Twierdzę, że wystarczy już lewicowych pomysłów na polskie państwo. Musimy porzucić marzenia o odgórnym "równaniu szans", likwidowaniu "niesprawiedliwości społecznej" i innych "szczytnych celach". Musimy odejść od: reformowania komunizmu najpierw w kierunku postkomunizmu, a następnie socjalizmu na wzór państw skandynawskich. Pora po prostu na zwykły, bezprzymiotnikowy, kapitalizm. Temu służyć miała, wedle mojego perfidnego zamysłu, dżentelmeńska wymiana zdań, w jaką się wdałem z prof. Sadurskim.
Prof. Sadurski zdradza nam w credo swoje marzenia o rzeczywistości polskiej i nikt mu nie broni śnić na jawie. Wydaje się jednak, że nam, żyjącym tu i teraz w pewnej konkretnej rzeczywistości, potrzebne są realistyczne, konkretne rozwiązania, czyli - mówiąc nieco kolokwialnie - sprowadzenie "marzeń" na ziemię. Jestem całkowicie przekonany, że nadszedł kres jakichkolwiek utopijnych rozwiązań zwł. w Polsce i naprawdę dość już tych coraz to nowych socjalistycznych superplanów, które kończą się tym, że rośnie dług publiczny, koszty pracy, koszty energii, składki zdrowotne, ceny itd. i jeszcze się nam mówi, że to właśnie tak ma być, a co gorsza, że to jest ten "wredny kapitalizm". Hasło "Polski solidarnej" jest do zrealizowania o tyle, o ile mamy zdrowe państwo, a nie schorowany twór, który co rusz obciążany jest coraz to nowymi zobowiązaniami wobec kolejnych uprzywilejowanych grup obywateli, zobowązaniami, jakich potem nie jest w stanie spełnić (w związku z tym bierze na siebie dalsze zobowiązania). Lewicowe myślenie nie bierze pod uwagę kosztów społecznych nieustannego eksperymentowana, mimo że deklaruje lkwidację rozmaitych szkód, na które wskazuje w swoich diagnozach społecznych. Trzymając się lewicowych rozwiązań można reformować świat do "czasów ostatecznych", ponieważ ludzie lewicy nie chcą przyjąć do wiadomości, że natura człowieka i natura rodziny jest inna niż oni ją widzą i że ludzie nie są, nie byli i nie będą równi. O wielu tych sprawach wspominałem już w paru poprzednich postach, więc nie chcę się tu powtarzać.
Błąd transformacji ustrojowej polega na tym, że 1) nie wiemy, w jakim kierunku ta transformacja przebiega (jaki model ustrojowy realizujemy lub chcemy zrealizować) oraz 2), że nie wiemy, za pomocą jakich środków realizować to, co niby wcielamy w życie społeczne. Generalnie jednak spory między partiami politycznymi w Polsce dadzą się sprowadzić do tego, że "socjalizm tak, wypaczenia nie", choć oczywiście socjalizm jest tu pojęty na wzór skandynawski, a nie bolszewicki. Nie jest to jednak dla nas wielka pociecha, gdyż socjalizm pozostaje socjalizmem, choćbyśmy nie wiem jak zaklinali rzeczywistość, że żyje się w takim ustroju najlepiej pod słońcem. Błąd transformacji, mówiąc inaczej, sprowadza się do tego, że od realnego socjalizmu, czyli m.in. komunistycznej gospodarki księżycowej (choć są i inne elementy tego realnego socjalizmu, jak np. zmonopolizowanie mediów, zamordyzm, opresja i inwigilacja obywateli itd.) staramy się przejść do... innego realnego socjalizmu. Od jednej niewydolnej machiny społecznej do drugiej.
Prof. Sadurski i inni - myślący ludzie lerwicy (bo jest przecież cała chmara bezmyślnych przedstawicieli lewicy, którzy traktują lewicowość jako trzymanie się na drodze życiowej swoich kolegów z partii, bo to może zaowocować znajomościami i określonymi profitami: dostęp do informacji ekonomicznych, koncesji, łapówek itp. lub też jako pospolitą walkę z Kościołem, religią, tradycją, "kołtuństwem" it.) - powinni sobie zdać jasno sprawę z tego, że Polska zmierza w niewłaściwym kierunku i dalsze reformowanie, "kolejne etapy reformy" (słowo reforma jest jakimś przekleństwem nad Polską) tylko tę fatalną sytuację pogłębia.
Nasze niewydolne państwo należy po prostu zacząć rozmontowywać, mówiąc obrazowo, a nie tworzyć prowizoryczne "dobudówki". Każda kolejna ekipa rządząca zajmuje się prowizorką i dobudówkami, niestety, dlatego że wszystkie polskie rządy zgadzają się, co do tego jednego, podstawowego i błędnego, powtarzam celu: przejścia od socjalizmu na wzór rosyjski, sowiecki - do socjalizmu skandynawskego. Tak więc spór między mną a prof. Sadurskim można wyrazić jeszcze inaczej: rozmontowywać tę zbiurokratyzowaną i niewydolną machinę, czy dalej lać w nią paliwo podatników, dorabiać "przybudówki" i patrzeć, jak pracuje na jałowym biegu?
(PS. Gdybym teraz na pół dnia zamilkł, to nie będzie to wyraz arogancji, tylko tego, że pracuję, ale odezwę się po pracy na pewno. Greetings to everybody)


Komentarze
Pokaż komentarze (52)