Wszystko dla wszystkich - zgodnie z utopijną wizją państwa, którą można ludzi czarować, nawet jeśli nie jest ona realizowalna oraz brak informacji na temat rzeczy fundamentalnych, tak najkrócej streściłbym to niezwykle rozwlekłe, przegadane do bólu, ponadtrzygodzinne (!) expose. Zwykle milczenie albo wyraża zgodę na coś, albo zatajenie czegoś (albo może i to, i to). Najwyraźniej brak jasnego stanowiska w kwestii polityczno-ekonomicznego zbliżenia rosyjsko-niemieckiego, bezpieczeństwa energetycznego oraz tarczy antyrakietowej ("będą trwać dalsze konsultacje"), świadczy o zmianie konfiguracji geopolitycznej. "Pogłębienie przyjaźni z Niemcami i Francją" to wizja "apolitycznych kadr dyplomatycznych" związanych z Bartoszewskim i Geremkiem. O pełnej aprobacie dla KPP czy Traktatu Reformującego nie wspomnę (przypomnę za to, że Saryusz-Wolski jasno stwierdził w radiowej Jedynce, że ogólnonardowe referendum w tej sprawie nie wchodzi w grę). Wiemy już, że "Polska nie będzie Kopciuszkiem na arenie europejskiej i światowej", zapewne tak samo, jak nie była nim za czasów ministrowania Geremka czy Bartoszewskiego.
"Duma", "szansa na dobrą zmianę" oraz, cytując frazę z filmu The Village (kto nie oglądał, polecam), those we don't speak of , czyli "władza, która ustąpiła" - to najważniejsze zwroty z tego wielkiego festiwalu obietnic. Brakowało tylko - oprócz obietnic podwyżek płac i polepszenia sytuacji wszystkich - wesołego oberka na sali obrad. Tusk obrawszy strategię Millera (po rządach AWS-u) potępił po wielokroć błędy i wypaczenia poprzedników ("cyniczny radykalizm władzy"), szykując w ten sposób grunt pod ewentualne niepowodzenia swojej księżycowej strategii cudu gospodarczego. Chyba że ich nie będzie - być może ekipa Tuska wykona niewykonalne zadanie przeprowadzenia Polski III drogą, między socjalizmem a kapitalizmem. Tylko, czy to jest coś nowego? Przecież to już Mazowiecki mówił o "społecznej gospodarce rynkowej". Mamy to po dziś dzień. Tusk jednak przywołał Osobę Jana Pawła II i fragment homilii wygłoszonej w Sopocie w 1999 r. Pech chce, że byłem wtedy na mszy św. i dokładnie zapamiętałem frazę o wolności, solidarności i miłości. Pamiętam też to, co mówił JP II o Karcie Praw Podstawowych (http://ekai.pl/europa/?MID=3782), o czym nie pamięta dziś nie tylko Tusk, ale i przedstawiciele Episkopatu (http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20071123&id=my41.txt).
Ale co tam, mamy w końcu Najjaśniejszą RP, nie ma co się oglądać na dawne dzieje i przestrogi JP II, które zapewne na wyrost były. Teraz nastaje czas połączenia "liberalnej polityki gospodarczej" i "solidarnej polityki społecznej", obniżki podatków i podwyższenia płac w sferze budżetowej, "radykalnego przyspieszenia prywatyzacji" i "pomocy najbardziej potrzebującym". Kryterium integralności terytorialnej państwa są bowiem drogi oraz Internet. "Człowiek lepiej zbuduje swój dom niż urzędnik", panie dzieju. A "boisko w każdej gminie" (ze sztuczną murawą, oświetleniem i zapleczem medyczno-wychowawczym), to coś jak "1000 szkół" na Tysiąclecie za Gomułki. No i elektorat więzienny może odetchnąć z ulgą, bo Tusk zwrócił uwagę na przeludnienie zakładów penitencjarnych. Koniec z Bizancjum w postaci bezpłatnych biletów tramwajowych dla posłów. Hm, a dlaczego nie radykalne zmniejszenie liczby posłów (czy ustalenie liczby 120 nie dałoby większych oszczędności na obsłudze biur poselskich?)?
I ten finał nawołujący do pojednania, no i wesołego oberka właśnie. Toteż rzuciłem się w tan, bo nic tak człowieczego serca nie cieszy, jak skoczna muzyka.


Komentarze
Pokaż komentarze (100)