No i jest ciekawie...
Złoto zaliczyło od wczoraj niezłą jazdę w dół - z $649/oz poleciało w kilkanaście godzin do $633/oz. Szanse na osiągnięcie poziomu $680-700 przed końcem roku są już raczej nikłe, choć nie takie rzeczy już widywano...
Analitycy prześcigają się w domysłach na temat "i co teraz?", bo sytuacja komplikuje się z dnia na dzień - ropa powoli drożeje, rosnące od kilkunastu tygodni amerykańskie indeksy powoli hamują, dolar traci do całego koszyka walut...
Moim skromnym zdaniem Faceci z Grubymi Porfelami właśnie przewietrzają swoje portfolia i gotują się na żniwa w pierwszych tygodniach lutego 2007. Tak coś czuję, że przyczajony byk zbiera siły do skoku w rejon $680/oz, a siłą rozpędu dolecieć może nawet do $750/oz... tylko, tylko... czy ja aby nie myślę zbyt "życzeniowo"?
Pożyję, zobaczę... najwyżej będę solidnie spłukany i dobrze mi tak :)
W końcu sam się prosiłem...
A tak bajdełej, polecam wszystkim posiadaczom "dolarowych inwestycji" zerknięcie do Googla i googlowych newsów w poszukiwaniu informacji na temat Amero - wkrótce może być ciekawie w tej, jak jej tam... geopolityce, o!
35
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze