615 obserwujących
1599 notek
9362k odsłony
  16984   0

Tunel Millera

 

W „polskiej wersji raportu MAK”, jak to określił min. A. Macierewicz po konferencji „komisji Millera” jest w pewnym momencie fragment, w którym polscy najwybitniejsi specjaliści poszli najlepszym śladem najwybitniejszych specjalistów z Moskwy i odtworzyli – jak można niemalże z całkowitą pewnością sądzić – na gruncie (jak to sami określali na „konferencji”) tzw. głębokiej analizy zapisów CVR: „sytuację psychologiczną dowódcy statku”, Wprawdzie nie mieli oryginałów CVR, wprawdzie wiele z tego, co udawało się „odczytać” ruskim ekspertom i promoskiewskiej telewizji rządowej TVN (tudzież innym agendom Ministerstwa Prawdy), okazywało się potem nieprawdą – w niczym to jednak nie przeszkodziło specom z „komisji Millera”, którzy, jak to ujął na słynnej „konferencji” sam mgr inż Miller, sporządzali „ekspertyzy, które nie raz kosztowały tysiące godzin” - którzy to eksperci od ekspertyz uznali właśnie sfałszowane zapisy CVR jako podstawowy „dowód w sprawie”. Nawet wrak nie był tak ważny, nawet analiza terenu, nawet sekcje zwłok, tylko czarne skrzynki, które, jak kiedyś w przypływie szczerości wyznał inny przewybitny radziecki ekspert, E. Klich, gdy je pierwszy raz zobaczył z kolegami z Polski, sprawiały wrażenie, jakby je w danym miejscu ustawiono właśnie na przybycie wysłanników z naszego kraju.


 

Nawiasem mówiąc, nawet zawartość czarnych skrzynek okazała się nie w pełni dla „komisji Millera” wiążąca, co właśnie na „konferencji” wyszło na jaw, gdy P. Prus zaczął dopytywać o pewną rozbieżność między wynikami analizy (tzw. polskiej skrzynki) zleconej przez prokuraturę wojskową a tezami stawianymi przez „komisję Millera”. Prus przypomniał, że wg prokuratury nie ma śladu po uruchomieniu procedury odejścia w zapisach polskiego rejestratora, tymczasem „komisja” twierdziła z całą stanowczością, że odejście było, tylko o parę sekund za późno, bo piloci po głupiemu wpadli w pułapkę jaru i nie zorientowali się na czas, że lecą w jarze (swoją drogą, czy komisja w ogóle sprawdzała „jar”?, bo z tego, co pamiętam, nie znaleziono tam żadnych śladów po przelocie samolotu, co napisano nawet wprost w raporcie komisji Burdenki 2). Na dopytywanie Prusa płk Grochowski odpowiedział, że polska załoga tupolewa już na Białorusi planowała odejście znad Smoleńska, a decyzja dowódcy o próbnym podejściu zapadła jeszcze przed połączeniem z „Korsażem”. Skąd Grochowski to wiedział? Oczywiście z niezastąpionych zapisów rozmów w kokpicie, bo skąd? O ile więc jeszcze parę dni wcześniej płk Szeląg trzymając nerwy na postronkach, tłumaczył dopytującym go dziennikarzom, o co chodzi z tym niezarejestrowaniem żadnego odchodzenia przez ATM,o tyle „komisja Millera” powtarzała do upadłego i nawet pokazywała na przeróżnych symulacjach, jak to z tym „uruchamianiem uchoda” oraz „ilsem” jest.


 

Ale wróćmy do psychologii czy szerzej: psychiatrii radzieckiej, która okazała się dla speców Millera niezwykle pomocna w wyjaśnianiu zdarzeń z 10 Kwietnia – dokładnie tak, jak dla speców MAK, którzy „analizom psychiatrycznym” poświęcili wiele stronic swego g...nego „raportu”. Tam bowiem, gdzie brakowało danych lub gdzie fakty ciężko było ustalić, tam radziecka psychiatria dokonywała cudów interpretacji i rekonstrukcji. No cóż, to całe dekady praktyki z diagnozowaniem, obserwowaniem i zwalczaniem schizofrenii bezobjawowej oraz paranoi o cechach pieniactwa, które to choroby nauka radziecka wykrywała u wrogów władzy ludowej. Do tych chlubnych tradycji nawiązała „komisja Millera” pisząc o „tunelowaniu poznawczym”:


 

Analiza prowadzonej wówczas korespondencji i rozmów pilotów w kokpicie wskazuje na rozpoczęcie sięzjawiska tunelowania poznawczego u dowódcy statku powietrznego, polegającego na silnej selekcji uwagowej, skupionej na danych niezbędnych do realizacji aktualnego priorytetu zadaniowego. Selekcja ta jest tym bardziej wyraźna, im wyższy poziom stresu oddziałuje na pilota. Główne czynniki psychologiczne, które istotnie wpływały na podwyższenie poziomu stresu na tym etapie lotu, to duży poziom nieprzewidywalności sytuacji i konflikt wewnętrzny dowódcy statku powietrznego, rozumiany jednak nie jako dylemat lądować, czy nie lądować(dążenie - unikanie), ale związany z planowanąprzez dowódcęstatku powietrznego próbąpodejścia do lądowania (jak nisko zejśći jaki tryb podejścia zastosować). W tym konkretnym momencie należy więc zakładaćistnienie wysokiego poziomu stresu, wynikającego z koncentracji na realizowanym planie działania.” (s. 232; por. ruski raport i opowieści o „starciu motywów” w psychice dowódcy statku; co za baran taką „rekonstrukcję” w polskim pseudoraporcie przeprowadził i na jakich podstawach, nawet nie chcę na razie widzieć)


 

Ludzie więc sobie całymi miesiącami głowy łamali, dlaczego w ostatnich chwilach zapisu rozmów załogi dowódca milczy, a tu tę właśnie zagadkę rozwiązali psychiatrzy współpracujący z „komisją Millera” - być może ci sami, co pracowali w Moskwie, bo już nie takie cuda na kiju widzieliśmy w przypadku „polskich badań” czy „polskiego śledztwa”. Na „konferencji” zresztą Jedynak tłumaczył to „tunelowanie poznawcze” nawet szerzej, mówiąc o „postrzeganiu tunelowym” dowódcy statku, który „przeciążony pracą” „sam wykonuje pewne czynności”, nie dzieląc się swoimi spostrzeżeniami z kolegami w kabinie. Dowódca jest zajęty zbyt wieloma rzeczami naraz, że nawet „nie słyszy”, jak kontroler z wieży szympansów zaleca zniżanie. Nie tylko nie słyszy, ale i nawet nie potwierdza, że słyszy, no i rzecz jasna, nie reaguje prawidłowo, tzn. nie zniża samolotu po zaleceniu ruskiego szympansa. Załoga jak zahipnotyzowana wgapia się w radiowysokościomierz, no a potem, jak stwierdza Jedynak „nie drzewo było za wysokie, lecz samolot był w tym miejscu, gdzie nie powinien”. Wprawdzie „obraz z radarów” z wieży szympansów „się nie zachował”, lecz to w niczym nie przeszkodziło ludziom Millera zrekonstruować, co na radarach mogły widzieć ruskie szympansy właśnie.


 

Na konferencji prasowej, zorganizowanej wedle najlepszych sowieckich wzorców, otworzyły ją przecież pytania od przedstawicieli rządowej telewizji TVN, potem zaś „dopytywali” ruscy żurnaliści, w stylu typowym dla załganych neosowieckich mediów – zabrakło paru poważnych kwestii. Pytania jakichś sensownych dziennikarzy (typu Gmyz, Misiak, Falkowski etc.) i tak tonęły w morzu łgarstw czy to promoskiewskich dziennikarzy, czy to samych przedstawicieli „komisji” z mgr. inż. Millerem na czele, który przecież w pewnym momencie stwierdził (z tymi charakterystycznymi dla jego sposobu przemawiania teatralnymi pauzami pasującymi do wystąpień na zebraniu pezetpeerowskiej egzekutywy), że „dysponent lotu uniemożliwił pilotom odejście na zapasowe lotnisko”. Załoga zwróciła się do „dysponenta lotu”, a ten nie podjął decyzji. Kiedyś więc zarzutem były „naciski” na załogę, teraz zaś zarzutem okazał się brak nacisków na załogę ze strony śp. Prezydenta. Za ten jeden skandaliczny wprost fragment swych kłamliwych wypowiedzi, Miller powinien natychmiast stracić swoje stanowisko, ale mam nadzieję, że zdoła jeszcze ponieść odpowiedzialność nie tylko za swoje urągające resztkom przyzwoitości słowa, ale za karygodne czyny.


 

Jakich pytań zabrakło? Np. takich: 1) czy „komisja” porównywała przypadki lądowania w podobnych warunkach innych samolotów o podobnej konstrukcji? (zwłaszcza „lądowania na plecach”), 2) czy eksperci widzieli rozkład ciał ofiar?, 3) kogo „komisja” przesłuchała? 4) dlaczego w pseudoraporcie nie ma zeznań świadków?, 5) dlaczego nie ma stenogramu CVR jaka-40, 6) dlaczego nie ma stenogramów z COP-u? 7) dlaczego „komisja” zakończyła prace, skoro nie uzyskała dostępu do wielu dokumentów? 8) jakie były polityczne naciski na „komisję”?


 

Tunel Millera to można by powiedzieć są końskie klapy na oczach, choć ściślej byłoby określić to jako ruskie klapy na oczach. Jak wiadomo ruskie klapy są dużo większe od końskich, bo nakrywają całą głowę.

Lubię to! Skomentuj412 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale