FranciscusFelixAstat FranciscusFelixAstat
92
BLOG

Przedsłowa: Świat jest pełen znaczeń

FranciscusFelixAstat FranciscusFelixAstat Kultura Obserwuj notkę 0

 Cykl "Przedsłowa" poświęcę semantyce, historii, filozofii i teologii symboli, a więc tej sferze ludzkiej kultury, którą nowoczesność spłyca i coraz bardziej wypiera. Stale umacniający się scjentyzm w epistemologii rości sobie prawo do miana jedynej ścieżki ludzkiego poznania, a przecież (jak wykazał Kant) skoro podmiot jest warunkiem doświadczenia, a kryteria naukowości wiedzy są ściśle określone, to wycinek rzeczywistości dostępny naukom empirycznym stanowi swego rodzaju zbiór brzegowy całego bukietu sensownego ludzkiego poznania. Eksperymentem naukowym nigdy nie dosięgniemy na przykład bogactwa znaczeń czysto ludzkich, tak naturalnych dla muzyki, poezji, malarstwa, czy właśnie symboli. Nie jestem historykiem sztuki, symbolami zajmuję się jako amator, jednak stale je dostrzegam, przeżywam i stosuję.

Symbolem może stać się właściwie wszystko, od gestu, litery, słowa, przedmiotu, poprzez sytuację, opowieść, pomysł, ideę, na człowieku i bóstwie nie kończąc. Symbole żyją w ramach kultur, w jakich występują, mogą też umrzeć, zostać zapomniane, stać się niezrozumiałymi.

Pochylmy się na krótko nad religijnym wymiarem symboli.

Przeżywanie symboli w chrześcijaństwie stanowi osobny wymiar duchowości, pozwalający widzieć człowiekowi wierzącemu w zastanej rzeczywistości głęboki sens i znak obecności Stwórcy. Etymologia słowa "symbol" podkreśla jego wagę, był to bowiem przełamany na dwie części przedmiot taki, że po przyłożeniu brzegiem do siebie złamanych części (σύμβολλειν) dawało się rozpoznać całość, o ile były komplementarne. W ten sposób rodziny przekazywały z pokolenia na pokolenie swoje symbole, aby po latach spadkobiercy byli w stanie rozpoznać np. przyjaciół rodziny. W pewnym sensie więc rzeczywistość widzialna, która została nam przekazana przez Stwórcę, jest symbolem, po którym my rozpoznajemy Boga, a Bóg nas. Wieczność i doczesność, choć rozłamane, wzajemnie się rozpoznają.

Wskutek grzechu pierworodnego umysł człowieczy został zaciemniony i przestał dostrzegać rzeczy duchowe in se. Z tego względu to, co duchowe, poznajemy i opisujemy przez to, co widzialne - poprzez symbole. Symbole są w pewnym sensie jak imiona - paradoksalnie!, gdyż desygnują konkretne obiekty, w pewnych sytuacjach retorycznych mogą być używane nawet zamiast właściwych nazw tychże obiektów.  Tak więc mieczem nazywa się wojnę, a drzewem życie (o ileż synekdocha była jednak popularniejsza w starożytności! zdaję sobie sprawę z potworkowatości tego stwierdzenia...).

Na koniec pierwszego wpisu chciałbym polecić zainteresowanie się symbolami nie tylko wszystkim, którzy pragną zrozumieć historię, literaturę i sztukę, ale zwłaszcza tym, którzy pragną pogłębić swoją duchowość i odkryć fantastyczne środki wyrazu, tak bardzo niedoceniane ostatnio...

Ghulibati alrruumu!

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura