Blog
Układ Warszawski - rekonstrukcja
Free Your Mind
Free Your Mind podziemne tunele
616 obserwujących 1599 notek 9278057 odsłon
Free Your Mind, 10 maja 2012 r.

Posiedzenie z udziałem moonwalkera (1)

 

 
 
Osobom, którym znana jest zakazana „Czerwona strona Księżyca” (http://fymreport.polis2008.pl/wp-content/uploads/2012/02/FYM-cz-1.pdf) (albo przynajmniej związany także z analizą zeznań „polskiego montażysty”, czyli moonwalkera S. Wiśniewskiego post „Godzina Batera” (http://freeyourmind.salon24.pl/380030,medytacje-smolenskie-6-godzina-batera)), nie muszę przypominać, iż wg mnie księżycowy filmik z „miejsca katastrofy” został nakręcony ca. kilkanaście minut wcześniej aniżeli oficjalnie się podaje. SW, zapewne chcąc wyjść naprzeciw potrzebom „fachowców wojskowych”, o których tak wiele mówi podczas przesłuchania, wprowadził (po wzięciu filmowych materiałów z prokuratury, która poprosiła go o ich „ulokowanie w czasie”) parametry dostosowane do „godziny Morozowa”, czyli ca. godz. 10.40 rus. czasu (pol. 8.40), którą na poziomie prokuratorskim wynegocjowano 10 Kwietnia nocą, na szczeblu międzynarodowym, jako „godzinę katastrofy”. Przypieczętowano potem tę godzinę (z drobną korektą na 10.41 rus./8.41 pol.) podczas badań radzieckich ekspertów z Moskwy i znad Wisły, którzy ze swą ekspedycją przybyli na ruski księżyc, by zlustrować krajobraz „po katastrofie”.
 
Korekta moonwalkera polegała zaś na tym, iż przesunął czas swojego przybycia na „miejsce wypadku” do przodu – tak by wyglądało, iż przybył później na pobojowisko, a nie wcześniej. Nie mógł bowiem, skoro i prokuratorzy, i potem radzieccy badacze, wyliczyli i wykazali niezbicie na podstawie najtwardszych ruskich danych, że „katastrofa polskiego prezydenckiego tupolewa” zaszła o godz. 10.40-10.41 (8.40-8.41), być na jej miejscu WCZEŚNIEJ (nawet, jeśliby był). Prędzej by bowiem uwierzono (nie tylko w gabinecie ciemniaków), iż to „polski montażysta” coś pokręcił aniżeli radzieccy prokuratorzy i badacze razem wzięci, toteż wiedziony zdrowym instynktem lub też zachęcony przez „fachowców wojskowych” (niewykluczone, że oba „czynniki” zadziałały równocześnie), moonwalker usadowił swoją księżycową wędrówkę 10 Kwietnia w paśmie czasowym: ca. 8.48/8.49 – 8.56 pol. czasu, biorąc poprawkę na to, iż potrzebował chwili na zastanowienie (co się właściwie stało i co się będzie dalej działo), przebranie, zgarnięcie niezbędnych rzeczy, wyjście z pokoju hotelowego, zejście na dół, dotarcie na pobojowisko, uruchomienie tam kamery i przestawienie trybu rejestrowania (po tym, jak pobliskie „drzewo symbolicznie strzeliło”).
 
Problem „ustawienia parametrów zegara kamery” był o tyle łatwy do rozwiązania dla „polskiego montażysty”, że – jak sam potem półgębkiem przyznał na jednym z forów (już po publikacji przeze mnie „Czerwonej strony Księżyca”) – 10 Kwietnia filmował pobojowisko siewiernieńskie BEZ danych czasowych. Czy to był kolejny szczęśliwy/nieszczęśliwy zbieg okoliczności, jak słynna rozwiewka we mgle nad ul. Kutuzowa, opisywana podczas sejmowego przesłuchania, w której to rozwiewce miał moonwalker widzieć z hotelowego okna „skrzydło skierowane pionowo w dół” , czy może nadzwyczajna przezorność Wiśniewskiego granicząca z jasnowidzeniem – to rzecz wciąż do wyjaśnienia (jak pisałem w mojej książce, nie można wykluczyć, iż moonwalker wcale nie wyłączył kamery, tylko kazano mu podczas rozmów z czekistami, wykasować fragment z tym, co się udało z okna sfilmować – niewykluczone też, że mgielny sitcom nie pochodzi z 10 Kwietnia po prostu).
 
Zadziwiać może jednak, iż nadwiślańska prokuratura nie zażądała od moonwalkera samej jego kamery, by sprawdzić, czy na jej twardym dysku nie ma śladów po tym, kiedy faktycznie była uruchamiana owego tragicznego dnia (i jak długo rejestrowała) – no ale ostatnią rzeczą chyba, jakiej spodziewalibyśmy się po naszych prokuratorach, byłaby ta związana z chęcią rozwiązania zagadki zbrodni na polskiej delegacji. Nie chcąc więc sobie komplikować życia i dodawać roboty, prokuratorzy wzięli po prostu za dobrą monetę ten materiał wideo, który Wiśniewski po swoich „uzupełnieniach” dostarczył. Do dziś zresztą nie wiadomo, czy były te filmy rzetelnie kryminalistycznie analizowane, a nawet jeśliby nie były, to przy trwającej już dwa lata, niekończącej się historii z depozytem ABW (z telefonami i innymi nośnikami elektronicznymi ofiar zamachu) nie powinno nas dziwić.
 
Zwracam na te w/w kwestie z moonwalkerem uwagę, rozpoczynając omówienia stenogramów z jego wystąpienia, ponieważ cała dramaturgia przesłuchania moonwalkera rozgrywa się w pierwszych kilkunastu, maksymalnie trzydziestu, minutach (od momentu, gdy świadkowi zostaje udzielony głos), w których Wiśniewski (czy dobrowolnie, czy pod czyimś przymusem – to znów kwestia do ustalenia) narzuca tę zdeformowaną (czasowo) narrację Zespołowi (i także nam). W momencie wszak, kiedy księżycowa wędrówka zostaje umiejscowiona w pewnych ramach czasowych – całe przesłuchanie i cała analiza zeznań „polskiego montażysty” zostaje podporządkowana tymże ramom. Nietrudno się domyślić, iż jeśli te ramy są nieprawdziwe, to i przesłuchanie, i analiza tracą pod wieloma względami możliwość dotarcia do autentycznego przebiegu zdarzeń. Widać to zagmatwanie zresztą pod koniec przesłuchania, kiedy toczy się ten słynny dialog o przebierańcach w strojach strażaków. Min. A. Macierewicz sygnalizuje Wiśniewskiemu, iż zgodnie z oficjalną godziną, podawaną przez raport komisji Burdenki 2, o 10.48/10.49 rus. czasu nie powinno być jeszcze nikogo na „miejscu katastrofy”, zaś moonwalker bezradnie rozkłada ręce, tłumacząc się na zasadzie, której twardo się trzyma w swych zeznaniach, iż „on tylko filmował, to co było” (zaś, dlaczego było tak, jak było, to on nie wie – to powinni wyjaśnić „fachowcy wojskowi”).
 
W tych 30 pierwszych minutach przesłuchania (które zalecam obejrzeć każdemu, kto nie miał dotąd okazji ku temu) zawarte jest „wszystko” – i pokrótce opowieść o perypetiach moonwalkera, i jego dyskusja z blogerskimi interpretacjami (świadcząca, że „polski montażysta” pilnie śledził fora na swój temat), i fragmentaryczne prezentacje kilku różnych smoleńskich filmowych materiałów, i nawet kwestia filmowania przylotów 7 kwietnia 2010. To wszystko świadczy dobitnie, iż Wiśniewski przewidywał pewien scenariusz początkowej części spotkania z Zespołem i był do tego spotkania świetnie przygotowany. Pewne było, że na posiedzeniu powróci, jeśli nie stanie się wprost najważniejsza, kwestia moonfilmu, więc ten materiał „polski montażysta” miał pod ręką, od razu do jego odpalenia (i to z odpowiednimi „parametrami czasowymi”). Oprócz tego jednak, zauważmy, przyszykowany miał fragment wideo z... (ponoć) 11 kwietnia 2010 (prezentacja „pięknej pogody” i widoczności w słoneczny dzień) oraz z mgielnego sitcomu (z parametrami „7.19” pol. czasu).
 
O ile jednak moonwalker był przygotowany, o tyle Zespół nie za bardzo wiedział, w jaki sposób tak ważnego świadka gruntownie przesłuchać – członkowie Zespołu zasypywali Wiśniewskiego pytaniami na przeróżne tematy (niejednokrotnie odbiegające od siebie), a przy tym nie dysponowali jakąś specjalistyczną analizą moonfilmu ani wcześniejszych zeznań/wywiadów „polskiego montażysty” – tak by dopytywać moonwalkera o istotne detale, a nie pozwalać mu swobodnie zakreślać ramy opowieści. Warto zaznaczyć, iż zrazu, tj. w pierwszych chwilach, Wiśniewski przyjmuje pozę „chłopka-roztropka” - drapie się po brodzie, twierdząc skromnie (jako dotychczasowy najważniejszy świadek z 10-04 przecież!), iż nie za bardzo wie, co i jak opowiedzieć, tak więc woli odpowiadać na pytania. Parlamentarzyści zaś, zamiast poprosić, by zwyczajnie zrelacjonował na początek (chronologicznie) to, co robił od wstania 10 Kwietnia z hotelowego łóżka po czas oddania materiału z Siewiernego polskiej telewizji, stwierdzają, że w takim razie obejrzą moonfilm, który z kolei Wiśniewski będzie zagadywał co parę sekund, od razu narzucając interpretację poszczególnych jego fragmentów. Co więcej, nawet podczas tego moonwlkerowego zagadywania, niektóre interesujące wątki, jak choćby kwestia kilku autokarów przy Siewiernym, w których, zdaniem „polskiego montażysty”, czekały jakieś delegacje na przylot polskiego Prezydenta, zostaną zupełnie pominięte, natomiast nie będzie brakowało w całym posiedzeniu powrotów do rzeczy już parokrotnie na nim omówionych (jak choćby kwestia tego, co Wiśniewski widzieć miał w mgielnej rozwiewce), tudzież elementów komicznych, jak cyrk z przewijaniem na telebimie mgielnego sitcomu.
 
W ten sposób więc zimowe (2011) posiedzenie Zespołu, które mogło być przełomowe dla całego śledztwa (choćby z racji wiedzy, jaką można było wydobyć i z Wiśniewskiego, i z jego dokumentalnych materiałów bezwzględnie wymagających kryminalistycznej analizy) – i które powinno było zapoczątkować cały cykl dalszych przesłuchań, np. z wymienianymi przez moonwalkera dziennikarzami, stanowiło jedynie zamknięcie szeregu spotkań z kilkoma smoleńskimi świadkami. Dziś zaś, a więc ponad rok od tamtego posiedzenia, nie widać, by cokolwiek w pracach Zespołu się w tej materii zmieniło. Nowych przesłuchań świadków jak nie było, tak nie ma i nie wiadomo, czy będą.
 
Wróćmy jednak jeszcze do samego „polskiego montażysty”, nim oddamy mu głos. Jest kilka spraw w jego „smoleńskiej historii”, które nadal budzą znaki zapytania. Po pierwsze ta, że w ogóle udało mu się przeżyć księżycową wędrówkę, czyli że, mówiąc obrazowo, symbolicznie nie przygniotło go jakieś drzewo jako „przypadkowego przechodnia”. Po drugie ta, że (przynajmniej oficjalnie taka jest wersja) NIE nagrał momentu „katastrofy”, mając w ręku kamerę i stojąc w oknie, gdy dochodziło do Zdarzenia – początek moonfilmu jest dziwny, tak jakby nie były to pierwsze sceny materiału dokumentalnego (kamera skierowana do dołu i dopiero po chwili uniesiona w górę – brak jakiegokolwiek śladu po dobieganiu Wiśniewskiego na pobojowisko). Po trzecie ta, że A. Wosztyl w prokuraturze miał zeznać (wg ustaleń L. Misiaka i G. Wierzchołowskiego - „Nowe Państwo” 3/2011), że „słyszał silniki tupolewa” o 8.35, zaś o tejże godzinie na mgielnym sitcomie (oczywiście jeślibyśmy się trzymali parametrów wprowadzonych przez Wiśniewskiego) nie słychać silników tupolewa (oczywiście w tym wypadku nie tylko mgielny sitcom może mieć – jak sugerowałem na początku notki – przesunięte dane „zegara kamery”, ale i Wosztyl, po rozmowie z „fachowcami wojskowymi”, może podawać błędne dane).
 
Po czwarte wreszcie ta, że „polskiego montażysty” nie przesłuchiwały ani ruska, ani warszawska komisja – nie stał się „megagwiazdą” mediów, bohaterem talk shows, nie trafił na rozkładówki kolorowych magazynów jako jedyny naoczny polski świadek „smoleńskiej katastrofy”. Dlaczego nie? Jeśli przypomnimy sobie jego gorączkowe relacje spod bramy smoleńskiego lotniska, to już mamy pierwszą odpowiedź – Wiśniewski widział „nie tę” katastrofę, nie za bardzo więc nadawał się na takiego „bohatera dnia”. Jeśli zaś weźmiemy pod uwagę to, że żadnej lotniczej katastrofy na Siewiernym nie było, to mamy drugą i chyba najważniejszą odpowiedź. Rzecz jasna, to że nie było katastrofy wcale nie przeszkodziło badaczom w badaniach jej przebiegu oraz skutków – no ale to osobna historia w rozwoju nauk radzieckich.
 
Przenosimy się więc na (najciekawsze w historii) posiedzenie Zespołu:
 
21'40'' (materiału) AM: „Proszę bardzo, oddaję panu głos. Proponuję, żeby po pana relacji, bądź w momencie, w którym pan (...) uzna za stosowne, żeby ją przerwać, przejdziemy do pytań i później, jeśli pan będzie chciał bądź w odpowiedziach uzupełniać poszczególne fragmenty, bądź całość, jakąś wyodrębnioną część wypowiedzi kontynuować, to oczywiście będzie pan miał taką możliwość. Także gdyby pan chciał swoją wypowiedź ilustrować fragmentami czy większymi całościami filmowymi, to jest sprzęt do pana dyspozycji i proszę tylko tutaj informować naszą obsługę techniczną, że chce pan część do części filmowej. (...)
SW (podrapawszy się po brodzie) (poza mikrofonem): „Dziękuję uprzejmie, tylko przyznam się szczerze, że, no, nie za bardzo wiem od czego...
(gwar)
AM: „Proszę do mikrofonu.
SW: „On jest w ogóle włączony?” (wyciąga bezprzewodowy mikrofon ze statywu) „O, chyba działa. Yyy... przyznam się szczerze na dzień dobry, że za bardzo nie wiem, od czego zacząć, bo to, co mówiłem, wielokrotnie opisywane było i powtarzane w mediach, wielokrotnie było to emitowane w różnych stacjach telewizyjnych – tak więc przyznam się szczerze, no, cóż tu jest, cóż tu ja mogę więcej powiedzieć? To, co było, to, co się stało, to, co widziałem – zrelacjonowałem. To, co udało mi się nagrać, zarejestrować...”
AM: „Panie redaktorze, jeśli pan woli formę...”
SW: „Montażysta, montażysta...”
AM: „Pytań...”
SW: „...nie jestem redaktorem, jestem montażystą.” (uśmiech)
AM: „...to... Jeżeli pan woli formę pytań od początku, to możemy taką...”
SW: „Będzie mi łatwiej (niezr.)
AM: „...formułę przyjąć bez pana wypowiedzi, że tak powiem, swobodnej, do której będziemy się ustosunkowywać pytaniami, tylko rozpocząć od, od pytań.”
SW: „To będzie mi wygodniej, bo w tym momencie tyle jest kwestii, tyle jest pytań – każdy ma swoje jakieś (odkaszlnięcie) wyobrażenie o danej sytuacji, każdy ma jakieś zdanie na ten temat. Tak więc powiedzenie jednym zdaniem czy dwóch na temat, co by wszyscy chcieli wiedzieć – niestety, nie potrafię czegoś takiego zrobić.”
 
(W ten sposób moonwalker „ustawia sobie” najważniejszą, początkową część posiedzenia – przyp. F.Y.M. Zwolnienie go z obowiązku zrelacjonowania po kolei, co się działo rankiem 10 Kwietnia w hotelu Nowyj (czy np. Wiśniewski gdzieś wychodził? Czy z kimś się widział? Czy z kimś rozmawiał? Czy ktoś go widział, kto mógłby być następnie wezwany do złożenia zeznań? Itd.) - zapewnia „polskiemu montażyście” komfort w takiej postaci, iż jako świadek może się on zdać na wiedzę (a częściej niewiedzę) przesłuchujących go parlamentarzystów. Innymi słowy – nie musi od razu opowiadać czegoś, co mogłoby wywołać lawinę pytań lub odsłonić jakieś kulisy wydarzeń – tylko swoją relację dostosowuje do tego, co jego interlokutorom uda się w trakcie posiedzenia ustalić.)
 
AM: „Świetnie. Zgłasza się do głosu p. przewodniczący Zieliński. (...)”
Zieliński: „Jeśli można prosić, to może byłoby dobrze, gdybyśmy najpierw zobaczyli materiał filmowy, a potem łatwiej byłoby formułować pytania, ponieważ...”
SW (kiwa głową)
Zieliński: „...my dosyć dużo już rozmawiamy na kolejnych spotkaniach i nie tylko, także podczas dyskusji medialnych o tej jakże straszliwej sprawie i w związku z tym na pewno byłoby łatwiej, gdybyśmy zobaczyli dokument, a potem (...) moglibyśmy zadać pytania. Jeżeli pan by się zgodził, to proponowałbym.”
 
(Z tego można wywnioskować, iż SW nie przekazał Zespołowi materiałów wideo PRZED posiedzeniem – przyp. F.Y.M. Czy przekazał PO, też nie wiemy. Jedynie więc zrzucił i upublicznił swoje materiały na YT i tam śledził komentarze (tudzież w blogosferze) oraz wstępne analizy tychże filmików – będzie się do tych dyskusji odnosił, jak wspomniałem, w swym wystąpieniu. Co gorsza, parlamentarzyści nie poprosili montażysty, by podczas emisji niczego nie komentował, tylko, by wszyscy spokojnie mogli cały materiał obejrzeć – potem zaś go oglądać ponownie z ewentualnymi komentarzami, pytaniami etc. W ten zaś sposób znowu dali świadkowi okazję do narzucenia narracji, jak bowiem zaraz zobaczymy – tenże SW, mimo iż jeszcze chwilę temu zapewniał, że właściwie to nie wie za bardzo, co i jak opowiadać, tu rozgada się na dobre i każdy detal zacznie wyjaśniać tak, jak mu będzie narracyjnie pasować. Gdyby tego było mało, szef Zespołu, zamiast dopytać o szczegóły związane ze wprowadzeniem parametrów czasowych do materiału wideo, uzna po prostu, iż te parametry są prawdziwe i potraktuje je jako układ odniesienia do dalszych rozważań. W ten sposób pierwsza runda zostanie przez Wiśniewskiego wygrana.)
 
SW: „Proszę bardzo, to zacznijmy od tego właśnie mmm...”
AM:  „Proszę bardzo, zacznamy w takim razie od materiału filmowego.”
SW:  „...który wszyscy już chyba dawno tyle razy oglądali, tak więc tu tego... Pozwoliłem sobie akurat tutaj zaprezentować ten fragment  tego...” (moonfilm już jest emitowany na telebimie, co znaczy, iż był przygotowany do emisji – przyp. F.Y.M.) materiału, ale z datą i z godziną, żeby łatwiej było się do tego odnosić. Proszę uprzejmie. O, nie wiem, czy ten... I tu o, pozwolę se zrobić taką krótką przerwę...” (raptem po paru sekundach prezentacji – przyp. F.Y.M.) „...bo tu było, wyszły, padało wiele zarzutów w stosunku do mnie, jako do montażysty, że ten materiał jest zmontowany. Tu chciałem takie sprostowanie: otóż mianowicie nie został zmontowany, tylko wcześniej nagrywałem w innym sys... tego, w longplayu, przełączyłem na inny standard, żeby mieć lepszą jakość materiału. Tak samo, jak niektórzy sugerowali, że trzask, który było słychać w tle, to że ktoś do mnie strzelał albo coś się działo, albo jakaś eksplozja, albo coś podobnego. Nie, nic z tych rzeczy, po prostu, może wydać się komuś to banalne i dziwne, a to po prostu strzelało płonące drzewo. Trzask pło-, normalnie, płonącego drzewa.”
 
(Jak widać z powyższego monologu, SW konstruuje od razu pewien sposób interpretowania moonfilmu – tak by oglądający ten materiał wideo z góry wiedzieli, co i jak odczytywać – przyp. F.Y.M. Co więcej – niepytany przez nikogo, od razu deklaruje, iż dokument nie był montowany.)
 
AM:  „Przepraszam, jeżeli jesteśmy przy tej kwestii, czy mógłby pan przywołać w takim razie, ten moment (...), żebyśmy się wszyscy mogli o tym płonącym drzewie, które...”
SW: „Już za chwileczkę, tu akurat...”
AM: „...pan tak dokładnie opisał, przekonać.”
SW: „Proszę spojrzeć, tu akurat jest jakby pos... widok na wprost i za chwilę przejedziemy w prawo  (jacy „my”, skoro filmował sam? - przyp. F.Y.M.)  i jedno z tych drzew tutaj z prawej strony, które płonęło, tak symbolicznie po prostu strzeliło w tym momencie.”
AM: „Ale ten dźwięk, ten moment, w którym jest ten dźwięk.”
SW: „Tu akurat... No tu może być trudno... bo nie wiem, czy akurat to jest aż tak... to nie, tu akurat tego...” (dźwięk strzału) „O! Taki był, o, było słychać takie, takie „trz!”, takie strzały. To było właśnie niby... Ten dźwięk strze..., że ktoś strzelał niby do mnie, to po prostu płonę-, strzeliło, strzelało płonące drzewo... (na telebimie migawka z czarną skrzynką – przyp. F.Y.M.) To jest akurat element charakterystyczny, który znale- (?). Niektórzy zadawali mi dość wydaje... dla mnie dość niezręczne pytanie, dlaczego nie wziąłeś tej czarnej skrzynki (śmiech). No, pomijając, że jest to dość ciężki element, a po drugie bieganie z czymś takim i robienie zdjęć jest niewygodne. To trzeba podjąć jakąś decyzję – albo ro-, kręcę jakiś materiał – albo zbieram np. szczątki na pamiątkę albo jako dowód, ale w tym momencie, mając świadomość, że to jest ros. lotnisko, no i jakaś katastrofa – mówię jakaś, to wcale nie obraża nikogo i niczego, bo ja dopiero później, będąc już zatrzymanym, miałem świadomość... jakiego zdarzenia, jakiego, jakiej katastrofy jestem świadkiem.”
 
(I zaczyna się rozmowa o parametrach czasowych – przyp. F.Y.M.)
 
AM: „Przepraszam, jeżeli mogę się zapytać – te cyfry, które są po prawej stronie obrazu, to są cyfry...?”
SW: To jest data nagrania i godzina nagrania ustawiona wg zegara ka, kamery, tam może się różnić to mniej więcej, około pół minuty z czasem rzeczywistym... Yyy... Komisja, która badała moje materiały filmowe, stwierdziła, że ten czas jest na tyle wiarygodny, że właśnie komisja Mil-, pana Millera, yyy, użyła to jako odniosienia do swojej prezentacji właśnie też mojego materiału zrealizowanego wcześniej kamerą, która stała i nagrywała pogodę przez okno.”
 
(Szef Zespołu zamiast dopytać o to, skąd się wziął taki a nie inny „zegar” w kamerze, skoro była to inna strefa czasowa, a więc wydarzenie działo się (formalnie, oficjalnie) w innych godzinach – gwoli więc ścisłości powinno być osadzone w realiach „tamtejszych”, nie zaś polskich – przyjmuje te wyjaśnienia moonwalkera bez najmniejszego oporu i zaczyna własny monolog – przyp. F.Y.M. Chciałoby się jednak zapytać: a na jakiej podstawie „komisja Millera” mogła uznać czas wprowadzony przez Wiśniewskiego za wiarygodny do tego stopnia, by stanowił układ odniesienia do innych wydarzeń? Jak się przecież potem podczas posiedzenia okaże, moonwalker będzie miał spore trudności z zaprezentowaniem obu podejść iła-76 na mgielnym sitcomie, zaś co do faktu zarejestrowania (przez siebie) lądowania jaka-40 w ogóle będzie miał wątpliwości.)
 
AM: "Jeżeli można, ta sprawa jest jedną z ważniejszych, dlatego też pozwalam sobie jeszcze na chwileczkę pytania i komentarza do tej kwestii. Ustalenie rzeczywistego czasu wydarzeń, to jest jedna z większych, jeden z większych problemów przy tej tragedii. Jak państwo świetnie pamiętacie, przez bardzo długi czas żyliśmy w przekonaniu, że tra-, że katastrofa wydarzyła się o godz. 8.56. Utrzymywano blisko miesiąc społeczeństwo polskie i nie tylko w takim przekonaniu, w sytuacji, w której prokuratorzy ros. w obecności prokuratorów pol. już o godz. 23. wieczorem 10-04, ocenili, że katastrofa miała miejsce o godz. 8.40. No, dzisiaj przesunięto to na 8.41, a... świadectwa zgonu wydawano z godz. 8.50, .51, .55 – tutaj (chodzi o migawkę moonwalkera – przyp. F.Y.M.) zdjęcie czarnych skrzynek (chyba jednej – przyp. F.Y.M.) jest o 8.50.01 – to jest o tyle istotne, że oficjalny komunikat o znalezieniu czarnych skrzynek..."
SW (kiwa głową)
AM: „...to jest godz. 16.”
SW: „A ja już je mia-, chodziłem po nich (?)...”
AM: „To jest godz. 16., a ten film w telewizji ros. był emitowany już o godz. 12.27 czasu ros. Więc taka (...) jest sytuacja, sekwencja. To ma niesłychanie istotne znaczenie dla zabezpieczenia i oryginalności materiałów z czarnych skrzynek, którymi się po dzień dzisiejszy państwo pol. i opinia publ. posługują w sytuacji, w której nie mamy dostępu i nie możemy zweryfikować, czy te czarne skrzynki, w jakim stanie są ich nagrania. (...)”
 
SW: „Więc nawiązując do tematu już poruszonego, czyli tzw. czarnej skrzynki, która wbrew pozorom nie jest czarna tylko pomarańczowa, ale to chodzi o czarne godziny – rzecz w tym, że przecież, jak pan wspomniał, o 12. było czasu ros., ale przecież mój materiał był mniej więcej wyemitowany w świat – mniej więcej pół godziny, jak nie więcej, nie więcej niż godzinę po moim zatrzymaniu, bo akurat dzięki życzliwości osób trzecich, jak już (?) udało mi się stamtąd wydostać, to przecież emitując przez wóz nasz satelitarny, poszło to w świat o wiele wcześniej, czyli nie tylko ros. służby już miałyby jaką-..., przecież skądś wzięli ci ludzie ten materiał. Bądź co bądź, nie oszukujmy się, po prostu go ukradli – w uznaniu, że to jest ich. Bo podpisuje Russia Today np. czy Russia 24 twierdzi, że to jest ich materiał, przez nich, przez nich zrealizowany...”
AM: „To istotna kwestia...”
SW: „To tak na marginesie.”
 
AM: „Czyli krótko mówiąc, pan nie przekazywał – czyli pan nie przekazywał żadnej konkretnej firmie, stacji, tego materiału na własność, tak?”
SW: „Znaczy jedyna konkretna firma, której przekazałem, to jest moja firma, dla której pracuję, czyli TVP „Wiadomości”, przy okazji Info itd., itd., bo takie jest poczucie obo-, mojego obowiązku zawodowego, że jeśli mam materiał, no to przecież nie, nie sprzedam go jak miałem propozycję od Russii Today za 30 tys. dolarów, tylko po prostu oddaję swojej firmie, dla której pracuję i dla której bądź co bądź, wcale się tego nie wstydzę, to... nie powiem, że zrobiłem z myślą o konkretnej firmie, ale jest to potrzeba, no... podejrzewam, że każdy z nas by to zrobił.”
 
AM: „Czy mógłby pan przybliżyć, o której mniej więcej godzinie TVP otrzymała ten film? To ze względu na dalszy bieg wydarzeń naprawdę jest istotne.”
SW: „To troszeczkę jest za trudne pytanie, bo w tej chwili nie pamiętam, bo będąc jednak, nie oszukujmy się, jednak i w pewnym stresie, i, no, trochę jednak i szoku, i... która, która to była godzina - nie powiem, bo nie mam takiej wiedzy. Musiałbym poprosić kogoś, żeby sprawdził z tzw. szpiega, czyli podglądu tego, o której materiał przyszedł do... do... na... do firmy, czyli na Plac Powstańców. Tak więc trudno mi powiedzieć, czy to było godz. 8.50 czy 9.20 – nie chcę takich godzin podawać – po prostu nie wiem. Nie...”
 
(Czy moonwalker w tym miejscu zaczyna posługiwać się kodem księżycowym, czy po prostu plecie trzy po trzy? Co miałaby oznaczać godz. „8.50” jako czas przekazania materiału wideo do wozu transmisyjnego? - przyp. F.Y.M.)
 
AM: „(...) 12.27 czasu ros., prawda, to jest godz. 10.”
SW: „10...”
AM: „10.27 czasu pol.”
SW: „Podejrzewam, że sporo wcześniej.”
AM: „O 12.27 ten film jest emitowany w ogólnoros. dzienniku telewizyjnym.”
SW: „Podejrzewam, że spokojnie godzinę wcześniej powinno być w Polsce.”
AM: „Rozumiem, dziękuję bardzo.”
 
(Czyżby więc ok. 9.30, a więc, gdy pierwsze podawano wieści o „problemach z lądowaniem”, TVP miała już materiał moonwalkera? I trzymała go pod kloszem przez blisko godzinę, a więc do ca. godz. 10.27? To by dopiero była historia warta śledztwa - przyp. F.Y.M.)
 
SW: „Nawet zakładając, że byłem zatrzymany około godziny – to jest godzina 9., a wydaje mi się, że to było krócej niż godzinę – tak więc mówię: nie chcę podawać godziny, nie chcę podawać informacji takiej, po prostu, nie mam takiej wiedzy. Nie chciałbym nikogo wprowadzić w błąd. (...)” (dalsza projekcja moonfilmu – przyp. F.Y.M.) „...Wiele osób mnie pytało, dlaczego robiłem w tą stronę, a nie w tamtą stronę – dlaczego... nie udałem się, powiedzmy, w przeciwnym [kierunku], widząc, że tam są ludzie, czy strażacy, czy jakieś inne służby... Po prostu, powód był banalny, po prawej stronie było takie błoto, że nie dało się przejść – tym bardziej, że tam są mokradła. Po prostu zwyczajnego... miałem do wyboru: albo zrobić zdjęcia teg-, tej części, nie mając możliwości – mając świadomość, że nie dojdę tam, gdzie jest, powiedzmy, sedno  (?) – i właśnie starałem się wybrać się taką drogę, która po prostu normalnie no po ludzku dała się przejść... Też nie mogłem pójść w prawo, bo tam byli... już w międzyczasie pojawili się strażacy, którzy po prostu leli wodą czy czymś tam, jakimś środkiem gaśniczym, a kąpiel w takiej temperaturze nie jest taka za... nazbyt miła.”
 
(Ten ostatni zwrot, mimo że całkiem dowcipny – zupełnie nie pasuje do powagi sytuacji – moonwalker (świadomie lub nie) zdaje się zapominać, iż opowiada, jakoby wszedł na miejsce katastrofy prezydenckiego tupolewa, gdzie miało (wedle oficjalnej wersji) leżeć blisko 100 ciał, a nie, że wpadkował na jakieś przypadkowe ruskie ćwiczenia strażackie, na których mógłby zażyć przypadkowej kąpieli – przyp. F.Y.M. Takich humorystycznych elementów w jego opowieściach będzie jeszcze na owym posiedzeniu sporo.)
 
SW: „(...) Też jest pytanie, jaka była pogoda, jaka była widoczność – dlaczego, też było pytanie, no, prawie się nic nie pali, to też jest dość dziwne, bo przecież samolot, yyy, miał co najmniej 10 t paliwa, przecież przy takiej ilości tego paliwa, to powinno to wszystko zdmuchnąć. No przecież wiadomo, że jak nawet widzimy na obrazkach czy gdzieś w rzeczywistości, jak wybucha zbiornik samochodu, pal-, zbiornik paliwa w samochodzie osobowym, no to jest słup ognia taki, że daj Boże zdrowie – a tu jak widziałem przez okno: ten słup był stosunkowo niewielki. Dlatego byłem przekonany, biegnąc tym z kamerą, żeby..., żeby zobaczyć, co się stało, że  to był jakiś samolot mały, jakiś powiedzmy wojskowy, powiedzmy, jakiś szkoleniowy albo coś podobnego. Dlatego też, było później słychać mój komentarz, taki mało wyszukany, niestety, przepraszam, wymsknęło mi się, bo zobaczyłem, że to jest nasz polski samolot. To już w ogóle w tym momencie nogi mi się ugięły pode mną – no bo... no nie jest nic takiego miłego zobaczyć rozbity nasz, polski samolot. Jednak... człowiek ma coś takiego, jak poczucie, właśnie...
 
I nawet słychać po moich tych odgłosach stękania, że tam nawet po prostu nie dało się normalnie iść. I widać, że tam jest błoto – prawdopodobnież jeszcze dodatkowo yyy... ten teren został przeorany skrzydłem, które było pionowo w dół – prawdopodobnież jeszcze elementami samolotu i pomijając to, że tam jest, widać, mokradła, jest, jest to bagno prawie że i to jest jedno wielkie błoto.
 
I to jest, to też jest zastanawiające, co wielokrotnie, wiele osób mnie też pytało – dlaczego tam było tak cicho... Nawet ptaki nie ćwierkały (właśnie że ćwierkały – przyp. F.Y.M. - co nietrudno dosłyszeć na ścieżce dźwiękowej moonfilmu). Nawet widać połamane są drzewa i faktycznie rzecz biorąc, się nic nie pali. Dopiero po jakimś czasie widać tam w głębi migają światełka – nie wiem czy to się da załą-, tu gdzieś mniej więcej (pokazuje kursorem na obrazie zatrzymanym na telebimie – przyp. F.Y.M.) to przyjechała straż pożarna. Dlaczego oni przyjechali tak późno, mimo tego, że byli tak blisko? Rzecz w tym, że prawdopodobnież i była sy... później pytałem tego strażaka – bo oni myśleli, że się zdarzył wypadek na szosie. Tam jest zaraz szosa wylotowa ze Smoleńska. I ta straż jechała tą szosą (oczywiście – samolot spadł na łączce paręset metrów od remizy, a straż wyjeżdża do wypadku, który zdarzył się na szosie przyp. F.Y.M.), a tam nie da się po prostu zjechać, bo jest dość wysoki, wysoki jest nasyp. Chcę po... (?) I musieli zawrócić i pojechać od strony lotniska. Tutaj mniej więcej w lewo (pokazuje kursorem na drzewach) jest brama główna lotniska (główna? Czy boczna? - przyp. F.Y.M.).
 
(Niestety, wątek tej rozmowy SW ze „strażakiem” nie zostanie zbadany na tymże posiedzeniu – przyp. F.Y.M. Nie wiemy zatem, czy moonwalker konwersował, gdy został zatrzymany, czy też pod bramą, czy też w jakichś zupełnie innych okolicznościach. Tak czy tak na pewno takiej rozmowy nie ma na moonfilmie)
 
(Poseł Jaworski): „Przepraszam, mam jedno pytanie: jaka jest rzeczywista odległość wg pana, bo pan zna tą kamerę, do tego ostatniego drzewa?” (chodzi o migawkę w panoramą pobojowiska z wczesnych sekund moonfilmu – przyp. F.Y.M.)
SW: „Do tego?” (pokazuje dwupienną brzozę w zonie Koli – przyp. F.Y.M.)
(Poseł Jaworski): „Czy tam dalej nawet, głębiej jeszcze. Chodzi o widoczność.”
SW: „Czyli gdzieś tutaj mniej więcej.” (pokazuje kursorem drzewa przy drodze do zony Koli – przyp. F.Y.M.)
(...)
SW: „No to, to można mniej więcej ocenić, że to jest wg... moim skromnym zdaniem to jest odległość nie więcej niż 200 m w linii prostej. Bo to jest odcinek, który, tak o... 200 m – to jest na pewno nie więcej niż, na pewno nie więcej niż 300. To jest na pewno, bo to jest... Tym bardziej, że patrząc, porównując wielkości zniszczonych części samolotu. Można, to można odnieść do tego.
 
(dalsza projekcja moonfilmu – przyp. F.Y.M.) To nawet widać, że się już troszeczkę – jest tak jakby, nazwijmy nieładnie, coś się dzieje. Już strażacy przyszli, przyjechali na miejsce zdarzenia. Tu też widać fragmenty czegoś, powiedzmy sobie, jakichś, przepraszam za określenie, szmat, czy innych śmieci  (proszę zwrócić uwagę – moonwalker mówi o szmatach, a nie np. o czyimś ubiorze widzianym pośród szczątków – przyp. F.Y.M.) - to też mi trudno jednoznacznie powiedzieć, czy to są sz-, fragmenty z rozbitego samolotu, czy..., no... Tam, mówiąc delikatnie, no... był jeden wielki śmietnik! Tym bardziej, że – przepraszam za śmiałość – ale Rosjanie nie należą do narodu bardziej powiedzmy sobie dbającego o środowisko naturalne. Tam po prostu śmietn-, tych śmieci różnych, puszek i innych elementów było bardzo dużo.
 
Też to w jakiś sposób niektórzy internauci dopatrywali się, że tu jakieś są gdzieś fragmenty ludzkie, jakieś, jakieś inne elementy, które... (pojawia się migawka ze statecznikiem – przyp. F.Y.M.). Ten dziwny dźwięk, który w tej chwili słychać w tle, to jedzie właśnie jed-, straż pożarna, oni mają takie właśnie, charakterystyczny sygnał (chodzi o takie warczące odgłosy – tymczasem – co warto przypomnieć – ani przez chwilę nie słychać na moonfilmie dźwięku przypominającego syrenę z filmiku Koli – przyp. F.Y.M. Posłowie zresztą nie dopytują Wiśniewskiego o ten dźwięk podczas posiedzenia). I to też akurat ktoś tu sugerował, że w tych okolicach... było też pytanie, dlaczego nie widziałem... właśnie typowych rzeczy dla katastrofy lotniczej – typu np. rzeczy osobistych, rzeczy najbardziej strasznej i tragicznej, czyli ludzkich szczątków? Tu to jest małe prawdopodobieństwo, żeby coś takiego było można znaleźć z racji tego, że to jest część, nazwijmy, techniczna samolotu, czyli usterzenie, silniki itd. itd.”
(...)
(Poseł Wojtkiewicz): „W głąb tych zdjęć to jest w stronę lotniska?” (cały czas zatrzymany jest kadr ze statecznikiem – przyp. F.Y.M.).
(Ktoś z sali): „Bramy lotniska.”
SW: „Yyy... Już mówię – to jest mniej więcej” (trzyma kursor nad leżącym statecznikiem między drzewami, mniej więcej w środku kadru – przyp. F.Y.M.) patrząc po zdjęciu satelitarnym (hm, tu ciekawostka – czemu mielibyśmy patrzeć „po zdjęciu satelitarnym”, skoro SW był na miejscu i dotykał wszystkiego własnymi rękami i widział własnymi głazami – przyp. F.Y.M.)  „to jest to jakby w stronę lotniska, dlatego też ko-, komuś powiedziałem w jakimś wywiadzie czy w rozmowie, że jest szczęście w nieszczęściu, że ten samolot rozbił się akurat w tym miejscu. To nie to, żebym miał jakieś ironizowanie w stosunku do tego, tylko ka-, lecąc kawa-, jeśliby ten samolot skręcił troszeczkę w lewo, rozbiłby się na stacji benzynowej. Tam jest stacja obsługi samochodów i stacja benzynowa, no to tra-, tragedia byłaby zdecydowanie jeszcze większa. Jeśli poleciałby kawałek dalej do przodu, to... wpadłby na te samoloty, które stały zaparko-, tam jest lotnisko wojskowe, nie wiem, czy te samoloty były sprawne, czy niesprawne, puste, czy zatankowane – ale tam stały delegacje wszystkie, które czekały na przylot Pary Pre-, yyy, całej delegacji polskiej. Jeśli on by tam spadł, no to wtedy przepraszam, byłaby, no, mówiąc krótko: rzeź. Bo tam było ze-, nie wiem, z dwieście, może z... Co najmniej 5 autokarów, a w autokarze mniej więcej mieści się 50-60 osób, czyli byłaby po prostu więk-, po prostu wręcz masakra.”
 
(Opowieść o „co najmniej pięciu” autokarach przy Siewiernym jest zdumiewająca (nie tylko w kontekście zeznań M. Wierzchowskiego (http://freeyourmind.salon24.pl/401203,tajemnice-smolenska) i J. Sasina (http://freeyourmind.salon24.pl/403331,1-przesluchanie-sasina) (http://freeyourmind.salon24.pl/404659,2-przesluchanie-sasina-cz-1) (http://freeyourmind.salon24.pl/408456,2-przesluchanie-sasina-cz-2), ponownie analizowanych przez blogerów nie tak dawno) i stanowi swoisty test Zespołu, mam wrażenie – przyp. F.Y.M. Moonwalker zdaje się sygnalizować, że wie o lotnisku coś, co zupełnie kłóci się z oficjalną wersją wydarzeń z 10-04, ale też „między wierszami” dopytuje Zespół, czy sprawę należy publicznie rozgłaszać.
 
Jakie bowiem autokary w tak wielkiej ilości mogłyby czekać przy Siewiernym, skoro miało przylecieć – odliczając załogę – ok. 90 osób, z których i tak kilkoro miało jechać limuzynami, zaś dziennikarze odjechali dużo wcześniej osobnym autokarem? Zespół przy tej kwestii się nie zatrzymuje i nie zasypuje Wiśniewskiego pytaniami. A przecież cisną się same na usta. Gdzie i kiedy SW widział te autokary? Kogo w nich widział? Czy przed przylotem „dziennikarskiego” jaka-40 nie słyszał innych przylotów/innego przylotu? No i jak widok tylu autokarów miał się do położenia okien z hotelowego pokoju „polskiego montażysty” oraz do odległości między główną bramą a hotelem „Nowyj”? Czy SW oglądał pojazdy z hotelu (np. przy bocznej bramie), czy też zrobił sobie jeszcze poranny spacer wzdłuż lotniska?)
 
SW:  „Czyli dobrze, że akurat tam spadł, przepraszam za takie, za taką dygresję, ale... to trudno powiedzieć, co by było gdyby, ale...”
AM: Mam wrażenie, że te autokary były puste, ale to...” (skąd miałby szef Zespołu cokolwiek o tych autokarach wiedzieć? - przyp. F.Y.M.)
SW: „Nie. Autokary były pełne.”
AM: „Tak?”
SW: „Tam było. Tam po prostu przyjechały delegacje, które yyy... No, co najmniej w trzech autokarach byli ludzie.”
AM: „Rozumiem.”
(...)
 
(Posłanka Sikora): „Chciałam zapytać pana – przepraszam, czy mogę abstrahować od tego filmu – (...) kiedy pan dokładnie przyjechał do tego Smoleńska i kto wydał panu akredytację? To znaczy rozumiem, że przyjechał pan (...) wysłany ze swojej firmy, na delegację” (pytanie dość osobliwe, bo posłanka od razu sama na nie odpowiada – przyp. F.Y.M.) „tylko dokąd zwróciła się TVP po akredytację? Czy to było do (...) urzędu premiera, czy urzędu ds. kombatantów? Kto wydawał te akredytacje dziennikarzom?”
SW: „Pani wybaczy, ale ja się nie inte-, ja się nie znam na tych sprawach.”
(Posłanka Sikora): „Pan tego nie wie, dobrze.”
SW: „Nie mam, nie mam, po prostu dostałem w pewnym sensie polecenie służbowe – znaczy, polecenie; no spytano mnie, czy pojadę, no a wiadomo, że i tak...”
(Posłanka Sikora): „Ja zaraz panu powiem, dlaczego ja pytam, dlatego, że wg słów świadków, dziennikarze (...) nie byli obecni na... jakby nie czekali na yyy... przylot samolotu, a przynajmniej... fotoreporterzy nie czekali na, na przylot samolotu.
(AM?): „Nie było prezydenckiej [ekipy]...”
(Posłanka Sikora): „Nie było ekipy. Oni ponoć czekali w... w Katyniu. Nikogo tam jakby – dziennikarzy tam nie było, fotoreporterów...”
AM: „To szczęście, że pan był na miejscu.”
(Posłanka Sikora): „Tak, że..., tak że...”
SW: „No ja dziękuję za takie szczęście.” (śmiech)
(Posłanka Sikora): „...jest pan dla nas, a myślę, że dla sprawy bardzo cennym świadkiem. Proszę mi powiedzieć zatem – przyjechał pan, rozumiem, tam dzień wcześniej...”
 
(Widać, że Zespół nawet nie ma danych dot. podziału dziennikarzyi obsługi medialnej imprezy z 7 kwietnia 2010 – przyp. F.Y.M.)
 
SW: „No sporo wcześniej, przyjechałem, pierw..., pierwsz[y] (?), bo przyjechała cała ekipa z polskiej telewizji. Przyjechaliśmy... dzień, w pierwszy dzień Świąt Boż-, yyy..., no...”
(Ktoś z sali): „Wielkanocy.”
SW:„Wielkanocy.”
(Posłanka Sikora): „Wielkanocy. Aa.”
SW: „Bo przecież obsługiwaliśmy też wizytę yyy... premierów.”
 
(Czyli część dziennikarzy i ludzi mediów tamte Święta spędzała w ruskim hotelu? Musiało być wesoło - przyp. F.Y.M.)
 
(Posłanka Sikora): „Jasne. Nie, to zrozumiałe.”
SW: „To już, to już wtedy byliśmy. Już wtedy...”
(Posłanka Sikora): „Jasne.”
SW: „...byliśmy zakwaterowani w tym hotelu Nowyj. Tak więc – można powiedzieć, dlatego, stąd też było pytanie: dlaczego akurat ustawiłem kamerę w tym kierunku...”
 
(To kolejny moment sejmowego posiedzenia, kiedy SW odpowiada na NIE zadane mu pytania – czyżby w ten sposób zdradzał iż na nie był przygotowany? - przyp. F.Y.M.)
 
(Posłanka Sikora): „Nie, nie, nawet nie.”
SW: „Bo dwa dni wcześniej przyleciały samoloty prezy... premierskie.”
(Posłanka Sikora): „Jasne, ja o tym, przepraszam, zapomniałam nawet.”
AM: Które pan filmował.”
(Posłanka Sikora): „Faktycznie.”
SW: Które też miałem filmować. I następne pyt... odnosząc się do pani pytania dotyczącej akredytacji. Kto wydaje takie akredytacje? Nie mam pojęcia, bo...”
(Posłanka Sikora): „Jasne.”
SW: „...ja jestem człowiek techniczny.”
(Posłanka Sikora): „Rozumiem, bo tutaj jest przerzucanie się jakby odpowiedzia...”
SW: „Nie...”
(Posłanka Sikora): „...lnością, kto organizował wizytę, wie pan, bo to jest dość ważne.”
SW: „O, to nie mam pojęcia, bo to...”
(Posłanka Sikora): „Rozumiem, myślałam, że pan ma takie...”
SW: „Nie, bo to akurat, ja... mam swoją... działkę.”
(Posłanka Sikora): „Jasne.”
SW: „Swoje tego. Mam przygotować sprzęt, przygotować się technicznie itd.”
(Posłanka Sikora): „A proszę...”
SW: „Wracając do pytania dziennikarzy, bo... postaram się tam, bo może później zapomnimy i może się pogubimy...” (w tym miejscu moonwalker przypomina samej posłance, o co na początku go pytała – przyp. F.Y.M.) „Byli dziennikarze przecież, którzy stali przy tym, przy tym, przy tym szlabanie, który tam na lotnisku był. Stąd wiem, że byli yyy... może wcześniej ich nie było, ale w tym momencie, gdy tam mnie zawieziono, zostałem zatrzymany, to widziałem przecież redaktora np. Batera, kolegę z TVN-u, który chciał ten materiał kupić, yyy, kilka osób chyba z portali internetowych. Tak więc dziennikarzy jako takich było co najmniej 10 osób. Na pewno ludzie mieli i mikrofony, mieli kamery, bo próbowali wbiec na to lotnisko, dowiedzieć się, o co chodzi. Nawet dlatego wiem, że byli dziennikarze, bo yyy... funkcjonariusz FSB, który w pewnym sensie opiekował się moją torbą i mną, yyy..., po prostu od-, nie pozwalał mi się komunikować z nimi i wymieniać jakichkolwiek informacji. Powiedzieli, ja-, zresztą akurat była też taka rozmowa, powiedzieli, jak narozrabiałeś, to cierp.”
(...)
(Tu szef Zespołu przypomina, by się trzymać w dyskusji treści moonfilmu, nie zaś by dopytywać o wątki nie związane z materiałem wideo – przyp. F.Y.M.)
 
(Posłanka Szczypińska): „(...) Tutaj oglądając ten film, widzimy, że widoczność jest całkiem niezła i tej, tej mgły, o której była mowa przy, przy katastrofie, my tutaj nie obserwujemy, no i mam pytanie, jak pan odebrał, przedzierając się przez (...) te bagna czy mokradła, czy wówczas miał pan problemy no z zobaczeniem, czy (...) widział pan tą mgłę? Czy ona wtedy była? Bo to jest godz. 8.50, więc moment zaraz po katastrofie...
SW: „Proszę uprzejmie. I nie wiem, czy akurat pani miała przyjemność oglądanie relacji z konferencji p. Millera. Tam akurat też był mój materiał, który pokazywał, jak gęsta była mgła. Jeśli z odległości mniej więcej 300 m – no, powiedzmy 400, no, nie będziemy się tu targować, bo tu nie o to chodzi – widać tylko zarys samolotu wielkości ił-76, a jest to naprawdę duży samolot...”
 
(Ta zawiła odpowiedź nie jest na temat – przyp. F.Y.M. Szczypińska pytała o widoczność po przybyciu na „miejsce katastrofy”, zaś moonwalker opowiada o widoczności pokazanej na mgielnym sitcomie, którego jeszcze w sejmie nie zaprezentował.)
 
SW: „...czyli mgła momentami wg fachowców wojskowych dochodziła do gęstości, widoczność spadała do... nawet do 70 m. Czyli na dobrą sprawę nawet to... zakład... to musiałbym albo jedno, albo drugie, bo w tym momencie pozwoli... to... nna... na razie...”
 
(Ten moment wypowiedzi także przedziwny – moonwalker jakby sam zgubił wątek; być może myśli tu na głos – przyp. F.Y.M.)
 
AM: „Tak, tylko pan relacjonuje wydarzenia godzinę wcześniejsze.”
(Tego akurat nie wiemy – przyp. F.Y.M. Moonwalker wyraźnie odwołał się do tego, co widać na mgielnym sitcomie – nie zaś do tego, co sam widział, przypominam. Kręcony z parapetu materiał wideo do dziś dnia nie został upubliczniony w całości – nawet w słynnym filmie „10.04.10” pokazano tylko jego fragmenty i to w przyspieszonym tempie. Nie można zatem stwierdzić nawet, ile lądowań jest zarejestrowanych na mgielnym sitcomie, a przecież oficjalnie miało być jedno – dziennikarskiego jaka-40 oraz dwa nieudane podejścia iła-76 – ale przecież sam moonwalker będzie opowiadał w wywiadach, iż słyszał, że jakiś jeszcze samolot wylądował, a nawet, że sądził, iż to był ten z delegacją prezydencką – kwestia więc tego, co się zarejestrowało na mgielnym sitcomie jest niezwykle ważna; także w kontekście wspomnianych przeze mnie wyżej zeznań Wosztyla. Jak pamiętamy z prezentacji w sejmie - pokazane było tylko jedno „podejście iła-76” - czy jednak tylko ono się zarejestrowało? Czy kamera rejestrowała non stop, czy też... była wyłączana?)
 
SW: „Yyy... po-, pozwolę sobie zamknąć akurat ten fragment.”
AM: „[niezr.] godzinę wcześniej.”
SW (zwinąwszy wideo z księżycowej wędrówki, szuka innego pliku w folderze): „Jeśli pytamy o coś takiego, co się nazy-, kogoś interesuje mgła, to zobaczmy, proszę miłego państwa, coś, co się dzieje – to, co było następnego dnia.” (pokazana jest migawka z tego samego ustawienia kamery – bezchmurne niebo, słoneczny dzień – przyp. F.Y.M.)„To jest widoczność następnego dnia, jak jest ładna słoneczna pogoda. Jeśli w takiej odległości – to jest mniej więcej porównywalna odległość (do poletka, które Wiśniewski zwiedzał na ruskim księżycu – przyp. F.Y.M.), pomijając jakieś tam szczegóły techniczne, jeśli mniej więcej tu, na tej wysokości, przelatywał ił, wielka, ciężka maszyna i nie było widać, no to pani wybaczy – tu jest odległość jakieś dwadzie-, to jest jakieś powiedzmy 150 m w linii prostej do 300 m – czyli jest to mało prawdopodobne, żeby ta mgła powstała tak powiedzmy sobie, jak niektórzy sugerują: już i jest.”
 
(Zachodzi zatem znowu niezwykła sytuacja, wszak moonwalker ze spokojem prezentuje materiał (ponoć) z niedzieli 11 kwietnia 2010 – przyp. F.Y.M. Mimo to jednak nikt z parlamentarzystów nie pyta: Panie, a sfilmował pan prace na pobojowisku? Ma pan jeszcze jakieś materiały z hotelowego okna? Co pan jeszcze zarejestrował?)
 
 
SW: „Ta mgła była co najmniej od godziny 6 rano. Mówię to z pełną odpowiedzialnością, bo mam to akurat nagrane na, na innym fragmencie...”
AM: „Jeżeli można – to rzeczywiście jest niesłychanie wido-, istotne, pan mówi o 6-tej rano czasu moskiewskiego, prawda? Znaczy rosyjskiego, tak?”
SW: „Yyy, nie, warszawskiego.”
AM: „Warszawskiego?”
SW: Raczej tak. Raczej warszawskiego. Ja się odnoszę do warszawskiego czasu.
AM: „Rzecz jest o tyle istotna, że przecież mamy stenogramy z rozmów na wieży, w których mgła, relacjonują (tu SW zwija fragment ze słoneczną migawką i zaczyna znowu szukać w folderze, po czym otwiera sobie po chwili fragment mgielnego sitcomu – przyp. F.Y.M.) kontrolerzy lotu, że mgła jest dla nich zaskoczeniem, że ona się pojawia nagle, jest zaskoczeniem w stosunku do (...) prognoz meteorologicznych. Dlatego pana obserwacja, że ona była stale, tak różna od relacji kontrolerów lotu, jest dla nas szczególnie istotna.”
 
SW (ma już przygotowaną migawkę z parapetu): „Proszę bardzo, tu akurat jest fragment – godz. 7.19 czasu warszawskiego. Już widać. W porównaniu z... poprzednie, ten fragment z ładnej widoczności, przejrzystości powietrza, tu jest 7.19, widać, że jest po prostu – warunki są, jeśli chodzi o... sprawy lotnicze, po prostu wręcz tragiczna.” (Składnia taka w oryg. - przyp. F.Y.M. Moonwalker zwija na chwilę migawkę na telebimie i znowu przeszukuje folder, po czym ponownie włącza fragment mgielnego sitcomu.) Obawiam się, że jako kierowca bym w takiej mgle, nie wiem, czy bym pojechał.
AM (do posłanek): „Jak oni startowali. 7.19, mniej więcej, jak startowali.”
 
SW: „...Tak więc, tak więc sporo wcześniej ta mgła na pewno była, bo przecież wcześniej nie dało się filmować z banalnego powodu, bo po prostu było ciemno. Ale nawet, nawet porównując po tym, że jest o godz. 7-mej, czy nawet jeszcze wcześniej, ta mgła cały czas jest. I nie ma zamiaru wcale się akurat zmniejszać, wręcz przeciwnie – to jakby udało się szybciej puścić – widać, że ta mgła idzie cały czas od tamtąd, od strony, od której powinien nadlecieć samolot.” (Wyłącza migawkę, po czym za chwilę znowu włącza – przyp. F.Y.M.)  „Tak więc sugestie, że ta mgła powstała sobie, że, powiedzmy, ktoś ją sztucznie stworzył, wg mnie i wg opinii fachowców yyy..., czyli wojskowych, jest mało prawdopodobne. (Znowu wyłącza migawkę – przyp. F.Y.M.)Tym bardziej, że wczoraj była ładna słoneczna pogoda, a że jest tam w tamtym rejonie jest mokro. Po prostu, było ciepło, dzisiaj jest zimno – zaczęło to parować. I to jest cała niestety przykra, ale może komuś się wydać banalna prawda. Tutaj... Tym bardziej, że tu akurat, korzystając z wiedzy wojskowych, nie mojej – po prostu sztuczna mgła ma swój specyficzny zapach. A prawdziwa mgła taka typowa mgła...”
AM: „Ja w ogóle nie wiedziałem, że mo-, że jest możliwa sztuczna mgła. To jest dla mnie zupełna nowość.”
SW: „Nie. Zrobienie sztucznej mgły czy tak zwanej zasłony dymnej...”
AM: „A, rozumiem.”
SW: „...przy obecnych środkach tehcnicznych – nie jest to rzeczą żadną trudną, bo stawia się kilka odpowiednich urządzeń i się mgłę, i się mgłę...”
AM: „Wie pan, ja po prostu się kieruję relacjami, które ciągle słyszymy, że w ogóle czegoś takiego, zjawiska nie ma. Tylko dlatego pozwoliłem sobie tu powiedzieć, że nie ma sztucznej mgły, więc...”
SW: „Jeśli komisja Millera stwierdziła, że była widoczność poniżej, a są, a podejrzewam, że w komisji pracują ludzie, którzy na tym się znają. Jeśli oni z pełną odpowiedzialnością publicznie mówią, że była mgła – widoczność była...”
 
(Tu już moonwalker wykonuje akrobację intelektualną, bo przecież fachowcy wojskowi z „komisji Millera” nie byli na miejscu 10 Kwietnia, nim doszło do „smoleńskiej katastrofy” - zaś być tam miał właśnie „polski montażysta” jako „ocziewidiec”. Co więcej, jeśli owi fachowcy „publicznie mówią, że była mgła”, a mówią tak na podstawie analizy „smoleńskiego filmu” „Mgła” sporządzonego przez samego moonwalkera z hotelowego pokoju – to jest to niezła kołowacizna „fachowości” – przyp. F.Y.M. No ale to tak, jak z ustaleniami „parametrów czasowych” Zdarzenia.)
 
SW: „...nielotna.Pogoda była tzw. nielotna. Warunki były... no, wręcz beznadziejne, jeśli chodzi do latania – tym bardziej do lądowania. Jeśli samolot prędkość lądowania ma ok. 200-300 km/h, no to widoczność realna spada do... nawet nie poniżej minimum tak zwanego, nazwijmy, technicznego. Tak więc w tym momencie ja akurat chciałbym – mówię z mojego skromnego doświadczenia podkreślić, że jest to nie, po prostu, nieprawdą, że tej mgły nie było, bo...”
 
(Teraz już nie za bardzo wiadomo, o co moonwalkerowi chodzi. Jeszcze niedawno zapewniał, że była mgła, powoływał się na fachowców wojskowych, którzy po obejrzeniu jego materiału z okna, stwierdzili, że była piekielna mgła, a naraz – mimo że nikt na posiedzeniu nie kwestionuje tego, że ta mgła była (nawet przywołana przez AM relacja ruskich szympansów dotyczyła tylko jej zaskakującego pojawienia się w stosunku do prognoz meteo) – a naraz sprzeciwia się głosom mówiącym, iż nie było mgły – przyp. F.Y.M. Aż się człowiek zaczyna zastanawiać – no to jak naprawdę z tą mgłą było?)
 
AM: „To jest oczywiste.”
SW: „Nawet upierając się, że chcąc stworzyć takie warunki nielotne, na takim dużym obszarze, otwartym obszarze, jest po prostu chyba niewykonalne.”
AM: „W pełni się z tym zgadzamy. Gdyby pan mógł wrócić do relacji, materiału...”
SW: „Relacji, czyli co?”
AM: „Na którym ta mgła jest mniejsza, bo jest zaraz po katastrofie.”
SW: „Czyli wróćmy... czyli yyy... do miejsca katastrofy. Tu już na...” (przeszukuje folder – przyp. F.Y.M.)
 
(...) (Teraz nastąpi jedno zabawne nieporozumienie – przyp. F.Y.M.)
(Poseł):(...) zaintrygowała mnie kwestiaczasu na nagraniach. Nie wiem, czy to była kwestia pomyłki prowadz-, pana montażysty, czy, czy ja źle zrozumiałem. Ponieważ (...) przy pierwszym filmie, kiedy mówimy o godz. 8.50, na co p. przewodniczący zwracał uwagę, myślę, że to niezwykle ważne, mówimy, że jest to 8.50 czasu moskiewskiego.”
AM: „Nie, nie.”
SW: „Warszawskiego.”
AM: „Warszawskiego.”
SW: „Warszawskiego.”
AM: „Warszawskiego. To nieporozumienie, panie pośle.”
(Poseł): „Rozumiem, czyli to już była godzina... w Rosji... 10.50.”
AM: „10.50.”
(Poseł): „Czyli to było 2 godziny po katastrofie. Rozumiem. Dziękuję bardzo. Druga sprawa, to jest kwestia tego, co pan powiedział kilkanaście minut temu, na temat oficera FSB, który pilnował pana torby, a mówię to w kontekście oficerów FSB, którzy bardzo usilnie pilnowali gruby sześćdziesięciorga posłów i senatorów, gdzie nie pozwalano nam zjechać z drogi o 150 czy 200 m na stacji Gniezdowo i dopiero po licznych perturbacjach, nie ma teraz czasu na opowiadanie całej tej historii, mogliśmy, mogliśmy tam pojechać(do dziś przed Zespołem nie przesłuchano uczestników tej wyprawy – przyp. F.Y.M.). I trzecia sprawa, ostatnia, o którą chciałem pana zapytać (w tym czasie SW przegląda sobie na telebimie moonfilm – przyp. F.Y.M.) czy panu cokolwiek wiadomo, ponieważ my wracając tymże pociągiem, rozmawialiśmy z dziennikarzami różnymi i dochodziły do nas informacje, że służby ros. odbierały aparaty fot., czy też inne urządzenia do nagrywania i stamtąd wydłubywano, przepraszam za kolokwializm, karty pamięci, odbierano te materiały. (...)”
 
(Niestety, w tym momencie szef Zespołu się włączy i do tych kwestii „polski montażysta” nie będzie się odnosił, a przecież w kontekście „przetrwania” czy „ocalenia” materiału z pobojowiska zwłaszcza ta ostatnia sprawa jest bardzo istotna. Jak bowiem udało się nie tylko pierwszemu Polakowi przejść przez księżycowy krajobraz (skoro nikogo z polskich mediów tam Ruscy nie dopuszczali) i jak się udało oszczędzić przed zniszczeniem materiał tej wagi (skoro Ruscy nie pozwalali na fotografowanie)? – przyp. F.Y.M.)
 
AM: „(...) Zgodnie z tym, co ustaliliśmy 15 min. temu, jeżeli można – wszystkie pytania wykraczające poza bezpośrednie uszczegółowienie kwestii pokazywanych podczas filmu, o które też proszę bardzo, bardzo oszczędnie... zadamy później, dobrze? Bo inaczej nie obejrzymy tego (...) materiału. Dlatego proszę – moja wina w takim razie, że otworzyłem taką możliwość, proszę o wyjątkowe pytania, wtedy, kiedy coś jest niezrozumiałego, kiedy dopytanie tego, co widzimy, jest absolutnie konieczne, a wszystkie pozostałe pytania po projekcji.”
 
(Ta decyzja o tyle jest nieuzasadniona, że przecież ostatnie 15 minut to było analizowanie wątków pobocznych, a przynajmniej nie związanych bezpośrednio z tym, co widać na moonfilmie – przyp. F.Y.M. Co więcej – jak zresztą sygnalizowałem w „Czerwonej stronie Księżyca” – nie pojawi się na posiedzeniu sejmowym nawet wątek słynnego „makarowa przy łbie”, a przecież byłaby to jedna z pierwszych rzeczy, o którą należałoby spytać świadka. Zgłasza się teraz jeszcze jeden z posłów.)
 
(...)
(Poseł Kozak): „Tak, ja mam tylko jedno, krótkie pytanie, żeby pan nam powiedział, jak pan się znalazł właśnie w tym lasku – jaki był sygnał, jak pan dobiegł do tego – ile to czasu panu zajęło?”
(gwar)
AM: „Przepraszam najmocniej, to wrócimy do tego po w takim razie projekcji, naprawdę. Powtarzam – pytania tylko wyłącznie do obrazu, który oglądamy i szczegółów związanych z tym obrazem.”
(Poseł Kozak): „Mi chodziło o te kilkanaście minut wcześniej.”
AM: „Będziemy mogli to przywrócić. Będziemy mogli przywrócić i wyjaśnienie w związku z poprzednim pytaniem: 8.50 na tutejszym zegarze, to jest 10.50 czasu smoleńskiego, czyli 9 minut po czasie obecnie ustalonym czasie katastrofy. (...)”
 
SW (komentując migawkę z panoramą pobojowiska – przyp. F.Y.M.): „I też właśnie nawiązując do tematu widoczności – tu akurat jest o tyle łatwiej dojrzeć te szczegóły, choćby z tego względu, że prawdopodobnież eksplozja trochę roz-, powiedzmy, rozdmuchała tą mgłę. Tym bardziej, że mię-, jak tu jest ten teren bardziej odkryty, po prostu był lekki wiatr i prawdopodobnież tą mgłę yyy... została ta mgła, została po prostu przede wszystkim przez pęd lądują-, rozbijanego się samolotu, została zdmuchnio-, zdmuchnięta i druga sprawa, po prostu, tam się zrobiło ciepło i ta mgła po prostu miałą okazję wyparować. To akurat wiem od fachowców lotników. Tak samo yyy...”
AM: „Czyli ta mgła była taka, że po prostu mogła wyparować i nie należy się z tym, po prostu...”
SW: „Po prostu ją zdmuchnęło...”
AM: „To jest oczywiste.”
SW: „Najzwyczajniej zdmuchnęło.”
AM: „Dobrze. Proszę bardzo.”
SW: „I tutaj akurat widać, że jest duża ilość połamanych drzew i właśnie fragmentów usterzenia... I tu akurat można się akurat od tej strony przyleciał samolot i widać, że tam kawałek dalej zaraz powinna być ruchliwa droga. I lekko w prawo patrząc w tą stronę, powinien być widoczny nasz hotel – znaczy nasz, hotel, w którym mieszkaliśmy. Czyli, mówię, widoczność nawet w tym momencie, z tego poziomu, po takiej, po takim zdarzenia, jest, mówię, nie większa niż 300 m. Nawet można śmiało powiedzieć, że nawet do 400 m, ale jak dla takiego samolotu, niestety, widoczność 400 m, no to, niestety, nie jest to rzecz, którą akurat piloci to lubią, ale trudno...
 
(Głosy „strażaków” w tle, a po chwili: „To polski samolot przecież!” – przyp. F.Y.M.) No to akurat te dźwięki są takie... mało takie ciekawe, to można je wyciszyć... (I moonwalker przycisza ścieżkę dźwiękową moonfilmu – przyp. F.Y.M.)
 
AM: „Nie, przepraszam, gdyby pan mógł nie wyciszać żadnych...”
SW: „Nie, nie, proszę bardzo.”
AM: „Żadnych dźwięków, które zostały nagrane, bo to...”
SW: „Ja rozumiem, ja rozumiem, nie, bo tak...”
AM: „...szczegóły, które chcielibyśmy móc oglądać w formie takiej, jakiej...”
SW: „To nawet po tych dźwiękach słychać, że tam po prostu nie dało się normalnie iść. Mimo tego, że byłem troszeczkę zmęczony...” (zmęczony? Przed południem? - przyp. F.Y.M.)
AM: „Jakie są, takie są, ale tak zostały nagrane...”
SW: „Takie są, ale są prawdziwe. I tu właśnie słychać straż pożarną, która właśnie dojeżdża. Druga, druga s-, ten.” (I tu owa najsłynniejsza fraza z moonfilmu, czyli „Ja p...lę, to nasz” - fraza ta „zniknęła” z wersji, którą moonwalker jako „niezmontowaną” i „ostateczną” zrzucił przed wystąpieniem sejmowym – przyp. F.Y.M.) „Khm, przepraszam. No, to jest ulubione zdjęcie, które wykorzystuje TVN24. I tu widać – już stoi jedna straż pożarna. Już kilku strażaków już sobie biega z wężami i dopiero teraz biorą się za akcję gaśniczą.”
 
(„Polski montażysta” siedzi sobie już wtedy z wyciągniętymi nogami pod stołem, wyluzowany, panujący nad sytuacją – przyp. F.Y.M.)
 
SW:„A ja mniej więcej byłem – było to pytanie – od 5 do 6 minut po zdarzeniu, no bo zanim się ubrałem, zanim się ogarnąłem, zanim trochę oprzytomniałem, że wiedzieć, co mam ze sobą zrobić – pobiec, czy nie pobiec, bo to jednak jest ros. lotnisko – z kamerą, no to... trochę na wariackich papierach, no to – trzeba się było zastanowić nad tym, czy to... I tutaj akurat w lewo, tutaj jest ta część, gdzie jest zaraz lotnisko – ta część techniczna lotniska Siewiernyj – i od tej strony przyszła ta część, naz-, jak to nazywam, nagonki, czyli tych, co mi później zatrzymali i w grupie tej, co był polski dyplomata. Tu jest akurat fragment samolotu, który... o który się potknąłem i chciałem po prostu odłożyć.” (I teraz zaczyna się wędrówka moonwalkera przez stawy – przyp. F.Y.M.)
 
Ten drugi taki dźwięk w tle taki wyjący nie ryczący, to jest karetka pogotowia. Czyli też jest to nieprawdą – z tego, co ja widziałem oczywiście – że karetki przyjeżdżały i wyjeżdżały bez sygnału.
 
(W tym momencie, tj. gdy moonwalker wypowiada kolejne „dementi”, warto przypomnieć jedno zdanie z wywiadu, który 14-04-2010 przeprowadził z „polskim montażystą” A. Klarenbach (http://www.tvp.info/opinie/wywiady/gdybym-wiedzial-co-sie-stalo-usiadlbym-i-plakal/1658974), tam bowiem SW inne dementi wygłasza a propos akcji na pobojowisku:  „Wbrew pozorom zareagowały bardzo szybko. Bardzo szybko przybiegli funkcjonariusze Federalnej Służby Ochrony. Szybko pojawiły się służby techniczne, jak straż pożarna, karetki pogotowia. Nieprawdą jest, że po cichu wynosili ciała.
 
Wynosili? A może: wnosili? - przyp. F.Y.M.)
 
SW: "Owszem, później wyjeżdżały na, tylko na tzw. kogucie, mieli zapalone te światła, te swoje, ale że po prostu tam nie było sensu, przepraszam, może sensu źle powiedziane, po prostu nie było takiej potrzeby... stąd też mnie to później zastanawiało – dlaczego te karetki jadą, a nie gonią w pewnym sensie. Bo wiadomo, jak jest wypadek, jak jest tragedia – no to wiadomo, karetka, czy inne służby techniczne jadą jak najszybciej. A widać, że Rosjanom, można powiedzieć nieładnie, nie za bardzo się spieszyło, no bo chyba mieli świadomość, że nie było już do czego. Może to nie to, żebym ironizował, ale po prostu taka jest brutalna rzeczywistość, że mieli świadomość tego, że ci, co tam, co byli w tym samolocie, nie mieli szans przeżycia.”
 
AM: „Przepraszam najmocniej, gdyby pan mógł to powtórzyć. Rozumiem, że w pana opinii, jadący ratować...”
SW: „Znaczy, nie, nie, jak już...”
AM: „...byli tak doświadczonymi ludźmi, że mieli świadomość, że już nie są w stanie uratować ludzi – czy tak rozumiem pana opinię, którą pan wygłosił?”
SW: „To jest moja sugestia, moje odczucie...”
AM: „Rozumiem.”
SW: „...że akurat, jak byłem już na miejscu po tym zatrzymaniu, że widziałem te karetki po prostu sobie jechały, no bo jechały, czyli już pewnie była informacja – oni, Rosjanie, mieli taką wiedzę, że coś się na pewno stało potwornego. Oni przede wszystkim byli w tej lepszej sytuacji, można to powiedzieć, że wiedzieli, jaki to samolot się rozbił. Ja wiedziałem, że to było tylko... polski samolot. I dopiero później, jak byłem zatrzymany, dopiero dowiedziałem się od kogoś...”
AM: „Czyli pana obserwacja wydarzeń była taka, iż pan sądził, iż oni tak straszliwie się już nie spieszyli, że już mieli świadomość, co zastaną, tak?”
SW: „Czy, czy... też w pewnym sensie dopóty dopóki nie dowiedziałem się, dostając sms-a od, od kogoś znajomego z Polski, że rozbił się prezydencki samolot – że Rosjanie dlatego się specjalnie nie kwapili, bo ja odnosiłem wrażenie, że to jest, owszem, polski nasz samolot, jak już później poznałem po znakach rozpoznawczych, że to jest, że przyleciała sama załoga, że po, po, ten samolot, który niby wcześniej lądował, to właśnie był z Prezy..., to właśnie był samolot prezydencki – oni sobie gdzieś polecieli, bo było słychać, że odlatują i wrócili np., powiedzmy sobie polecieli w jakiejś sprawie technicznej i wrócili tyl-, wróciła tylko załoga na lotnisko. Stąd nie za specjalnie na początku mnie nie zdziwiło, że nie ma właśnie ciał w dużej ilości, no bo jak duży samolot, to wiadomo, ileś tam osób na pewno było, musiało być, ale o..., nawet zakładając, że ofiary były zupełnie gdzieś indziej, to powinny być typowe rzeczy, typu fotele, rzeczy osobiste, walizki, jakieś elementy techniczne samolotu. Znaczy, biorę to na..., jako odniesienie do tego, co miałem mieć też... świadkiem, znaczy świadkiem, po fakcie byłem w Lesie Kabackim, jak się rozbił nasz polski samolot spadł, no to tam widziałem, no, rzeczy, które były zdecydowanie straszniejsze niż tutaj.
 
I tam właśnie ten dźwięk wyjący to są karetki, które przyjechały na miejsce.” (Może przyjechały, lecz na moonfilmie nie widać żadnej z nich – przyp. F.Y.M.) „Bo tutaj akurat nie... one nie miały zbyt dużych szans podjechania, bo tu nie ma drogi bitej. Tu jest jakaś droga gruntowa, po której trudno było przejechać – nawet ten UAZ, który mnie za-, stamtąd zabrał, yyy, miał problemy, żeby tam przejechać.” (UAZ-a też nie widzimy na moonflimie – przyp. F.Y.M.)
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

image fymreport.polis2008.pl image 65,2 MB image 88 MB FYM blog Polis2008

legendarne dialogi piwniczne ludzi zapiwniczonych
w Irlandii 2


yurigagarin@op.pl


(before you read me you gotta learn how to see me)
free your mind
and the rest will follow,
be colorblind,
don't be so shallow


"bot, który się postom nie kłania"
[Docent Stopczyk]


"FYM, to wesoły emeryt, który już nic, ale to absolutnie nic nie musi już robić" [partyzant]


"Bot FYM, tak jak kilka innych botów namierza posty i wpisy "z układu" i daje im odpór" [falstafik]


"Czy robi to w nocy? W takim razie – kiedy śpi? Bo jeśli FYM od rana do późnej nocy non-stop tkwi przy komputerze, a w godzinach ciszy nocnej zapewne przygotowuje sobie kolejne wpisy, to kiedy na przykład spożywa strawę?" [Sadurski] "Ale teraz zadam Sadurskiemu pytanie: Załóżmy, że "wyśledzi" pan w przyszłości jeszcze kilku FYM-ów, a któryś odpowie prostolinijnie, że jest inwalidą i jedyną jego radością (z przyczyn wiadomych) jest pisanie w S24, to czy pan będzie domagał się dowodów,czy uwierzy na słowo?" [osa 1230]
"Zagrożenia dla pluralizmu w ramach Salonu widzę w tym, że niektórzy blogerzy - w tym właśnie FYM - wypraszają ludzi, z którymi się nie zgadzają. A zatem dojdzie do "bałkanizacji" Salonu: każdy będzie otoczony swoją grupką zwolennikow, ale nie będzie realnej dyskusji w ramach poszczególnych blogów. Myślę, że nie daję przykładu takiego wykluczania." [Sadurski]
"Już nawet nie warto tego bełkotu czytać, spod jednego buta i z jednego biura. Na fanatyków i pałkarzy lekarstwa nie ma."[Igła]
"FYM już kupił S24 swoim pisaniem, jest teraz jego twarzą. Po okresie Galby i katatyny nastąpił czas dziennikarzy "Gazety Polskiej". Ten przechył i stalinopodobne teorie spiskowe, jakie się wylewają z jego bloga oraz innych mu podpbnych - przyciągają do Salonu nastepnych i następnych.
Tu już od dawna nie zależy nikomu na rzetelności i klasie pisania - lecz na tym, aby było klikanie, aby było głośno i kontrowejsyjnie. Promowanie takich ludzi jak FYM i Paliwoda - jest całkowicie jednoznaczne."[Azrael]
"Ale jaki jest problem?"[Kwaśniewski]
kwestia archiwów IPN-u
Janke: "Nigdy nie mówiliście o pełnym otwarciu?"
Komorowski: Co to znaczy otwarcie?"

"Trudno zrozumieć, jak można ogłupić społeczeństwo. Dlaczego tylu ludzi ośmiela się nazywać zdrajcą Wojciecha Jaruzelskiego. (Edmund Twardowski, Warszawa) "
[tzw. listy czytelników do "Trybuny"]

"Z przykrością stwierdzam, że prezydent nie przedstawił żadnych propozycji ws. służby zdrowia"
[Tusk]

"Niewidzialna ręka rynku, jak sama nazwa wskazuje, jest ślepa."
[ekspert w radiowej audycji prowadzonej przez R. Bugaja]

"Mamy otwarte granice, miejmy też otwarte umysły. Jasna Góra horyzontów rządowi i parlamentarzystom nie rozszerzy. (S. Barbarska, woj. wielkopolskie) "
[tzw. czytelniczka "Trybuny"]

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • epitwo, zgadzam się, że należy trzymać pamięć w gotowości, choć kto wie, czy tylko...
  • AE911truth.org, wzajemnie :)
  • Ddalia, Szczęśliwego Nowego Roku :) (po tak fatalnym jak ten mijający)

Tematy w dziale