lubił bawić się w "te klocki" z różnymi młodymi "króliczkami". Jaki kraj, takie rozporki i tyle...
No ale jak widzę sytuacja się rozwija i podąża w jakimś chorym zupełnie kierunku. Miłościwie Pabująca Władzuchna po przeczytaniu poniedziałkowego wydania michnikowej bulwarówki najnormalniej w świecie zgłupiała. Istna szajba niektórym Panom Na Stołkach odbiła...
Czytam sobie: Prokurator krajowy postanowił o natychmiastowym wszczęciu z urzędu postępowania wobec polityków Samoobrony Andrzeja Leppera i Stanisława Łyżwińskiego. Prokurator podjął taką decyzję po spotkaniu z premierem Jarosławem Kaczyńskim - poinformował rzecznik rządu Jan Dziedziczak...
I jak to czytam to coś we mnie bulgocze...
Bo to jest zwyczajnie chore, że premier całkiem sporego kraju po przeczytaniu porannego brukowca w trybie pilnym spotyka się z prokuratorem krajowym w sprawie tego, że jakaś paniusia po pięciu latach przypomniała sobie i zechciała ujawnić dziennikarzom owego brukowca drogę swej kariery do posady radnej w Koziej Wólce, która to droga wiodła "przez rozporek" Pięknego Łyżwińskiego...
Nie jestem prawnikiem ale czuję, że coś jest nie w porządku z prawem w kraju, gdzie prokurator krajowy wszczyna z urzędu śledztwo w sprawie intymnych stosunków (wymuszonych lub nie - to nie ma znaczenia) jakiejś sklerotycznej pani z trzeciorzędnym posłem...
Jeśli Aneta K. była napastowana, molestowana lub została zgwałcona przez Pięknego Łyżwińskiego lub jego Pryncypała - to od tego jest Policja, zwykły prokurator i sąd powszechny, a w ostateczności życzliwi radnej Anecie K. krewni lub koledzy którzy Pięknemu Łyżwińskiemu najzwyczajniej "po męsku" mogli (i powinni!) obić ryja...
No a tak mamy aferę o rozporek Pięknego Łyżwińskiego i zaplątanego w wyjaśnianie afery premiera z prokuratorem krajowym...
Czarno to wszystko widzę - kraj którego władza głupieje po przeczytaniu porannej gazety znajduje się w poważnym niebezpieczeństwie :(
Idę przepić tą groteskową historię dwoma szklaneczkami bourbona :)))
Zdrowia!


Komentarze
Pokaż komentarze (4)