Czy nazwanie urzędującego prezydenta "s-synem" nie było większym przewinienem niż nazwanie go "oszustem", a jego żony "czarownicą"? A nie widać było wtedy takiego zgodnego przemarszu święcie oburzonych, jaki widzimy obecnie. Kiedy ci wszyscy święci maszerują, to stukot obcasów jest dość niepokojący, jak na mój gust. I naraz w jednym szeregu ustawiają się dotychczasowi antagoniści, z lewej i prawej strony, i idą równym krokiem, jak to zwykle w marszu bywa.
K. Kłopotowski łapie się za głowę (http://klopotowski.salon24.pl/22606,index.html), B. Węglarczyk wrzuca swoje trzy grosze (http://bartoszweglarczyk.salon24.pl/22667,index.html). Ł. Warzecha zaś pisze:
taśmy Rydzyka. Czy są prawdziwe? Tego na sto procent oczywiście nie wiadomo -
no ale zaraz nas uspokaja:
Nie chce mi się wierzyć, żeby koledzy z „Wprost" wypuścili je do publiczności, nie weryfikując bardzo drobiazgowo ich autentyczności.
(http://lukaszwarzecha.salon24.pl/22626,index.html)
W przypadku jednak polskich mediów byłbym z wiarą ostrożny od momentu, kiedy tak szacowna gazeta jak "Rzeczpospolita" urządziła całkiem wiarygodną akcję przeciwko min. R. Szeremetiewowi.
Ale to nie wszystko, przecież. Maszeruje św. Galopujący Mentor-absolwent-prawa-publicysta-amator, który pisze:
Jak patrzę na błędny wzrok Rydzyka to nie ma wątpliwości, kitra do nochala masę towaru i to zapewne najlepszej jakości.
(http://galopujacymajor.salon24.pl/22644,index.html)
To dorzucam tak dla urozmaicenia. Odkąd wszak ekonomista-informatyk-Azrael przyznał się do swoich związków i sympatii z SB (który, a jakże i Rydzykiem się zajął, jakby nigdy nic http://azrael.salon24.pl/22629,index.html), odtąd i mądrości takich tuzów salonowej publicystyki, jak GM itp. należy brać przez pół, gdyż może i oni podobne curriculum vitae wnet przedstawią.
Ale w tym towarzystwie i Rybitzky nagle z pasją się odzywa:
Tymczasem rosyjski agent w sutannie, „ojciec” Tadeusz Rydzyk pluje w twarz braciom Kaczyńskim i jest z tego zapewne bardzo zadowolony.
(http://rybitzky.salon24.pl/22563,index.html)
Jeśli dzienikarze/publicyści nielubiący o. Rydzyka zajmują się nim bez sprawdzania wiarygodności doniesień, to mnie to nie dziwi. Jeśli robią to kontakty operacyjne SB - tym bardziej. Lewacy? To jasne - niemożliwe by było inaczej. Ale, że do akcji włącza się Rybitzky, nie sprawdzając, czy w ogóle było to tak, jak twierdzą ci, co "taśmy" nagłośnili - to już jest zastanawiające.
Cóż takiego bowiem się stało? Załóżmy hipotetycznie - hipotetycznie powtarzam - że o. Rydzyk powiedział na jakimś wykładzie o prezydencie i jego żonie to, co mu się teraz zarzuca. Podkreślam (dla ewentualnych świętych, co za mnie chcieliby się od razu zabrać, czytając takie słowa): nie jestem fanem o. Rydzyka. Nie jestem też fanem L. Wałęsy, ale mam wrażenie, że za o wiele cięższe słowa w stosunku do głowy państwa, Wałęsy nie spotkała taka infamia, jakiej domagają się teraz wszyscy święci wobec o. Rydzyka. Czy nazwanie kogoś "s-synem" i opublikowanie tego on-line nie jest cięższym przewinieniem niż nazwanie kogoś "oszustem" lub nawet "czarownicą"? Jeśli nie jest, to faktycznie - nie mamy o czym rozmawiać. A jeśli jest, to niech święci zaczną może od rozliczenia za rzucone słowo Wałęsy, potem zaś niech się zajmują o. Rydzykiem.
Te słowa kieruję szczególnie do tych piewców wolności słowa, co reagują torsjami lub przynajmmniej epileptycznymi drgawkami na jakiekolwiek próby ograniczania tej wolności. Iluż to świętych wolnościowców słowa pozwala sobie na najbardziej niewybredne słownictwo wobec rządzących? Warzecha mówiący o "bredzeniu Fotygi" czy R. Kurkiewicz radzący na przeróżne sposoby: KTO KOGO KIEDY MOŻE POCAŁOWAĆ W DUPĘ? (w kontekście krytykowania rządu)
http://romankurkiewicz.salon24.pl/7709,index.html.
Nie chce mi się nawet szukać dalej, bo to nawet nie o to chodzi, by wyszukiwać przykłady wulgaryzacji czy prymitywizacji języka polityki i języka o politykach (w którym określenie "neoGomułka" należy chyba do pieszczotliwych). Zresztą, czy muszą to być nawet słowa obraźliwe? Ja np. uważam, że K.O. SB Azrael za sformułowanie "Winnym śmierci Barbary Blidy jest Zbigniew Ziobro" (które od paru miesięcy jest przez niego publicznie podtrzymywane) powinien odpowiadać przed sądem.
http://azrael.salon24.pl/12812,index.html
Ale pewnie nikomu się nie chce zajmować takimi "publicystami", jak Azrael. Co nas wreszcie taki Azrael może obchodzić? (Aczkolwiek szefa salonu chyba jego sprawa jakoś obejść powinna; chyba, że się mylę).
Pytam tylko wszystkich świętych: what's the problem? O co chodzi z tym rwaniem włosów z głów i tym głośnym stukaniem obcasami? Czy nie wolno krytykować osób publicznych? Skoro taki "ateista" (jak sam się prezentuje) może się burzyć na to, że ktoś ośmiela się prawnie chronić uczucia religijne wierzących, bo przecież obrażać można wszystko, to czy swoboda nawet ostrego skrytykowania osób u szczytu władzy jest czymś gorszym niż wyśmiewanie symboli religijnych (http://boklazec.salon24.pl/index.html)? A zgroza wokół wypowiedzi o. Rydzyka (nie tylko w salonie, ale przecież wielu innych mediach) zapanowała, jakby świat się od nich zawalił.
Co ciekawsze, red. B. Janke pyta:
Jeśli taśma z nagraniem wykładu o. Rydzyka okaże się autentyczna, co zrobią bracia Kaczyńscy?
Znaczyłoby to, że bierze pod uwagę, że osławione "taśmy" to może być falsyfikat lub przynajmniej manipulacja. Dziwne więc, że nie zapyta:
Jeśli taśma z nagraniem wykładu o. Rydzyka okaże się nieautentyczna, co zrobią bracia Kaczyńscy?
A ja bym przy okazji spytał:
Co zrobią media?
Czy poddadzą ostracyzmowi tych, którzy zmanipulowali nagranie, czy nie? Czy też show toczył się będzie dalej, jakby nigdy nic. W tym wielkim spektaklu hipokryzji jakoś niezbyt elegancko wypadają ci dziennikarze, publicyści czy blogerzy, którzy, jak sądziłem, posiadają już pewne doświadczenie w sferze działań peerelowskich służb specjalnych, postkomunistycznych mediów ("Wprost" chyba nie powstało wczoraj, prawda?) czy generalnie ludzi, dla których każda okazja jest dobra, by "dowalić PiS-owi" (BTW, nie jestem, niestety, nawet PiS-owcem, jak deklaruje z kolei się Rybitzky; więc aż mi jakoś głupio, że PiS-owców do porządku przywoływać trzeba). Powtarzam bowiem, jeśli święci mają poddawać ostracyzmowi, osądowi publicznemu, infamii czy wreszcie stawiać przed sądem - osoby, które głośno wypowiadają słowa obraźliwe w stosunku do urzędujących polityków (jak choćby prezydent) czy ich bliskich, to niech zaczną od Wałęsy, a potem biorą się (jeśli zostanie udowodnione niezbicie, że takie słowa padły w takim a takim znaczeniu, a nie metaforycznie np.) za o. Rydzyka ale i za innych "słynnych mówców czy publicystów", jak np. S. Niesiołowskiego, P. Gadzinowskiego, J. Oleksego czy J. Urbana itp.
Jeśli zaś o obeldze Wałęsy święci powiedzieliby, że nic się nie stało, to ja powiem o słowach o. Rydzyka, że także nic się nie stało. Przykładajmy bowiem jedną miarę, czyli te same stosujmy standardy "dopuszczalności krytycznych wypowiedzi" do wszystkich osób publicznych.


Komentarze
Pokaż komentarze (63)